Mieli nad mugolami przewagę - jak zawsze. Zostali postawieni przez nich pod ścianą, musieli się dostosować, bo jedyne, co im pozostawało to wyczyszczenie pamięci następnego dnia. Zdecydowanie tego nie chcieli. Wybrali więc skorzystanie z pomocnej dłoni panny Black. Kto by się spodziewał, że będzie ona dla nich taka łaskawa. Postanowiła wykorzystać okazję - inaczej niż dotychczas, miała nadzieję, że jej to nie zawiedzie. Liczyła na to, że wprowadzą oni zamęt w swoim świecie, oczywiście, że się o to postara, nie zamierzała bowiem pozostawić ich samych sobie, o nie. Już ona się zajmie tym, aby ich działania były widoczne.
- To dobrze. - Powiedziała jeszcze do kuzyna, bo nie chciała, żeby ucierpiał pomagając jej przy tym wszystkim. Był silny, to prawda, jednak podróżowanie z dwójką mugoli nie należało do bezpiecznych. Nie mogli przewidzieć jak zareagują na teleportację. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby Lou stała się krzywda. Na całe szczęście wszystko poszło po ich myśli. Wrócił do niej bezpiecznie i za chwilę będzie mógł przerzucić kolejnych mugoli tam, gdzie sobie tego życzyła. Chwila odpoczynku, a będą mieli to za sobą. Miała nadzieję, że Czarny Pan doceni jej działania, że zauważy jej zaangażowanie. Robiła to wszystko po to, aby ją dostrzegł. W końcu miał wielu popleczników, jednak jej zależało na tym, aby widział, że jest mocno zaangażowana w sprawę, że zrobi wszystko, aby osiągnął swój cel. Nie miała żadnych skrupułów. Gotowa była poświęcić życie, aby udało mu się spełnić swoje założenia.
Lou szybko się zregenerował. Po chwili zabrał ze sobą dwoje mugoli, zniknęli razem w ciemnościach. Trixie odetchnęła głęboko. Nikt ich tutaj nie znalazł. Już prawie się udało. Pozostało czekać, aż kuzyn wróci do niej z dobrymi wieściami. Denerwowała się trochę, bo nie wiedziała, czy wszystko jest w porządku. Martwiła się, że coś może się nie udać, kiedy byli tak blisko osiągnięcia założonego przez nią celu.
Na całe szczęście Louvain wrócił. Sam, bez mugoli. Stał przed nią i miał dobre wieści. Udało się. Na jej twarzy malował się ogromny uśmiech spowodowany satysfakcją. Jeszcze chwila, moment, a ministerstwo będzie miało ręce pełne roboty. Zamierzała się jutro spotkać z mugolami, aby omówić z nimi szczegóły. Musiała ich pilnować, nie pozwolić na to, aby ministerstwo złapało ich zbyt szybko. Ważne było, żeby poinformowali podobnych sobie o tym, co widzieli, żeby zasiali ziarno niepewności.
- Nie, to wszystko. - Zbliżyła się jeszcze do kuzyna. - Dziękuję ci Lou, gdybyś kiedyś potrzebował mojej pomocy, wiesz, że zawsze, ale to zawsze ją dostaniesz. - Będzie musiała mu się odwdzięczyć, bo gdyby nie on nie udałoby się jej osiągnąć celu. Zresztą i on i Rabastan bardzo jej pomogli. Rodzina Lastrange jak zawsze okazała się być dobrym wyborem do towarzyszenia jej w takich pomysłach. Wiedziała, że razem mogą osiągnąć wszystko. Po tej krótkiej wymianie zdań każde z nich teleportowało się we własną stronę.