Jackie wiedziała że brat pracował na własną rękę. To było już chyba u nich rodzinne, że nie potrafili utrzymać ciepłych posadek w Ministerstwie. On miał to po ojcu, a ona po ojcu i matce, chociaż właściwie sama do końca o tym nie wiedziała. Skąd miała bowiem wiedzieć o matce, która ją porzuciła gdy była jeszcze małym dzieckiem, a teraz zapewne nie była już człowiekiem. Jeśli w ogóle jeszcze żyła. Tak przynajmniej Jackie zakładała bo nikt nigdy na głos o tym z nią nie rozmawiał, chociaż ojciec wyraźnie powiedział, że przekleństwo, które było jej udziałem odziedziczyła po matce. Nie miała jednak żadnego innego potwierdzenia ani danych matki, dzięki którym mogłaby ją odszukać i poznać więcej informacji o niej.
- Jak chcesz to śniadanie to nakryj do stołu. - powiedziała do brata, jednocześnie podsmażając na jednej patelni boczek i machając różdżką żeby wbić na drugą patelnię cztery jajka.
Nie odpowiedziała kiedy Sammy zaczął plątać się we własnych słowach. Może trudności z komunikacją z innymi ludźmi miała po ojcu? Czasem zdawało jej się, że kiedy próbuje dogadać się z nim lub z bratem to dzieli ich szklana szyba, przez którą na drugą stronę docierało tylko część tego co ona mówiła. Tak jakby brak miłości i bliskości w dzieciństwie ze strony rodziców upośledził pod tym kątem ich oboje. Tylko że ja jestem kaleką Na więcej niż jeden sposób. pomyślała cierpko.
[a]Szybko jednak otrząsnęła się z tych rozmyślań i podała do stołu śniadanie. Pudełko leżące w dalszym ciągu na ladzie w kuchni zdawało się przywoływać ją z odległości, łapać jej spojrzenia pobłyskami startego aluminium. Postanowiła jednak że nie chce go otwierać na czczo. Chciała najpierw pocieszyć się śniadaniem z bratem a potem… Sama nie wiedziała. Może najlepiej byłoby zabrać skrzynkę na górę i otworzyć ją bez innych świadków? Nie wiedziała do końca dlaczego, ale była przekonana, że małe pudełeczko zawiera coś bardzo ważnego.
- Nie, nie. Możesz iść pracować. Ja i tak chciałam trochę poczytać. - odpowiedziała, torchę niezręcznie. Postanowiła najpierw sama otworzyć pudełko, a dopiero potem zawołać Samuela, jeśli jego zawartość będzie w ogóle tego warta. Nie chciała robić zamieszania z powodu niejasnego przeczucia, jeśli potem okaże się że w pudełku są śmieci, nic, albo martwy gnom. Chociaż ten ostatni akurat pewnie by się tam nie zmieścił.
Trochę zmarkotniała, słysząc odpowiedź brata na temat Dani. No tak, Beltane nie obyło się w tym roku bez ofiar. Sama nie miała okazji się tam pojawić i teraz poczuła ostre igiełki wstydu i poczucia winy wbijające się w jej żołądek i psujące smak jedzenia na języku. Postanowiła odwiedzić grób ojca przyjaciółki tak szybko, jak to będzie możliwe.
- Pochowali go w Dolinie? - dopytała się dla pewności, nie zdradzając jednak bratu z czego wynika jej pytanie. To była “wycieczka”, którą chciała odbyć sama. Mogłaby też złożyć kwiaty na grobach babci i dziadka, była pewna, że ojciec nigdy ich nie odwiedzał a chciała uczcić ich dusze. Tym bardziej teraz, kiedy zasłona oddzielająca światy żywych i umarłych wydawała się być cieńsza niż kiedykolwiek wcześniej, a ryzyko dołączenia do swoich przodków na cmentarzu - bardziej realne.