08.11.2023, 11:56 ✶
Dla Rolpha Bellatrix była idealna w każdym calu. Uwielbiał ją, gdy była spokojna, gdy się śmiała i złościła. Gdy myliła kierunki lub potykała się, bo przecież każdemu może się to zdarzyć. Wiedział, jakie oczekiwania mieli wobec niej Blackowie i wiedział, że rodzina Lestrange również pokłada w jego narzeczonej wiele nadziei. Ale ona była lepsza, niż mógł sobie wymarzyć. Kochał gdy płakała lub z jej ust ciskały się gromy, uwielbiał gdy nie była w stanie dotrzymać mu kroku lub gdy go wyprzedzała. Nie miał wobec niej żadnych oczekiwań poza jednym - by była sobą. Nie kimś, kogo wykreowała rodzina, tylko sobą, Bellatrix Black, a w niedalekiej przyszłości: Lestrange. Tylko razem byli niepokonani.
I on miał urywany oddech, a po drodze nawet prawie się kilka razy potknął. Nie miało to jednak większego znaczenia - dzięki temu byli szybciej na miejscu. Zepsuta fryzura i błoto na butach da się łatwo naprawić, z czego Rolph skorzystał, rzucając chłoczyść na buty swoje i Belli.
- Nie wygląda na zamieszkały - sapnął, puszczając rękę Trix. Oparł dłonie na udach i pochylił ciało, by wziąć kilka głębszych oddechów. W końcu się wyprostował, zaczesał włosy palcami do tyłu i westchnął. - Tak, tak. Idę.
Ruszył za Bellą, rozglądając się po... No właśnie. Posiadłości? Ruinie? Stalowoszare oczy omiotły cały teren wokół domu. Był piekielnie zarośnięty chwastami, z początku nawet nie udało mu się dostrzec furtki. Murek był w kilku miejscach zapadnięty, ale żeby przez niego przejść, to musieliby się znowu ubrudzić, a może i nawet zniszczyć ubrania. Poza tym nie byli pewni, co tu się do końca odwalało, więc nie powinni się włamywać, prawda? Musieli zbliżyć się na odległość kilku kroków i odgarnąć uschnięte gałązki przy pomocy rąk, żeby znaleźć klamkę. Furtka zdawała się być zardzewiała, lecz gdy Rolph nacisnął klamkę i pchnął drzwiczki - zawiasy nawet nie skrzypnęły.
- Przydałby im się ogrodnik - zauważył cicho, gdy puścił Bellatrix przodem. Ogród był porośnięty chwastami, a z boku dostrzegli wyrwę z nową furtką. Zapewne drugie wejście, częściej uczęszczane niż to, którym weszli. Znowu wrócili do punktu wyjścia i nie mieli pojęcia czy ktoś tu mieszkał, czy nie. Dom był wysoki, okna były brudne, ale w całości. Drzwi także, jednak z komina się nie dymiło. Z drugiej jednak strony: było lato, kto o tej porze roku palił w kominku?
Rodolphus miał wrażenie, że w oknie na piętrze coś mu mignęło, ale gdy mrugnął - wrażenie zniknęło.
- Też to widziałaś? Na piętrze, w oknie. Ktoś chyba tu mieszka.
I on miał urywany oddech, a po drodze nawet prawie się kilka razy potknął. Nie miało to jednak większego znaczenia - dzięki temu byli szybciej na miejscu. Zepsuta fryzura i błoto na butach da się łatwo naprawić, z czego Rolph skorzystał, rzucając chłoczyść na buty swoje i Belli.
- Nie wygląda na zamieszkały - sapnął, puszczając rękę Trix. Oparł dłonie na udach i pochylił ciało, by wziąć kilka głębszych oddechów. W końcu się wyprostował, zaczesał włosy palcami do tyłu i westchnął. - Tak, tak. Idę.
Ruszył za Bellą, rozglądając się po... No właśnie. Posiadłości? Ruinie? Stalowoszare oczy omiotły cały teren wokół domu. Był piekielnie zarośnięty chwastami, z początku nawet nie udało mu się dostrzec furtki. Murek był w kilku miejscach zapadnięty, ale żeby przez niego przejść, to musieliby się znowu ubrudzić, a może i nawet zniszczyć ubrania. Poza tym nie byli pewni, co tu się do końca odwalało, więc nie powinni się włamywać, prawda? Musieli zbliżyć się na odległość kilku kroków i odgarnąć uschnięte gałązki przy pomocy rąk, żeby znaleźć klamkę. Furtka zdawała się być zardzewiała, lecz gdy Rolph nacisnął klamkę i pchnął drzwiczki - zawiasy nawet nie skrzypnęły.
- Przydałby im się ogrodnik - zauważył cicho, gdy puścił Bellatrix przodem. Ogród był porośnięty chwastami, a z boku dostrzegli wyrwę z nową furtką. Zapewne drugie wejście, częściej uczęszczane niż to, którym weszli. Znowu wrócili do punktu wyjścia i nie mieli pojęcia czy ktoś tu mieszkał, czy nie. Dom był wysoki, okna były brudne, ale w całości. Drzwi także, jednak z komina się nie dymiło. Z drugiej jednak strony: było lato, kto o tej porze roku palił w kominku?
Rodolphus miał wrażenie, że w oknie na piętrze coś mu mignęło, ale gdy mrugnął - wrażenie zniknęło.
- Też to widziałaś? Na piętrze, w oknie. Ktoś chyba tu mieszka.