14.11.2022, 19:51 ✶
Bez mapy uznałby, że się zgubił. Wielokrotnie składał wizyty w Dolinie Godryka jednak dom Longbottomów był tak ukryty, że nawet gdyby stał obok okna to nie zorientowałby się, że to tutaj. Teleportował się dwadzieścia minut drogi stąd i resztę trasy pokonał pieszo, obserwując przy tym gęstwiny leśne, mech, drzewa, krzaki i ledwie widoczną ścieżkę. Zanim podjął decyzję wysłania zaklęcia patronusa do Brenny to zauważył ją z oddali. Uniósł wysoko rękę na znak, że ją widzi i przyspieszył kroku. Ostatnie kilka dni był w biegu bo jednak załatwienie niezbędnych przedmiotów do przeprowadzenia badania diagnostycznego wymagało nieprzyzwoicie dużo papirologii. Na całe szczęście wszystko poszło sprawnie i miał ze sobą niezbędny ekwipunek, coś dla Brenny i dla Erika. Lubił tę kontrolę a jeszcze bardziej uwielbiał to uczucie narastającej ekscytacji na myśl o odnajdywaniu tego, co nieoczywiste. Zdawał sobie sprawę, że może trafić na pustkę i okaże się, że nie potrzeba tu klątwołamacza a jedynie nauczyciela gotowania jednak jeśli jego rzut okiem (i czarem) uspokoi Brennę to nic nie stoi na przeszkodzie, aby im pomóc. Starał się nie myśleć o tym, że spotka Erika pierwszy raz od dłuższego czasu. To była "zbyt" popularna jednostka jak na jego możliwości społeczne, a do tego miał do niego dosyć poważną sprawę i dlatego to spotkanie nie było łatwe. Jeśli pomoże mu to istnieje szansa, że ten w odwecie będzie bardziej skory wysłuchać jego propozycji. Potrząsnął głową i resztę metrów dobiegł truchtem.
- Cześć, po objętości tego szopa na głowie wnioskuję, że dopiero się obudziłaś? - zażartował posyłając jej odrobinę złośliwy uśmiech. - Jestem gotowy jak nigdy. - poklepał dłonią czarną walizeczkę, w której trzymał wszystko, co potrzebne. Ruszył żwawo obok niej i nie próbował nawet zapamiętać drogi bo wiedział, że to niemożliwe. Zerkał na jej profil jak opowiadała z przejęciem o swoich odczuciach.
- Nawet jeśli nic się w kuchni nie wydarzy to badanie mi wszystko powie. - o tak, lekki stres, taki tam sobie. Dotąd nigdy nie przeprowadzał badania wykrycia klątwy na kimś, kto już potężną klątwę na sobie ma i to od lat. Tego akurat nie musieli wiedzieć.
- Plan jest taki, że gdy zajmę strategiczne miejsce w waszej kuchni i ty zaczniesz coś gotować to po upływie trzech-czterech minut poproś Erika aby ci pomógł. Będę mieć różdżkę w pogotowiu aby w razie czego osłonić wasze głowy. - zapewnił bo nie będzie wszak stać bezczynnie. Będzie obserwował zachowanie otoczenia i natężenie anomalii magicznych przy pojawieniu się samego zainteresowanego. Kiedy znaleźli się już w środku to jakoś tak odruchowo wyprostował ramiona i odczekał stosowny moment aż pojawi się Erik. Miał nadzieję, że umieścił na twarzy wyluzowany uśmiech a nie skrępowany grymas uśmiecho-podobny.
- Cześć, po objętości tego szopa na głowie wnioskuję, że dopiero się obudziłaś? - zażartował posyłając jej odrobinę złośliwy uśmiech. - Jestem gotowy jak nigdy. - poklepał dłonią czarną walizeczkę, w której trzymał wszystko, co potrzebne. Ruszył żwawo obok niej i nie próbował nawet zapamiętać drogi bo wiedział, że to niemożliwe. Zerkał na jej profil jak opowiadała z przejęciem o swoich odczuciach.
- Nawet jeśli nic się w kuchni nie wydarzy to badanie mi wszystko powie. - o tak, lekki stres, taki tam sobie. Dotąd nigdy nie przeprowadzał badania wykrycia klątwy na kimś, kto już potężną klątwę na sobie ma i to od lat. Tego akurat nie musieli wiedzieć.
- Plan jest taki, że gdy zajmę strategiczne miejsce w waszej kuchni i ty zaczniesz coś gotować to po upływie trzech-czterech minut poproś Erika aby ci pomógł. Będę mieć różdżkę w pogotowiu aby w razie czego osłonić wasze głowy. - zapewnił bo nie będzie wszak stać bezczynnie. Będzie obserwował zachowanie otoczenia i natężenie anomalii magicznych przy pojawieniu się samego zainteresowanego. Kiedy znaleźli się już w środku to jakoś tak odruchowo wyprostował ramiona i odczekał stosowny moment aż pojawi się Erik. Miał nadzieję, że umieścił na twarzy wyluzowany uśmiech a nie skrępowany grymas uśmiecho-podobny.