08.11.2023, 12:20 ✶
Zaśmiał się cicho. Oboje wiedzieli dobrze, że to nie o gang jeżyn i kartel malin chodziło. Ona to doskonale wiedziała i on, ale niech zostanie przy szaleńczym lesie, który atakuje czarodziejów swoimi dobrami, pragnąc wciągnąć ich do dziury i przysypać jagodami leśnymi. Brenna miała zadziwiającą zdolność zmiany tematu i odpychania od siebie niewygodnych pytań. Przychodziło jej to tak naturalnie, niemal błazeńsko, że nic dziwnego, że koledzy z biurek obok mogli mieć jej dosyć. Po prawdzie gdyby trafił do BUM i siedziałby biurko w biurko z Brenną Longbottom, byłby zapewne pierwszą osobą, która spróbowałaby wyrwać jej język, żeby się w końcu zamknęła. Ale, jak ona sama zauważyła, pracował na innym piętrze, co skutecznie chroniło ich oboje.
- Podejrzewałaś mnie o próbę wręczenia łapówki, śmiem więc sądzić, że możesz mieć lekką... lekki problem z przyjmowaniem szczerych podziękowań od kolegów z pracy - odpowiedział gładko, chowając ręce za plecami. Splótł je ze sobą i nawet zrobił krok w tył, żeby uniknąć kubka z kawą. Nie miał zamiaru go od niej brać i jeśli Brenna nie chciała wylać zawartości na podłogę i jego buty, to była zmuszona kawę trzymać. Co z nią zrobi później - to go nie obchodziło. Nie pijał kawy na tyle często, by płakać za rozlanym napojem. Preferował inne napoje - herbatę, alkohol i nawet wodę. Kawę pijał w ostateczności. - Bo przecież nie odmawiasz odwdzięczenia się tylko dlatego, bym ciągle za tobą chodził, prawda, Brenno?
Wbił spojrzenie w jej oczy. Oczywiście że tak nie uważał. Podejrzewał, że Brenna miała na głowie inne sprawy i w ogóle nie wpadłaby na podobny pomysł, lecz lubił zasiewać w umysłach czarownic podobne myśli. Nawet jeśli te miały szybko przegnać je ze swojej głowy.
- Masz rację, mamy pełne ręce roboty. Dlatego tym bardziej cieszę się, że na siebie wpadliśmy. Jadę do biura Brygady z kimś porozmawiać. Ale jeśli wolisz iść przodem, poczekam - winda się zatrzymała, a do środka weszła dwójka aurorów. Odruchowo skinęli Brennie i Rodolphowi głowami i odwrócili się plecami do dwójki rozmawiających. Wydawali się zestresowani, ale kto w dzisiejszych czasach nie był zestresowany? Rolph uśmiechnął się lekko, ponownie opierając plecy o drzwi. Zamilkł, czekając aż winda zjedzie niżej i wypuści tę dwójkę, która przerwała im rozmowę. Odczuwał jakąś dziwną przyjemność w nękaniu Brenny. Pewnie niedługo mu to się znudzi, ale na ten moment bawił się wyśmienicie. W konwersacjach tego typu faktycznie Longbottom nie miała sobie równych. Była zbyt uprzejma, by spławić go od razu, a jak to robiła - było to tak subtelne, że niemal urocze. Większość osób, z którymi rozmawiał, ulatniała się przy pierwszej możliwej okazji, pozostawiając ogromny niedosyt.
- Podejrzewałaś mnie o próbę wręczenia łapówki, śmiem więc sądzić, że możesz mieć lekką... lekki problem z przyjmowaniem szczerych podziękowań od kolegów z pracy - odpowiedział gładko, chowając ręce za plecami. Splótł je ze sobą i nawet zrobił krok w tył, żeby uniknąć kubka z kawą. Nie miał zamiaru go od niej brać i jeśli Brenna nie chciała wylać zawartości na podłogę i jego buty, to była zmuszona kawę trzymać. Co z nią zrobi później - to go nie obchodziło. Nie pijał kawy na tyle często, by płakać za rozlanym napojem. Preferował inne napoje - herbatę, alkohol i nawet wodę. Kawę pijał w ostateczności. - Bo przecież nie odmawiasz odwdzięczenia się tylko dlatego, bym ciągle za tobą chodził, prawda, Brenno?
Wbił spojrzenie w jej oczy. Oczywiście że tak nie uważał. Podejrzewał, że Brenna miała na głowie inne sprawy i w ogóle nie wpadłaby na podobny pomysł, lecz lubił zasiewać w umysłach czarownic podobne myśli. Nawet jeśli te miały szybko przegnać je ze swojej głowy.
- Masz rację, mamy pełne ręce roboty. Dlatego tym bardziej cieszę się, że na siebie wpadliśmy. Jadę do biura Brygady z kimś porozmawiać. Ale jeśli wolisz iść przodem, poczekam - winda się zatrzymała, a do środka weszła dwójka aurorów. Odruchowo skinęli Brennie i Rodolphowi głowami i odwrócili się plecami do dwójki rozmawiających. Wydawali się zestresowani, ale kto w dzisiejszych czasach nie był zestresowany? Rolph uśmiechnął się lekko, ponownie opierając plecy o drzwi. Zamilkł, czekając aż winda zjedzie niżej i wypuści tę dwójkę, która przerwała im rozmowę. Odczuwał jakąś dziwną przyjemność w nękaniu Brenny. Pewnie niedługo mu to się znudzi, ale na ten moment bawił się wyśmienicie. W konwersacjach tego typu faktycznie Longbottom nie miała sobie równych. Była zbyt uprzejma, by spławić go od razu, a jak to robiła - było to tak subtelne, że niemal urocze. Większość osób, z którymi rozmawiał, ulatniała się przy pierwszej możliwej okazji, pozostawiając ogromny niedosyt.