– To groźba czy propozycja? – wytknęła do niej język i odsunęła się z łobuzerskim uśmiechem. Paxton rzadko pokazywała tę część siebie ludziom, tę, w której otwarcie żartowała i rzucała głupimi tekstami. Robiła to tylko wśród przyjaciół. Gdy przebywała z nieznajomymi raczej była powściągliwa, bardziej sarkastyczna i wredna.
Gdy Olivia słała sowę sama napisała wiadomość do swojego szefa, aby nie martwił się, że coś się jej stało w drodze do pracy. Miała nadzieję, że nie miał jakichś szczególnych planów na dziś. Wspomniała mu o tym w liście, że jeśli ma coś pilnego do załatwienia to nie będzie problemy, aby przyszła do pracy. Najwyżej Olivia schowa się gdzieś na zapleczu i tam z nią spędzi czas.
– Możemy w sumie napisać do Zonka do tego sklepu – zastanowiła się i wyciągnęła z szafki kruche ciastkach, które kupiła u Nory; postawiła na stolik. – Jadłaś śniadanie? – zapytała kontrolnie zerkając na swoją przyjaciółkę. – Ja nie znam żadnego przypadku na ten temat. W marcu był u mnie mężczyzna, który miał jakiś problem od czekoladek, ale efektu do końca nie poznałam, bo się nie odezwał. Sprawdziłam te czekoladki, bo przyniósł mi całą bombonierkę. Nie było to nic groźnego i efekt mijał na koniec dnia. – wzięła ciastko, które w zamyśleniu zjadła.