08.11.2023, 16:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2024, 00:12 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Niezależnie od tego, jak mocno Heather Wood chciałaby zabrać małego Marka od rodziców, nie było to coś, co mogłaby przeprowadzić ot tak. Z wielu różnych powodów, z których tylko pierwszym była skomplikowana sytuacja prawna - wszak był synem mugoli, i de facto jedyną możliwością byłoby chyba porwanie, a porywanie małych mugolaków szybko sprawiłoby, że Wood zostałaby aresztowana.
Szczęście w nieszczęściu: w lipcu Mark Sender ukończył jedenaście lat, a to oznaczało, że na progu jego domu pojawił się pracownik ministerstwa z listem wypisanym zielonym atramentem. Już we wrześniu chłopiec miał trafić do szkoły skrytej gdzieś w Szkocji przed oczyma mugoli, a do domu - jeżeli nie zdecyduje się przyjechać na święta i ferie - powróci dopiero w kolejnym roku.
Rodzice Marka nie pałali entuzjazmem ani wobec myśli, że ich syn był czarodziejem, ani że miałby pójść do magicznej szkoły. Brenna doskonale o tym wiedziała, bo zamieniła z nimi więcej niż kilka słów tamtej nocy, gdy sprowadziły z Wood chłopca do domu, a Heather szeptała w jego pokoju zaklęcia. Bardzo postarała się też postawić wtedy sprawę jasno: chłopak musiał uczyć się magii, i ich protest niewiele tutaj zmieni. Heather, starając się monitorować, co działo się u chłopca, mogła z kolei dość szybko zorientować się, że Senderowie nie mogli może mu zabronić pójścia do Hogwartu, ale już ani myśleli zaopatrzyć go w potrzebne "żabie skrzeki" czy wykładać na to pieniędzy.
Gdyby Brenna była nieco bardziej filozoficznie nastawiona do życia albo gdyby nie miała talentu do wpadania na ludzi o ciekawych życiorysach i wielkich kłopotach (uciekających przed śmierciożercami na przykład, zaręczonych z wampirami albo wpadającymi do limbo), może pomyślałaby, że jej życie obrało dziwny kierunek. Ale ponieważ było jak było, kobiecie nie przyszło nawet do głowy, że jest coś dziwnego w tym, że po pracy wchodzi do Dziurawego Kotła ze swoją partnerką z pracy, do niedawna gwiazdą quidditcha, i mugolskim chłopcem, z którym w gruncie rzeczy nie łączyło jej absolutnie nic.
- Trzymaj się Heather, dobrze? - poprosiła, zwracając się do chłopca.
Był blady, jak na swój wiek niewysoki i kościsty. Nie głodzono go raczej, i na pewno nie mieszkał w żadnej komórce pod schodami, ale nie był też najbardziej zadbanym dzieckiem na świecie. Milkliwy, odzywał się rzadko i podchodził chyba do nich trochę nieufnie - ale magia fascynowała go na tyle, że wyraźnie chciał zobaczyć ten magiczny Londyn i przekonać się, że to wszystko nie było żadnym oszustwem. Na słowa Brenny kiwnął tylko głową.
- Masz listę zakupów? - zapytała, prowadząc ich przez pub, by zatrzymał się za murem z tyłu i wyciągnąć różdżkę.
- Mam.
- No to świetnie, zaczniemy od różdżki, bo nie ma nic lepszego niż zakup pierwszej, magicznej różdżki. A potem możemy przejść się do Esów i Floresów, w sumie sama mam do kupienia tam parę rzeczy... Heath? Bardzo proszę, nie kupuj mu miotły, kiedy się odwrócę, pamiętaj, że pierwszoroczni nie mogą ich przywozić do zamku.
- Miotły? - spytał Mark niepewnie i skulił ramiona, jakby zawstydzony własną śmiałością. A potem rozdziawił szeroko usta, kiedy Brenna dźgnęła różdżką jedną z cegieł i mur zaczął zwijać się przed ich oczyma.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.