- Tak naprawdę? Udało mi się tylko znaleźć informacje, gdzie się znajduje i to by było na tyle. - Co oznaczało, że dziewczynka jej nie kłamała, a dwór faktycznie. Wysatrczyło jej to, aby się tu pojawić i sprawdzić, jak się ma sytuacja.
Rodolphus wpadł na całkiem dobry pomysł, żeby sprawdzić, czy wygląd tego miejsca to nie jest kolejna czarodziejska sztuczka. Trixie spoglądała jak rzuca zaklęcie, tyle, że nic się nie wydarzyło. Ten pałacyk był najwyraźniej zupełnie opuszczony. Tylko dlaczego spotkała tę dziewczynkę, która opowiadała jej, że tutaj mieszka? Czyżby dała się otumanić zjawie?
Bellatrix zaczęła kichać. Kurz, który znajdował się dosłownie wszędzie drażnił jej nos. - Dawno tutaj nikogo nie było, dziwne, że nikt się nie zainteresował tym miejscem. - W końcu posiadłość była ogromna, ktoś mógł w niej zamieszkać jeśli doprowadziłby to miejsce do porządku. Stało zupełnie puste, nie wiedziała dlaczego.
- Miałeś rację. - Powiedziała cicho, bardziej do siebie. Nie spotkała żadnego dziecka. To pewnie był duch, albo coś podobnego. - Niepotrzebnie zupełnie tu przyszliśmy. - Nie tego się spodziewała, a w jej głosie mógł usłyszeć rozczarowanie.
Obserwowała narzeczonego, który zbliżał się w kierunku schodów. Nie wyglądały jej na szczególnie stabilne, mogły w każdym momencie się zawalić, jednak jeśli faktycznie widział coś w oknie, może warto było to sprawdzić? Skoro juz się pofatygowali, aby się tu znaleźć. - Chodźmy, może faktycznie jest tu coś więcej. - To by wynagrodziło jej rozczarowanie.
Ruszyła powoli na górę. Kroki stawiała delikatnie, jakby się bała, że schody w każdej chwili mogą runąć, skrzypiały za każdym razem, gdy jej buty lądowały na kolejnym stopniu. Po krótkiej chwili jednak znaleźli się na górze. Zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu czegokolwiek. Póki co, wszystko jednak wyglądało jak na dole. Meble pokryte kurzem, grzyb wychodzący zza tapety i towarzyszący temu zapach stęchlizny.