08.11.2023, 13:54 ✶
Przytaknął, chociaż bez entuzjazmu. Nie wydawało mu się, by Brenna należała do osób, które przejmowały się opinią otoczenia. Ojca - owszem, znał wiele starszych od niej czarodziejów i czarownic, którzy pod wpływem swoim rodzin potrafili się zmienić nie do poznania, dusząc w zarodku swoją indywidualność. Duże, szanowane rody potrafiły tłamsić najmniejsze iskry i dociskać je butem, byleby tylko sprawić, żeby było po ich myśli. W jego przypadku cele rodziny i jego samego były zbieżne, dlatego nie protestował. Wiedział jednak, że gdyby w rodzinie Lestrange pojawiło się chociażby drobne odchylenie przy ważnych dla niego ideach, buntowałby się. Ale czy otwarcie? Czy może robiłby to po cichu, by nie złamać serca matki i nie wkurzyć ojca? Tego nie był w stanie przewidzieć.
- Bo jestem szalenie bystry - odpowiedział, wzruszając ramionami. Oczywiście że wiedział, że Brenna ironizuje, ale on nie musiał. W tej kwestii miał rację i nie musiał nawet żartować ze swojej inteligencji. Zastanawiał się jednak w jaki sposób działał mózg Longbottom. Bo że działał inaczej niż u zwykłych czarodziejów i czarownic - to wiedział od początku. Utkwił w kobiecie, a raczej jej czole, zamyślone spojrzenie. Co takiego skrywał ten organ, że Brenna była taką a nie inną osobą? Czym się różnił, jakim małym elementem? Czy doznała w przeszłości urazu, który sprawił, że była teraz sobą?
Winda się zatrzymała, dwójka aurorów wyszła i poszła w swoją stronę, każdy w inną. Zostało im ostatnie piętro.
- Jeżeli tego chcesz, to tak zrobię - odpowiedział, wzruszając ramionami. Kończył im się czas, oboje mieli swoje sprawy do załatwienia. I jak bardzo by chciał ciągnąć dalej tę przepychankę słowną, tak wiedział, że należy zbytnio naciskać. Był w końcu szalenie bystry, czyż nie? - Chociaż bez tej części o skarżeniu. Nie nawykłem plotkować. Są krzywdzące, a nie zrobiłbym niczego, co mogłoby ci zaszkodzić, Brenno, przynajmniej nie umyślnie. Jeżeli chcesz, zjadę do Departamentu Tajemnic i wrócę później.
Winda stanęła, drzwi się rozsunęły. Rodolphus przytrzymał ich krawędź tak, by za szybko się nie zamknęły. Czekał na decyzję Brenny - jeśli chciała, to zjedzie na piętro niżej i wróci później. Dla niego nie miało to znaczenia, czy pójdzie teraz, czy później. Jego główny cel został osiągnięty, teraz musiał tylko utrzymać farsę.
- Bo jestem szalenie bystry - odpowiedział, wzruszając ramionami. Oczywiście że wiedział, że Brenna ironizuje, ale on nie musiał. W tej kwestii miał rację i nie musiał nawet żartować ze swojej inteligencji. Zastanawiał się jednak w jaki sposób działał mózg Longbottom. Bo że działał inaczej niż u zwykłych czarodziejów i czarownic - to wiedział od początku. Utkwił w kobiecie, a raczej jej czole, zamyślone spojrzenie. Co takiego skrywał ten organ, że Brenna była taką a nie inną osobą? Czym się różnił, jakim małym elementem? Czy doznała w przeszłości urazu, który sprawił, że była teraz sobą?
Winda się zatrzymała, dwójka aurorów wyszła i poszła w swoją stronę, każdy w inną. Zostało im ostatnie piętro.
- Jeżeli tego chcesz, to tak zrobię - odpowiedział, wzruszając ramionami. Kończył im się czas, oboje mieli swoje sprawy do załatwienia. I jak bardzo by chciał ciągnąć dalej tę przepychankę słowną, tak wiedział, że należy zbytnio naciskać. Był w końcu szalenie bystry, czyż nie? - Chociaż bez tej części o skarżeniu. Nie nawykłem plotkować. Są krzywdzące, a nie zrobiłbym niczego, co mogłoby ci zaszkodzić, Brenno, przynajmniej nie umyślnie. Jeżeli chcesz, zjadę do Departamentu Tajemnic i wrócę później.
Winda stanęła, drzwi się rozsunęły. Rodolphus przytrzymał ich krawędź tak, by za szybko się nie zamknęły. Czekał na decyzję Brenny - jeśli chciała, to zjedzie na piętro niżej i wróci później. Dla niego nie miało to znaczenia, czy pójdzie teraz, czy później. Jego główny cel został osiągnięty, teraz musiał tylko utrzymać farsę.