Ta ich mała Sikoreczka to rosła jak na drożdżach i już się zaczęła za kawalerami rozglądać. I słusznie zresztą! Zasługiwała na jakiegoś takiego dobrego narzeczonego co by miał fach w dłoniach ale też takiego co by o nią dbał jak nikt inny - No mówię przecież... - dodał ale Alice chyba tego nie usłyszała bo wyrwała jak poparzona w kierunku całego zgromadzenia. Zawsze to się tak mówiło przecież, że "to tylko przyjaciel". Śpiewka stara jak świat. Alice myślała, że Otto nie mówił tego samego o Józefinie? No bo jeżeli tak to była w wielkim błędzie. Ahh ta nasza młodzież kochana uśmiechnął się pod nosem, poprawiając przy okazji wąsa - Ależ cała przyjemność po naszej stronie waćpanno - zapewnił Dorę, przyglądając się przez moment czy konie na pewno są dobrze uwiązane. To by była dopiero heca jakby im uciekły podczas prac w ogrodzie.
Abbott wsłuchiwał się w słowa kierowniczki tej operacji. Sam nie miał jakiegoś wielkiego podręcznikowego doświadczenia w kwestii roślin, a już na pewno nie miał żadnych kwitów, które mogłyby potwierdzać jego umiejętności - był samoukiem. Uczył się na własnych błędach i z podań ludowych, które zasłyszał od innych ludzi - Jasna sprawa - komentował, napełniając fajkę odrobiną tytoniu, który zaraz podpalił i zaciągnął się dymem. Niestety, uzależnienia miały to do siebie, że nie dało się bez nich żyć. A niech to dunder świśnie! Otto się lekko wystraszył kiedy jakiś młodzieniec przyleciał i o mały włos nie rozbił sobie łba o ścianę - Na brodę Merlina! - ruszył za Dorą w kierunku Jamesa - Na pewno nic się nie stało? - dopytał jakby to samo pytanie nie było wystarczające aby się tego dowiedzieć. Szybko jednak odpuścił i pozostawił sprawę młodego kaskadera w rękach Dory, a sam podszedł w kierunku Franka (a może powinien już mówić "zięcia"?), zabierając po drodze drugą łopatę aby mu trochę dopomóc w tej nierównej walce.
- Jeżeli waść chcesz to możesz trochę odpocząć. Jeno już się chyba trochę nakopałeś - odezwał się do Longbottoma, wbijając łopatę pod lekkim kątem i dobijając ją nogą aby nie musieć aż tak wykorzystywać siły własnych ramion. Nie była to żadna uraza, a przynajmniej w mniemaniu Otta, wszak dużo zostało już przekopane, a i nie chciał aby Frank się za bardzo przemęczył. Chłopak przecież nie po to zjechał z tej swojej szkoły aby teraz mieć pół wakacji zakwasy od tego całego wysiłku.
Z uśmiechem na ustach i fajką w buzi, Abbott zabrał się za przekopywanie poletka. Co kilka zamachnięć zatrzymywał się aby zaciągnąć się z fajki i tym samym chwilę sobie odpocząć. Ukradkiem też zerkał w stronę Alice, ponieważ chciał mieć pewność, że też sobie radzi... bo jeżeli nie, to zaraz by jej pomógł.