09.11.2023, 02:14 ✶
Słysząc jej jakże mało przekonujące w tej sytuacji zaprzeczenie, uśmiechnął się nieco krzywo, wyraźnie jej nie wierząc, ale też nie mówiąc tego na głos. Bo jakby nie patrzeć, to właśnie przyciskała się do ściany, chowając w jakimś zaułku i miała nadzieję, że zarówno kolumnada, jak i on sam, będą stanowić wystarczającą barierę, by Jęcząca Marta jej nie zauważył.
Widząc jej buńczuczną postawę, uniósł delikatnie podbródek. I tak był już od niej wyższy, przez co mogła mieć wrażenie, że patrzył na nią z góry w tym niedosłownym, mało przyjemnym sensie, ale prawda była taka, ze wcale do tego nie potrzebował centymetrów, którymi obdarzyła go natura. Jego celem jednak ani teraz, ani wcześniej nie było sprawić, żeby się go bała, albo żeby spuściła po sobie uszy i zwyczajnie wycofała się z tej rozmowy. Ba, kiedy zaczęła mówić, zanim odsunąć się i deeskalować całą interakcję, zwyczajnie uśmiechnął się, lekko tylko przekrzywiając głowę na bok.
Słuchając jej tak, opuścił rękę, dzięki temu nie wisząc już nad nią. Zamiast tego oparł się barkiem o kamienną ścianę obok niej, ręce krzyżując na piersi i wyglądając, jakby nawet był zainteresowany tym, co miała mu do powiedzenia. W końcu jednak znowu uśmiechnął się do niej krzywo, kiedy już skończyła swoją tyradę odnośnie trapiącego ją ducha.
- Mam wrażenie, że Marta nie jest w stanie mówić o niczym innym tylko własnym nieszczęściu - prychnął lekceważąco. - Co ty tam takiego zostawiłaś, że martwisz się tym na tyle, że nie chcesz więcej patrzeć jej w oczy? Listę najładniejszych chłopców na roku albo w całym Hogwarcie? - oczywiście, że się z niej śmiał, bo cała ta sytuacja wydawała mu się przynajmniej nieco absurdalna. Sam nigdy nie miał większych problemów z Martą, bo i czemu miałby próbować wchodzić z nią w jakiekolwiek interakcje, ale z drugiej strony przez te wszystkie lata w szkole wystarczajaco się już historii o niej nasłuchał. Jego ton nie był jednak podły, raczej zwyczajnie rozbawiony całą tą sytuacją. - Nie możesz iść do tej łazienki, wiedząc że się gdzieś tutaj teraz poniewiera i zabrać co zostawiłaś? - zapytał jeszcze, na momencie milknąc, żeby uśmiechnąć się do niej zaczepnie. - Nie powiem, oficjalne zaproszenie dodałoby mi zapału - a potem odepchnął się barkiem od podtrzymywanej do tej pory ściany i cofnął się parę kroków, wreszcie wyglądając na korytarz, którym jeszcze nie tak dawno całkiem swobodnie sobie szli. Rozejrzał się najpierw w jedną, a potem drugą stronę, sprawdzając jeszcze czy Marta faktycznie odpłynęła sobie w zasięgu wzroku, a potem machnął ręką na Quirke. - Chodź, poszła już sobie.
Widząc jej buńczuczną postawę, uniósł delikatnie podbródek. I tak był już od niej wyższy, przez co mogła mieć wrażenie, że patrzył na nią z góry w tym niedosłownym, mało przyjemnym sensie, ale prawda była taka, ze wcale do tego nie potrzebował centymetrów, którymi obdarzyła go natura. Jego celem jednak ani teraz, ani wcześniej nie było sprawić, żeby się go bała, albo żeby spuściła po sobie uszy i zwyczajnie wycofała się z tej rozmowy. Ba, kiedy zaczęła mówić, zanim odsunąć się i deeskalować całą interakcję, zwyczajnie uśmiechnął się, lekko tylko przekrzywiając głowę na bok.
Słuchając jej tak, opuścił rękę, dzięki temu nie wisząc już nad nią. Zamiast tego oparł się barkiem o kamienną ścianę obok niej, ręce krzyżując na piersi i wyglądając, jakby nawet był zainteresowany tym, co miała mu do powiedzenia. W końcu jednak znowu uśmiechnął się do niej krzywo, kiedy już skończyła swoją tyradę odnośnie trapiącego ją ducha.
- Mam wrażenie, że Marta nie jest w stanie mówić o niczym innym tylko własnym nieszczęściu - prychnął lekceważąco. - Co ty tam takiego zostawiłaś, że martwisz się tym na tyle, że nie chcesz więcej patrzeć jej w oczy? Listę najładniejszych chłopców na roku albo w całym Hogwarcie? - oczywiście, że się z niej śmiał, bo cała ta sytuacja wydawała mu się przynajmniej nieco absurdalna. Sam nigdy nie miał większych problemów z Martą, bo i czemu miałby próbować wchodzić z nią w jakiekolwiek interakcje, ale z drugiej strony przez te wszystkie lata w szkole wystarczajaco się już historii o niej nasłuchał. Jego ton nie był jednak podły, raczej zwyczajnie rozbawiony całą tą sytuacją. - Nie możesz iść do tej łazienki, wiedząc że się gdzieś tutaj teraz poniewiera i zabrać co zostawiłaś? - zapytał jeszcze, na momencie milknąc, żeby uśmiechnąć się do niej zaczepnie. - Nie powiem, oficjalne zaproszenie dodałoby mi zapału - a potem odepchnął się barkiem od podtrzymywanej do tej pory ściany i cofnął się parę kroków, wreszcie wyglądając na korytarz, którym jeszcze nie tak dawno całkiem swobodnie sobie szli. Rozejrzał się najpierw w jedną, a potem drugą stronę, sprawdzając jeszcze czy Marta faktycznie odpłynęła sobie w zasięgu wzroku, a potem machnął ręką na Quirke. - Chodź, poszła już sobie.