Tak po prawdzie, to guzik ją ten pojedynek obchodził, natomiast biorąc pod uwagę, że się z Nottem zupełnie nie znała, pierwszy raz z nim rozmawiała, to nie bardzo wiedziała jak inaczej może inaczej zagaić temat, który byłby wspólny dla wszystkich tutaj – tym bardziej, że wyczuwała, że Laurent nie był w najlepszym nastroju i nie miała mu tego za złe ani trochę. Wiedziała, że lubił sprawiać pozory, wolał wtopić się w tłum, nie lubił się tak wyróżniać, jakby mu czegoś brakowało… Nie brakowało niczego, może czasami tylko wiary w siebie a momentami (o dziwo) też pewności siebie, ale na tym polu byli do siebie tak podobni… nic dziwnego, że tak szybko i łatwo znaleźli wspólny język, że ponad półtorej roku później ich relacja wcale nie miała się źle ani gorzej, a wręcz przeciwnie.
Z uśmiechem przyjęła przyniesienie tego, o co poprosiła, chociaż nie od razu się napiła.
– Fakt. Ja trochę też – przyznała po słowach Erika, trzymając za nóżkę kieliszek z drinkiem, robiąc delikatne kółka nadgarstkiem, ale na tyle niewielkie, by alkohol się nie wylał. Drugi z kieliszków przysunęła delikatnie w kierunku Laurenta, żeby dla ludzi zupełnie postronnych wyglądało to tak, jakby to był jego drink, choć zapytana tutaj przy stole zapewne powiedziałaby, że to czysty przypadek.
Myślała w zasadzie podobnie jak Erik, że remis powodował impas, a na dłuższą metę mogło się to skończyć nie rozładowaniem napięcia, a eskalacją problemu. Biorąc pod uwagę jak to się skończyło – nikt tutaj nie był skory do tego, by odpuścić.
– Taki wyścig to straszny kłopot do organizowania, żeby nie pogwałcić kodeksu tajności – pracując cztery lata w Departamencie Magicznych Katastrof i Wypadków co nieco jednak wiedziała. Organizacja mistrzostw świata w quidditchu to był ból, a co dopiero wyścigu na miotłach dla jakichś dwóch skonfliktowanych paniczyków. Trzeba by obstawić całą trasę, cudować, zaciągnąć do tego mnóstwo ludzi. Do tego… To nie było wcale łatwe do oglądania i śledzenia. No i bardzo wątpiła, żeby Louvain się na taki zgodził – nie bez powodu zakończył swoją karierę sportowca. – Nie mówiąc o niebezpieczeństwie – dodała uprzejmie i dopiero teraz upiła łyk swojego drinka. Był przyjemny – słodki i jednocześnie kwaśny i nie tak mocny.
Odwróciła głowę w kierunku Laurenta, kiedy ten, nie patrząc na nich, wyrzucił z siebie myśl, która w zasadzie była tutaj oczywistości i Victoria bardzo wątpiła, by ktokolwiek wziął to wszystko na poważnie, a nie jak tępą rozrywkę.
– Myślę, że Lorettcie to akurat wszystko jedno – powiedziała i odszukała pod stołem dłoni Laurenta. Chciała mu dodać otuchy, bo wiedziała, że kto jak kto, ale on bardzo tego teraz potrzebował. Jak również tego, by nie siedział sam na sam ze sobą – ostatnie miesiące nie były dla niego łaskawe, a ostatni tydzień to już w ogóle. – Jakby nie chciała żeby o niej mówili, to nie robiłaby wokół siebie takiego szumu – była jej kuzynką, znała ją całe swoje życie i chociaż stała za swoją rodziną, to również czuła, że ma prawo do swojego zdania. Zwłaszcza jeśli na taki pojedynek Loretta ubrała się tak, a nie inaczej.