Musieli działać. Kto wiedział, gdzie aktualnie była Catherine Barlow? Na pewno potrzebowała pomocy, skoro udało jej się wyrwać z rąk śmierciożerców. Może oni również jej szukali. Ważne było, aby zakon trafił na nią pierwszy. Nie mogli pozwolić na to, aby zginęła kolejna osoba. Szczególnie po tym, co spotkało Jasona. Poświęcił swoje życie, aby ją uratować.
Wood była nieco przygnębiona tym, co się działo. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. Wolała udawać, że wszystko jest w porządku i nic jej nie rusza. Nienawidziła rozmawiać z kimkolwiek o tym, co ją gryzło.
Udało im się dotrzeć przed dom Jonathana bez żadnych problemów. Podróż przebiegła całkiem szybko, szczególnie, że towarzystwo było naprawdę wyborne. Wiedziała, że może liczyć na swoich kompanów w razie niebezpieczeństwa. Z Erikiem nawet walczyła ramię w ramię w czasie Beltane.
- To co, idziemy do środka? - Zapytała cicho. Może powinni najpierw sprawdzić, czy dom nie ma jakichś zabezpieczeń, kto wie, czy jego mieszkańcy nie przygotowali się na ewentualne towarzystwo.
Ruda, a właściwie dzisiaj nie ruda, bo skorzystała z umiejętności Brenny i poprosiła, aby zmieniła ją w piękną, blond włosą niewiastę (co prawda włosy potraktowała eliksirem, za to na jej twarzy nie było dzisiaj ani jednego piega) skupiła się na obserwacji okolicy. Mogli mieć w końcu towarzystwo. Śmierciożercy też mieli swoje wtyki i mogli ich uprzedzić.
W tle było słychać pijackie nawoływanie, muzyka z domu obok również docierała do jej uszu, za to miejsce, do którego mieli wejść wydawało się być opuszczone. Jakby coś kryło się w jego wnętrzu, a nikt z zewnątrz nie miał prawa zobaczyć chociażby najdrobniejszego szczegółu.
Heather rozglądała się uważnie, być może uda jej się dostrzec coś ciekawego w okolicy.
Akcja nieudana
[roll=