09.11.2023, 20:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2023, 20:16 przez Desmond Malfoy.)
Gdy Severine spojrzała mu prosto w oczy, odwdzięczył się tym samym. Jego spojrzenie było chłodne i bez wyrazu, choć wewnętrznie czuł się lekko zdziwiony i mocno zniesmaczony. Dlaczego bycie prawiczkiem miałoby być złe? Jeśli od kobiet wymagało się czystości, to od mężczyzn tym bardziej powinno się, jako że to oni kontrolowali nazwiska rodowe oraz przenosili na swoje potomstwo najbardziej istotne cechy fizyczne i umysłowe. Świat byłby lepszy, gdyby ludzie przede wszystkim skupiali się poskramianiu swoich zwierzęcych żądzy. Zamiast oddawać się ślepemu podążaniu za przyjemnością, mogliby swoją potencję spożytkować w celu... Drgnął nagle, jakby coś sobie uświadomił.
– Chyba że. Chyba że co – burknął niemal gniewnie. – Jestem prawiczkiem.
Jakkolwiek przez parę sekund wyglądał na szczerze dotkniętego, postanowił nie ciągnąć tematu.
W milczeniu, ze ściągniętymi brwiami, słuchał kolejnych słów kobiety, które okazały się niewiele przyjemniejsze. Ona mogła się uśmiechać i powoli popijać wino, jakby to była błaha pogawędka, ale on nie mógł nie dostrzec, jak protekcjonalnie go właśnie traktowała. Był absolutnie świadomy, że jego rówieśnicy robią takie rzeczy. Ale on ich nie robił. Jego rodzice znacznie lepiej radzili sobie z wychowywaniem swoich dzieci, niż znaczna większość czystokrwistych rodów, łącznie z Crouchami. Wielokrotnie starał się pełnić rolę wzoru do naśladowania dla Oleandra, ale, cóż, nie był jego ojcem. Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć.
Dlaczego udawała teraz taką zszokowaną? Nie powiedział jej niczego złego, jego propozycja była absolutnie uprzejma i sformułowana na tyle delikatnie, żeby nadawała się nawet dla uszu damy, którą Severine nie była.
– Huh – mruknął zaskoczony, że nalała mu pełną ćwierćlitrową szklankę czystego ginu.
Tak czy siak, nie chciał wyjść na tchórzliwego, więc upił z niej na raz jedną trzecią. Musiał po tym odchrząknąć, siłą hamując twarz przed wykręceniem się w kwaśny grymas. Później znowu podjął temat swojego nieukontentowania:
– Jeśli to twoja sprawa to dlaczego mnie do niej. Użyłaś.
– Chyba że. Chyba że co – burknął niemal gniewnie. – Jestem prawiczkiem.
Jakkolwiek przez parę sekund wyglądał na szczerze dotkniętego, postanowił nie ciągnąć tematu.
W milczeniu, ze ściągniętymi brwiami, słuchał kolejnych słów kobiety, które okazały się niewiele przyjemniejsze. Ona mogła się uśmiechać i powoli popijać wino, jakby to była błaha pogawędka, ale on nie mógł nie dostrzec, jak protekcjonalnie go właśnie traktowała. Był absolutnie świadomy, że jego rówieśnicy robią takie rzeczy. Ale on ich nie robił. Jego rodzice znacznie lepiej radzili sobie z wychowywaniem swoich dzieci, niż znaczna większość czystokrwistych rodów, łącznie z Crouchami. Wielokrotnie starał się pełnić rolę wzoru do naśladowania dla Oleandra, ale, cóż, nie był jego ojcem. Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć.
Dlaczego udawała teraz taką zszokowaną? Nie powiedział jej niczego złego, jego propozycja była absolutnie uprzejma i sformułowana na tyle delikatnie, żeby nadawała się nawet dla uszu damy, którą Severine nie była.
– Huh – mruknął zaskoczony, że nalała mu pełną ćwierćlitrową szklankę czystego ginu.
Tak czy siak, nie chciał wyjść na tchórzliwego, więc upił z niej na raz jedną trzecią. Musiał po tym odchrząknąć, siłą hamując twarz przed wykręceniem się w kwaśny grymas. Później znowu podjął temat swojego nieukontentowania:
– Jeśli to twoja sprawa to dlaczego mnie do niej. Użyłaś.