09.11.2023, 03:25 ✶
Prychnął nieco rozbawiony pod nosem, na wzmiankę o zbirach. Faktycznie, ostatnie czego się po niej spodziewał, to była znajomość półświatka czy umiejętność trafnego oceniania, który człowiek mógł do niego należeć. Prawdę powiedziawszy, to pewnie nawet gdyby jej tak dobrze nie znał, to dość szybko zaszufladkowałby ją w tej kwestii, bo Septima zwyczajnie... nie wyglądała. I to pod całym wachlarzem względów, począwszy od urody jaką dysponowała i kończąc na tym, jak właściwie się zachowywała.
Zawahał się na moment, wyraźnie kalkulując w tym momencie, czy faktycznie jest absolutnie poważna w tym co właśnie mówi. Może zwyczajnie mógł jej pomóc; pociągnąć za parę sznurków, rozeznać się w sprawie na własną rękę i poszukać kogoś, kto za jego wstawiennictwem nie wystawi jej do wiatru. Nawet kiwną głową do własnych myśli, uznając w duchu, że było to wykonalne.
- W sumie czemu nie, wspólna wycieczka nikomu raczej nie zaszkodzi - odpowiedział mimo wszystko, uśmiechając się do niej lekko i w żadnym wypadku nie mając zamiaru jej właśnie wyśmiewać. Świat się przecież nie skończy, jeśli zniknie z rezerwatu na jakiś czas - ten mógł bez niego funkcjonować bardzo dobrze. Czy był to natomiast dobry pomysł? Oczywiście, że nie. Coś gdzieś w środku krzyczało jeszcze żartobliwie, że ten moment aż prosi się o to, żeby dodać z pełnym przekonaniem ucieknijmy razem. Ale niestety, Leviathan był doskonale świadomy tego, że ucieczka nie leżała w jego interesie. W charakterze z resztą też nie.
- Mój ojciec - Rowle skrzywił się lekko, z pewną dozą zrezygnowania - Nie zwykł rozmawiać ze mną o wielu sprawach. Raczej realizuje własne plany, z rozpędu wpisując mnie w nie bez pytania. Ale może to moja wina - żachnął się nieco. Był przyzwyczajony do tego, że o ile Lazarus już coś dla niego planował, to były to raczej sukcesy na ścieżce kariery, a nie bawienie się w swatkę i szukanie żony. Gdzieś w całej radości swojego życia zwyczajnie zapomniał, że w pewnym sensie była to jego powinność. To, by zapewnić rodzinie przedłużenie nazwiska i to u boku odpowiedniej kandydatki. Niekoniecznie tej, którą właśnie trzymał za rękę, a przynajmniej nie spodziewał się, że Ollivander przypadła staremu Rowle do gustu. Nie wątpił w to, że ojciec mógł mieć świadomość tego, że Timmy była dla niego bardzo ważną osobą, ale zapewne nigdy nie brał jej za coś, czym musiałby się martwić kiedy zajdzie taka potrzeba.
Trzymająca ją dłoń pociągnęła ją do siebie lekko, kiedy straciła równowagę, bardziej nadając jej nieco inna trajektorię, niż brutalnie zmieniając cały kierunek jej lotu. Levi zrobił błyskawicznie krok, wyciągając w jej stronę drugą rękę i łapiąc ją w swoje objęcia, by przycisnąć do piersi mocno. Wcześniej podał jej tę dłoń przezornie, znajdując aktualny fragment ścieżki nieco zdradliwym, więc teraz, kiedy Septima zwyczajnie na niego poleciała, zachwiał się. Chciał cofnąć nieco, by utrzymać równowagę, ale zamiast tego jego własna stopa osunęła się i już nie było dla nich jakiegokolwiek ratunku. Rowle zaklął jeszcze, a potem już całkiem przewrócili się, on na ziemię, a ona w jego objęciach - na niego.
- Cholera - stęknął, czując jak jakiś korzeń nieprzyjemnie wżyna mu się w plecy. Przez moment patrzył na korony drzew, wznoszące się ponad nimi, w końcu jednak przenosząc na nią zatroskane spojrzenie. - Nic ci nie jest?
Zawahał się na moment, wyraźnie kalkulując w tym momencie, czy faktycznie jest absolutnie poważna w tym co właśnie mówi. Może zwyczajnie mógł jej pomóc; pociągnąć za parę sznurków, rozeznać się w sprawie na własną rękę i poszukać kogoś, kto za jego wstawiennictwem nie wystawi jej do wiatru. Nawet kiwną głową do własnych myśli, uznając w duchu, że było to wykonalne.
- W sumie czemu nie, wspólna wycieczka nikomu raczej nie zaszkodzi - odpowiedział mimo wszystko, uśmiechając się do niej lekko i w żadnym wypadku nie mając zamiaru jej właśnie wyśmiewać. Świat się przecież nie skończy, jeśli zniknie z rezerwatu na jakiś czas - ten mógł bez niego funkcjonować bardzo dobrze. Czy był to natomiast dobry pomysł? Oczywiście, że nie. Coś gdzieś w środku krzyczało jeszcze żartobliwie, że ten moment aż prosi się o to, żeby dodać z pełnym przekonaniem ucieknijmy razem. Ale niestety, Leviathan był doskonale świadomy tego, że ucieczka nie leżała w jego interesie. W charakterze z resztą też nie.
- Mój ojciec - Rowle skrzywił się lekko, z pewną dozą zrezygnowania - Nie zwykł rozmawiać ze mną o wielu sprawach. Raczej realizuje własne plany, z rozpędu wpisując mnie w nie bez pytania. Ale może to moja wina - żachnął się nieco. Był przyzwyczajony do tego, że o ile Lazarus już coś dla niego planował, to były to raczej sukcesy na ścieżce kariery, a nie bawienie się w swatkę i szukanie żony. Gdzieś w całej radości swojego życia zwyczajnie zapomniał, że w pewnym sensie była to jego powinność. To, by zapewnić rodzinie przedłużenie nazwiska i to u boku odpowiedniej kandydatki. Niekoniecznie tej, którą właśnie trzymał za rękę, a przynajmniej nie spodziewał się, że Ollivander przypadła staremu Rowle do gustu. Nie wątpił w to, że ojciec mógł mieć świadomość tego, że Timmy była dla niego bardzo ważną osobą, ale zapewne nigdy nie brał jej za coś, czym musiałby się martwić kiedy zajdzie taka potrzeba.
Trzymająca ją dłoń pociągnęła ją do siebie lekko, kiedy straciła równowagę, bardziej nadając jej nieco inna trajektorię, niż brutalnie zmieniając cały kierunek jej lotu. Levi zrobił błyskawicznie krok, wyciągając w jej stronę drugą rękę i łapiąc ją w swoje objęcia, by przycisnąć do piersi mocno. Wcześniej podał jej tę dłoń przezornie, znajdując aktualny fragment ścieżki nieco zdradliwym, więc teraz, kiedy Septima zwyczajnie na niego poleciała, zachwiał się. Chciał cofnąć nieco, by utrzymać równowagę, ale zamiast tego jego własna stopa osunęła się i już nie było dla nich jakiegokolwiek ratunku. Rowle zaklął jeszcze, a potem już całkiem przewrócili się, on na ziemię, a ona w jego objęciach - na niego.
- Cholera - stęknął, czując jak jakiś korzeń nieprzyjemnie wżyna mu się w plecy. Przez moment patrzył na korony drzew, wznoszące się ponad nimi, w końcu jednak przenosząc na nią zatroskane spojrzenie. - Nic ci nie jest?