09.11.2023, 20:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2023, 14:31 przez Lorraine Malfoy.)
– Po tym jak wrzuciłeś mnie do jeziora, najchętniej utopiłabym cię w łyżeczce od herbaty – odpowiedziała słodko Lorraine, sadowiąc się wygodnie naprzeciwko skacowanego pana dziedzica Borginów. Wyciągnęła z torebki malutką kosmetyczkę z lusterkiem, w którym dosłownie w kilka sekund skontrolowała, czy koloryt jej twarzy wrócił do stanu wyjściowego, nie przerywając dyskusji z Anthonym.
– Więc oni się bawią, a ty? Będziesz tak siedział samotnie przez całą podróż? Masz szczęście, że cię uratowałam od zanudzenia się na śmierć. – Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy ten zaczął wyliczać grzeszki swoich przyjaciół – Banda Borgina była liczna i pełna ciekawych indywiduów – chociaż nieomal przewróciła oczami na komentarz o obściskiwaniu się, bo teraz trochę jej się zrobiło smutno, że nie poszukała silnego męskiego ramienia Atreusa, aby się wypłakać i odciągnąć myśli od problemów, tylko jak ostatnia ofiara siedziała w kiblu i naprawdę ryczała. Starszy Ślizgon wpadł jej w oko jeszcze przed ich przygodą z Jęczącą Martą, i w sumie to nie miałaby nic przeciwko, gdyby to ją teraz bajerował, a nie jakąś losową lafiryndę zachwycającą się rozmiarem jego wyścigowej miotły. A może i do niego posłać niedługo jakiś liścik, skoro i tak na dłużej zatrzyma się w Londynie?
Trochę się zarumieniła przez zbereźne myśli o panu Bulstrode, i prawie, prawie straciła wątek, ale Anthony akurat przewrócił oczami w taki przeuroczy sposób, i jeszcze odgarnął włosy z czoła zblazowanie niedbałym gestem!!!, tak, że Lorraine – trochę wkręcona już w romantyczna wila mode – od razu skrystalizowała ostre spojrzenie swoich ślepi z powrotem na jego twarzyczce, i trochę mimowolnie odwzajemniła uśmiech. Miała nadzieję, że Borgin nie rzuci jakiegoś męski dowcipu o tym, jak jasno błyszczą jej oczy na jego widok, tylko szkoda, że latarnia jej intelektu nie świeci tak jasno jak one, czy coś, haha, bo wiecie, nie lubił blondynek, ale już pewnie żarty o blondynkach to, hoho, boki zrywać!!!
– Obudził się w tobie wróżbita? Nie mów, że to ostatnie umartwianie swojego układu trawiennego otworzyło ci trzecie oko zamiast doprowadzić do perforacji żołądka – przewróciła tylko oczami, kiedy zaczął mówić o wyrokach przeznaczenia. A może to na takie właśnie teksty podrywasz dziewczęta?, pomyślała z rozbawieniem, choć wstrzymała się przed powiedzeniem na głos. Lubiła wkurzać Tony’ego, kiedy miała ku temu okazję, ale nie chciała przecież, żeby się tak całkiem obraził!! – Co ty zresztą możesz wiedzieć o przeznaczeniu, Tony – dodała już więc o wiele przyjaźniejszym tonem, niemal serdecznie, jakby ta wcześniejsza lekka przygana w jej głosie była czystą igraszką, co zresztą było zgodne z prawdą.
Pozer, pomyślała z satysfakcją, kiedy to Anthony, zamiast użyć prostego zaklęcia, wstał, by własnoręcznie umieścić jej kufer na półce bagażowej; widać lubił popisywać się siłą i prężyć muskuły, skoro zrobił to bez najmniejszego wysiłku… Bezczelnie przypatrywała się, jak to robił, jakby był kawałkiem befsztyku z hipogryfa. W sumie, był.
…Ale wspomnienie Loretty dało jej do myślenia, głównie dlatego, że jej najlepsza przyjaciółka zdążyła się jej zwierzyć (OCZYWIŚCIE ZE WSZYSTKIMI PIKANTNYMI SZCZEGÓŁAMI!!) z małego tête-à-tête z Borginem w szkolnym kiblu (Lorraine trzeźwo zawyrokowała wówczas, że hogwarckie łazienki ewoluowały w najlepsze miejsce na randkę), gdzie, wedle relacji Lestrange’ówny, padło nie tylko wiele czułych słówek, ale i doszło do czegoś więcej… Szczęściarz, westchnęła dramatycznie Malfoy, kiedy Loretta wyjawiła, że całowała się z Anthonym… I obie zaczęły wówczas chichotać, bo przecież nie tak dawno same uczyły się na sobie całować, i po pierwszym nieśmiałym pocałunku, jaki wymieniły, szybko stały się ekspertkami w tej sztuce. Lorraine zastanawiała się, czy na ustach Borgina dalej dałoby się poczuć smak pomadki Loretty…
Postanowiła się zabawić.
– Czy działa? – powtórzyła z uśmiechem, i pozwoliła wybrzmieć tym słowom dłuższą chwilę, przedłużając sztuczną ciszę, która nagle zapadła w przedziale, tak, żeby Borgin mógł przypomnieć sobie każdy żart o głupocie blond czarodziejek, jaki znał… Och, Tony, sam się podłożyłeś, pomyślała. I przeszła do ataku.
– Nie wiem. Spytaj Loretty. – MIC WAND DROP.
Nie czekała na jego reakcję. Zaczęła wyciągać na stolik pergamin i przybory do pisania, w końcu miała pisać list do cioci. I kolejny, do znajomego jej ojczulka na Nokturnie, który lubił wlepiać oczy w tyłek dziewczyny, więc z pewnością uradowałby się, gdyby poprosiła o nocleg. I może do Atreusa, czy nie chciałby się spotkać… Chociaż nie chciała wyjść na desperatkę, więc ten ostatni list mogła wysłać potem. Z powrotem zwróciła spojrzenie na Antosia, który dalej nie mógł odnaleźć swoich fajek, oj, biedactwo...
– Nie wiem – powtórzyła uparcie na pytanie o papierosy, czerpiąc coraz większą uciechę z obecności Anthony’ego w tym przedziale. – Chyba ostatnia paczka mi zamokła, kiedy wpadłam do jeziora. – Wesołość w jej głosie była ewidentna. – ...Kulka? – podniosła głowę, zaciekawiona... I uśmiechnęła się cwaniacko.
No dobra, czyli handel wymienny.
Odłożyła na bok pióro. W jednej chwili wyłowiła paczkę z papierosami (!!!) z bocznej kieszeni torebki, i włożyła jednego do ust.
Jednym płynnym ruchem uwolniła różdżkę ze splotów swoich długich włosów, pozwalając, by te taflą rozlały się na jej ramiona; tak jakby kilka chwil wcześniej bezczelnie nie wykorzystała chłopaka do targania swojego bagażu właśnie dlatego, że nie chciało jej się psuć fryzury… Promienie letniego słońca wpadały przez okno pociągu, nadając jej włosom kolor płynnego złota. Odgarnęła je, niedbale kobietkowym gestem (two can play this game, Antoś), jakby zbywała jego uwagę o wiecznie nienagannej prezencji...
I jednym dotknięciem różdżki podpaliła trzymanego w zębach papierosa. Wydmuchnęła dym, i uśmiechnęła się szelmowsko do Antka. Ręki z tlącym się papierosem nie wyciągnęła jednak w jego stronę.
– Chodź i weź sobie.
– Więc oni się bawią, a ty? Będziesz tak siedział samotnie przez całą podróż? Masz szczęście, że cię uratowałam od zanudzenia się na śmierć. – Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy ten zaczął wyliczać grzeszki swoich przyjaciół – Banda Borgina była liczna i pełna ciekawych indywiduów – chociaż nieomal przewróciła oczami na komentarz o obściskiwaniu się, bo teraz trochę jej się zrobiło smutno, że nie poszukała silnego męskiego ramienia Atreusa, aby się wypłakać i odciągnąć myśli od problemów, tylko jak ostatnia ofiara siedziała w kiblu i naprawdę ryczała. Starszy Ślizgon wpadł jej w oko jeszcze przed ich przygodą z Jęczącą Martą, i w sumie to nie miałaby nic przeciwko, gdyby to ją teraz bajerował, a nie jakąś losową lafiryndę zachwycającą się rozmiarem jego wyścigowej miotły. A może i do niego posłać niedługo jakiś liścik, skoro i tak na dłużej zatrzyma się w Londynie?
Trochę się zarumieniła przez zbereźne myśli o panu Bulstrode, i prawie, prawie straciła wątek, ale Anthony akurat przewrócił oczami w taki przeuroczy sposób, i jeszcze odgarnął włosy z czoła zblazowanie niedbałym gestem!!!, tak, że Lorraine – trochę wkręcona już w romantyczna wila mode – od razu skrystalizowała ostre spojrzenie swoich ślepi z powrotem na jego twarzyczce, i trochę mimowolnie odwzajemniła uśmiech. Miała nadzieję, że Borgin nie rzuci jakiegoś męski dowcipu o tym, jak jasno błyszczą jej oczy na jego widok, tylko szkoda, że latarnia jej intelektu nie świeci tak jasno jak one, czy coś, haha, bo wiecie, nie lubił blondynek, ale już pewnie żarty o blondynkach to, hoho, boki zrywać!!!
– Obudził się w tobie wróżbita? Nie mów, że to ostatnie umartwianie swojego układu trawiennego otworzyło ci trzecie oko zamiast doprowadzić do perforacji żołądka – przewróciła tylko oczami, kiedy zaczął mówić o wyrokach przeznaczenia. A może to na takie właśnie teksty podrywasz dziewczęta?, pomyślała z rozbawieniem, choć wstrzymała się przed powiedzeniem na głos. Lubiła wkurzać Tony’ego, kiedy miała ku temu okazję, ale nie chciała przecież, żeby się tak całkiem obraził!! – Co ty zresztą możesz wiedzieć o przeznaczeniu, Tony – dodała już więc o wiele przyjaźniejszym tonem, niemal serdecznie, jakby ta wcześniejsza lekka przygana w jej głosie była czystą igraszką, co zresztą było zgodne z prawdą.
Pozer, pomyślała z satysfakcją, kiedy to Anthony, zamiast użyć prostego zaklęcia, wstał, by własnoręcznie umieścić jej kufer na półce bagażowej; widać lubił popisywać się siłą i prężyć muskuły, skoro zrobił to bez najmniejszego wysiłku… Bezczelnie przypatrywała się, jak to robił, jakby był kawałkiem befsztyku z hipogryfa. W sumie, był.
…Ale wspomnienie Loretty dało jej do myślenia, głównie dlatego, że jej najlepsza przyjaciółka zdążyła się jej zwierzyć (OCZYWIŚCIE ZE WSZYSTKIMI PIKANTNYMI SZCZEGÓŁAMI!!) z małego tête-à-tête z Borginem w szkolnym kiblu (Lorraine trzeźwo zawyrokowała wówczas, że hogwarckie łazienki ewoluowały w najlepsze miejsce na randkę), gdzie, wedle relacji Lestrange’ówny, padło nie tylko wiele czułych słówek, ale i doszło do czegoś więcej… Szczęściarz, westchnęła dramatycznie Malfoy, kiedy Loretta wyjawiła, że całowała się z Anthonym… I obie zaczęły wówczas chichotać, bo przecież nie tak dawno same uczyły się na sobie całować, i po pierwszym nieśmiałym pocałunku, jaki wymieniły, szybko stały się ekspertkami w tej sztuce. Lorraine zastanawiała się, czy na ustach Borgina dalej dałoby się poczuć smak pomadki Loretty…
Postanowiła się zabawić.
– Czy działa? – powtórzyła z uśmiechem, i pozwoliła wybrzmieć tym słowom dłuższą chwilę, przedłużając sztuczną ciszę, która nagle zapadła w przedziale, tak, żeby Borgin mógł przypomnieć sobie każdy żart o głupocie blond czarodziejek, jaki znał… Och, Tony, sam się podłożyłeś, pomyślała. I przeszła do ataku.
– Nie wiem. Spytaj Loretty. – MIC WAND DROP.
Nie czekała na jego reakcję. Zaczęła wyciągać na stolik pergamin i przybory do pisania, w końcu miała pisać list do cioci. I kolejny, do znajomego jej ojczulka na Nokturnie, który lubił wlepiać oczy w tyłek dziewczyny, więc z pewnością uradowałby się, gdyby poprosiła o nocleg. I może do Atreusa, czy nie chciałby się spotkać… Chociaż nie chciała wyjść na desperatkę, więc ten ostatni list mogła wysłać potem. Z powrotem zwróciła spojrzenie na Antosia, który dalej nie mógł odnaleźć swoich fajek, oj, biedactwo...
– Nie wiem – powtórzyła uparcie na pytanie o papierosy, czerpiąc coraz większą uciechę z obecności Anthony’ego w tym przedziale. – Chyba ostatnia paczka mi zamokła, kiedy wpadłam do jeziora. – Wesołość w jej głosie była ewidentna. – ...Kulka? – podniosła głowę, zaciekawiona... I uśmiechnęła się cwaniacko.
No dobra, czyli handel wymienny.
Odłożyła na bok pióro. W jednej chwili wyłowiła paczkę z papierosami (!!!) z bocznej kieszeni torebki, i włożyła jednego do ust.
Jednym płynnym ruchem uwolniła różdżkę ze splotów swoich długich włosów, pozwalając, by te taflą rozlały się na jej ramiona; tak jakby kilka chwil wcześniej bezczelnie nie wykorzystała chłopaka do targania swojego bagażu właśnie dlatego, że nie chciało jej się psuć fryzury… Promienie letniego słońca wpadały przez okno pociągu, nadając jej włosom kolor płynnego złota. Odgarnęła je, niedbale kobietkowym gestem (two can play this game, Antoś), jakby zbywała jego uwagę o wiecznie nienagannej prezencji...
I jednym dotknięciem różdżki podpaliła trzymanego w zębach papierosa. Wydmuchnęła dym, i uśmiechnęła się szelmowsko do Antka. Ręki z tlącym się papierosem nie wyciągnęła jednak w jego stronę.
– Chodź i weź sobie.