08.11.2023, 13:41 ✶
- Co dokładnie wyczytałaś o tej rezydencji? - zapytał jeszcze, nim podeszli do drzwi i nacisnęli klamkę. - Może to jedno z zabezpieczeń?
Znał tę sztuczkę, często osoby, których poszukiwali, ją stosowali. Robili rozwałkę w środku, a na zewnątrz rzucali czary, przyspieszające wzrost roślin, by zamaskować swoje prawdziwe domy. Podczas gdy śmierciożercy rezygnowali ze sprawdzania wnętrza takich budynków, szlamy miały czas na ucieczkę. Nie można było im odmówić sprytu - do czasu, gdy któryś z nich się nie wygadał. Może właśnie taki zabieg zastosowano i tutaj? Rolph wyciągnął różdżkę i rzucił cicho zaklęcie revelio. Nic się jednak nie stało. Ze zdziwieniem zmarszczył brwi.
- Jednak nie. Wygląda na to, że budynek jest opuszczony - schował różdżkę i rozejrzał się. Wnętrze posiadłości wiele lat temu na pewno było bardzo okazałe i bogate, teraz jednak popadło w ruinę. Ponad stuletni kurz pokrywał podłogę i poprzewracane meble. Stare fotele zdążyły się już zapaść w sobie, a drewno - zbutwieć i odpaść w kilku miejscach. Stół był przepołowiony i przewrócony, w kominku znajdowała się kupa popiołu i pleśni oraz zgnilizny. Widzieli nawet kilka trujących grzybów, które wyrastały spomiędzy desek. Jeżeli były tu kiedyś dywany czy gobeliny - dawno zeżarł je czas. - Masz już swoje odpowiedzi?
Zapytał, bo dla niego wnętrze tego domu nie było ani trochę interesujące. Podszedł do schodów z misterną poręczą, którą od przeszło dwóch stuleci zżerały korniki. Dotknął jej czubkiem palca i z obrzydzeniem stwierdził, że palec wszedł w drewno miękko jak nóż w masło. W nie lepszym stanie były schody. Wejście na górę groziło zawaleniem, widać to było na pierwszy rzut oka.
- Przysiągłbym, że zanim weszliśmy do środka, widziałem ruch w oknie na piętrze - powiedział w końcu, przenosząc wzrok na Bellatrix. Do niej należała decyzja, czy idą na górę, czy dają sobie spokój. On osobiście by to sprawdził, ale miał świadomość tego, że mogło mu się przywidzieć.
Znał tę sztuczkę, często osoby, których poszukiwali, ją stosowali. Robili rozwałkę w środku, a na zewnątrz rzucali czary, przyspieszające wzrost roślin, by zamaskować swoje prawdziwe domy. Podczas gdy śmierciożercy rezygnowali ze sprawdzania wnętrza takich budynków, szlamy miały czas na ucieczkę. Nie można było im odmówić sprytu - do czasu, gdy któryś z nich się nie wygadał. Może właśnie taki zabieg zastosowano i tutaj? Rolph wyciągnął różdżkę i rzucił cicho zaklęcie revelio. Nic się jednak nie stało. Ze zdziwieniem zmarszczył brwi.
- Jednak nie. Wygląda na to, że budynek jest opuszczony - schował różdżkę i rozejrzał się. Wnętrze posiadłości wiele lat temu na pewno było bardzo okazałe i bogate, teraz jednak popadło w ruinę. Ponad stuletni kurz pokrywał podłogę i poprzewracane meble. Stare fotele zdążyły się już zapaść w sobie, a drewno - zbutwieć i odpaść w kilku miejscach. Stół był przepołowiony i przewrócony, w kominku znajdowała się kupa popiołu i pleśni oraz zgnilizny. Widzieli nawet kilka trujących grzybów, które wyrastały spomiędzy desek. Jeżeli były tu kiedyś dywany czy gobeliny - dawno zeżarł je czas. - Masz już swoje odpowiedzi?
Zapytał, bo dla niego wnętrze tego domu nie było ani trochę interesujące. Podszedł do schodów z misterną poręczą, którą od przeszło dwóch stuleci zżerały korniki. Dotknął jej czubkiem palca i z obrzydzeniem stwierdził, że palec wszedł w drewno miękko jak nóż w masło. W nie lepszym stanie były schody. Wejście na górę groziło zawaleniem, widać to było na pierwszy rzut oka.
- Przysiągłbym, że zanim weszliśmy do środka, widziałem ruch w oknie na piętrze - powiedział w końcu, przenosząc wzrok na Bellatrix. Do niej należała decyzja, czy idą na górę, czy dają sobie spokój. On osobiście by to sprawdził, ale miał świadomość tego, że mogło mu się przywidzieć.