Pewne zwyczaje trudno było porzucić, jeszcze innych zmieniać wcale nie chciano. Łatwiej było się przestawić z gorszego na lepsze niż na odwrót, dlatego Guinevere świadoma jakości kawy i swoich upodobań, zabrała z Egiptu większy zapas, bo uważała, że życie bez kawy to gówno a nie życie, a że pijaka gorzką i czarną jak egipska noc… to się na półśrodki nie godziła. Taka z przyprawami też była przez nią akceptowana, ale cuda jakie wyczyniano z kawą w Anglii przechodziły jej najszczersze pojęcie.
- Och no dobrze, jak tam chcesz. Moja kawa nie jest dla wszystkich – stwierdziła i machnęła ręką. - Już się dogadałam z Pandorą. Na szczęście w przypadku kawy mamy podobny gust i zdanie – a ona miała swoją z Turcji. Sposób parzenia w Turcji i Egipcie był bliźniaczy, ziarna były te, dobre, a kobiety bardzo szybko znalazły wspólny język i umówiły się na wspólne picie kawy. Ginny zaproponowała Cathalowi że mogłaby mu kawy użyczyć, zgodziłaby się na to samo w stosunku do Nell, ale całego zespołu by nie częstowała, bo zaraz nie miałaby dla siebie… a jak chcieli pić takie byle co, to niech piją – bo ona nie miała zamiaru.
Rejestr mugolaków działał w tych bardziej rozwiniętych krajach jak RPA, Egipt, Nigeria czy Maroko. W wioseczkach i plemionach rozsianych po Afryce rzecz jasna tak to nie wyglądało, za to mieli tam kontakt z czarodziejami plemiennymi i tak dalej, ale takich znacznie mniej się uczyło w Uagadou. Wciąż jednak wszystkie dzieciaki z całej Afryki to była spora liczba. Nieporównywalnie większa od małej Wielkiej Brytanii.
- Naprawdę? – te miejsca we wtorki a inne w środy ją zdumiały, bo to takie fascynujące zjawisko. Zawsze ją interesowało po co budowniczowie takich miejsc w ogóle zadawali sobie trud, by takie rzeczy stworzyć. Czy może jednak magia nagromadzona w murach przez lata, przy takiej ilości ludzi, sama wymykała się spod kontroli? - I nie dostawaliscie rozpiski gdzie jak chodzić? – dopytała się wciąż zaskoczona. Chociaż może nie powinna być, w końcu w życiu widziała różne dziwne rzeczy.
Uśmiechnęła się na słowa o ciotce Minervie. Rzeczowa to bardzo dobre określenie tej kobiety. Zawsze kiedy ją widziała, to bił od niej taki… profesjonalizm. I przy tym wszystkim jakimś cudem nadal potrafiła być opiekuńczą i ciepłą osobą.
- Dawała mi trochę wskazówek jak jeszcze chodziłam do szkoły i przyjeżdżałam na wakacje do dziadków – a kiedy już się nauczyła animagii, to trudno ją było upilnować, by tego nie robiła. Brak zakazów przełożył się jednak na to, że przynajmniej nie zrobiła niczego głupiego. - Co to za historia ze skorpionem? – uniosła wyżej brwi, bo to musiało być coś z wyjazdów Cathala. W Anglii, o ile się orientowała, skorpionów nie mieli. - Oooch dużo rzeczy – odpowiedziała niewzruszona, po czym wzięła kolejnego łyka kremowego piwa. To tym Anglikom naprawdę wyszło. - Ale może niekoniecznie zwierzątka. Mam ich wystarczająco w domu – znaczy się u dziadków, bo było tam naprawdę mnóstwo różnych zwierząt, tych magicznych i tych nie. Zakazany Las, choć miał taką kusząca nazwę, zupełnie jej nie interesował. - To może cmentarz? Mówisz że wiekowy, to może jest tam coś ciekawego – chata która straszy… za długo żyła na świecie żeby się na to nabrać.