08.11.2023, 15:32 ✶
Zanim weszli na górę to ścisnął jej dłoń w uspokajającym geście. Nie chciał, by sobie cokolwiek wyrzucała.
- Przynajmniej wiesz, że mała cię okłamała. Nie wydaje mi się, żeby to była zjawa, przejrzałabyś ją. Pewnie po prostu się wystraszyła obcej osoby, wiesz jakie są dzieci i co im się mówi, zwłaszcza teraz. "Nie mów obcym gdzie mieszkasz" i takie tam.
W zasadzie to był bardzo prawdopodobny scenariusz. Dziecko się wystraszyło i po prostu uciekła, gdy tylko Trix odwróciła wzrok. Nic specjalnego, a dzieciaki w tej okolicy na pewno miały masę swoich kryjówek. Mimo wszystko Rolph wszedł na górę za Bellatrix, podobnie jak ona ostrożnie stawiając stopy. Wolałby nie zlecieć na dół, to byłaby bardzo głupia śmierć. - Przynajmniej spędziliśmy miły czas razem i wróciliśmy do miejsca, które kiedyś było naszą integralną częścią. To bardzo cenne doświadczenie.
Gdy tak się rozglądali po pokojach, coś w jednym z nich zaszeleściło. Rodolphus wyciągnął różdżkę i pokazał narzeczonej, żeby była cicho. Sam poszedł przodem, gotów przyjąć na siebie pierwsze uderzenie tego, co czaiło się na nich w mroku. Wyczuwał czyjąś obecność, czuł jak włoski na karku powoli stają mu dęba, gdy wraz z kolejnymi krokami słyszał coraz głośniejszy chrobot. Nie bał się - trzymał różdżkę w pogotowiu, był pewny swoich umiejętności. Ale nawet on nie był przygotowany na to, co czekało na nich w czymś, co było kiedyś dziecięcym pokojem.
Z wewnątrz wyleciał nietoperz, z nieznośnie głośnym piskiem, który wżynał się w mózg. Przeleciał tuż nad głową Bellatrix, zakręcił dwa kółka i opuścił ruderę, pozostawiając w niej pustkę i parę narzeczonych. Ta sytuacja była tak absurdalna, że Rolph nie mógł powstrzymać śmiechu.
- A może była tak naprawdę nietoperzem? - przyciągnął do siebie Bellatrix i cmoknął ją w czubek głowy. - Chodź, bo ten grzyb tu zaszkodzi twoim płucom. Pójdziemy coś zjeść, co ty na to?
Skoro już byli w miasteczku, mogli odpocząć. Nie znaleźli dziewczynki, a nietoperza. A zamiast pięknej posiadłości była ponad dwusetna rudera. Zasługiwali na coś dobrego do jedzenia i może jakiś spacer wokół Hogsmeade.
- Przynajmniej wiesz, że mała cię okłamała. Nie wydaje mi się, żeby to była zjawa, przejrzałabyś ją. Pewnie po prostu się wystraszyła obcej osoby, wiesz jakie są dzieci i co im się mówi, zwłaszcza teraz. "Nie mów obcym gdzie mieszkasz" i takie tam.
W zasadzie to był bardzo prawdopodobny scenariusz. Dziecko się wystraszyło i po prostu uciekła, gdy tylko Trix odwróciła wzrok. Nic specjalnego, a dzieciaki w tej okolicy na pewno miały masę swoich kryjówek. Mimo wszystko Rolph wszedł na górę za Bellatrix, podobnie jak ona ostrożnie stawiając stopy. Wolałby nie zlecieć na dół, to byłaby bardzo głupia śmierć. - Przynajmniej spędziliśmy miły czas razem i wróciliśmy do miejsca, które kiedyś było naszą integralną częścią. To bardzo cenne doświadczenie.
Gdy tak się rozglądali po pokojach, coś w jednym z nich zaszeleściło. Rodolphus wyciągnął różdżkę i pokazał narzeczonej, żeby była cicho. Sam poszedł przodem, gotów przyjąć na siebie pierwsze uderzenie tego, co czaiło się na nich w mroku. Wyczuwał czyjąś obecność, czuł jak włoski na karku powoli stają mu dęba, gdy wraz z kolejnymi krokami słyszał coraz głośniejszy chrobot. Nie bał się - trzymał różdżkę w pogotowiu, był pewny swoich umiejętności. Ale nawet on nie był przygotowany na to, co czekało na nich w czymś, co było kiedyś dziecięcym pokojem.
Z wewnątrz wyleciał nietoperz, z nieznośnie głośnym piskiem, który wżynał się w mózg. Przeleciał tuż nad głową Bellatrix, zakręcił dwa kółka i opuścił ruderę, pozostawiając w niej pustkę i parę narzeczonych. Ta sytuacja była tak absurdalna, że Rolph nie mógł powstrzymać śmiechu.
- A może była tak naprawdę nietoperzem? - przyciągnął do siebie Bellatrix i cmoknął ją w czubek głowy. - Chodź, bo ten grzyb tu zaszkodzi twoim płucom. Pójdziemy coś zjeść, co ty na to?
Skoro już byli w miasteczku, mogli odpocząć. Nie znaleźli dziewczynki, a nietoperza. A zamiast pięknej posiadłości była ponad dwusetna rudera. Zasługiwali na coś dobrego do jedzenia i może jakiś spacer wokół Hogsmeade.
Koniec sesji