• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence

[2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
10.11.2023, 15:42  ✶  
- Wolę Rolph - odpowiedział odruchowo, przeklinając chwilę, w której ciekawość zwyciężyła nad rozsądkiem. Wyprostował się machinalnie, dopasowując ton i barwę głosu do twarzy rozmówcy, zanim w ogóle jego mózg wysłał sygnał ciału, by się obróciło. - Laurence, co za niespodzianka.
Nie brzmiał jednak, jakby był zaskoczony. Uśmiechnął się nawet na widok mężczyzny, jednak w jego oczach pozostała obojętność. A może to było tylko takie wrażenie? Rodolphus miał niezwykle jasne oczy, które mocno kontrastowały z włosami i nawet z bladą cerą, przez co wyglądało to dość... Beznamiętnie. Ale nie wolno było oceniać książki po okładce, prawda? Rolph nigdy oficjalnie nie zrobił nic, co mogłoby zaważyć na jego opinii "bycia pośrodku". Mimo iż jego niechęć do mugoli była znana, to bywały przypadki, w których po prostu ich ignorował albo dyskretnie podsunął kawałek liny, gdy się topili. Ot, jakby nie był złym człowiekiem, tylko zwyczajnie wyniosłym i snobistycznym.
- Nie mam pojęcia, dopiero tu wszedłem - odsunął się, robiąc krewnemu miejsce. Laurence widział dokładnie miejsce, z którego kobieta krwawiła. Był to lewy bok, krew płynęła obficie, znacząc czerwoną posoką dłoń nieznajomej, bruk i jej jasne ubranie. Na dodatek miała pełno siniaków na przedramionach i oczywiście najpewniej podbite oko. Gdy przy niej ukucnął, rozpłakała się.
- Pomóż, to tak strasznie boli - mocno dociskała dłonią krwawiącą ranę. - Anne. Millan. On mnie zaatakował. I uciekł.
Mówiła urywanymi zdaniami i była potwornie blada, a po jej twarzy ciekły łzy. Ostrożnie oderwała rękę od boku. Była cała we krwi.

Rodolphus milczał. Przyglądał się tej dziwnej scenie dziwnym wzrokiem, jakby jego myśli odpłynęły gdzieś daleko stąd.
- Odwagi? - zapytał tylko po nieznośnie długiej chwili, która dla kobiety trwała wieczność. Oczywiście że mógł po prostu się odwrócić i odejść - ba, nawet planował to zrobić. Ale w chwili, gdy zjawił się Laurence, trzeba było podjąć tę dziwną grę. Był starszy, bardziej doświadczony i mimo iż jego poglądy nie podobały się części rodziny, to był cennym sprzymierzeńcem. Albo kimś, kto mógł mu bardzo łatwo zaszkodzić lub po prostu trzymać informację o jego zachowaniu w garści, by potem wyciągnąć ją jak z kapelusza przy najbliższej okazji, która mogłaby pogrążyć Rolpha. Nie rozumiał jednakowoż co miała odwaga do tego, że miałby mu pomóc lub nie. Chociaż podejrzewał, że Laurence uważał, iż odejście w tej chwili byłoby oznaką tchórzostwa, nie rozsądku. - Co mam zrobić?
Na leczeniu się nie znał. Wiedział tylko tyle, ile widział - kobieta krwawiła i ją bardzo bolało, szczególnie gdy Laurence zaczął naciskać w okolice brzucha. Wniosek był prosty - musiała oberwać właśnie tam.

I takaż była prawda. Gdy Laurence ostrożnie się nachylił, zobaczył podarty materiał sukienki i ranę po ugodzeniu nożem. Rolph nie mógłby mieć z tym nic wspólnego - takie działania były zarezerwowane dla osób niekorzystających z magii. Zwykłych oprychów, którzy chcieli kogoś okraść i sytuacja wymknęła się spod kontroli. Rana była blisko środka brzucha, wyglądała na głęboką. Tutaj liczyła się już nie każda minuta, a każda sekunda. Traciła dużo krwi, a jej wzrok robił się mętny. Jednak kobieta miała w sobie wolę walki. Była silna, ale nie widzieli żadnego potwierdzenia na to, czy była czarownicą, czy nie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurence Lestrange (2873), Rodolphus Lestrange (3027)




Wiadomości w tym wątku
[2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Rodolphus Lestrange - 07.11.2023, 10:53
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Laurence Lestrange - 10.11.2023, 15:17
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Rodolphus Lestrange - 10.11.2023, 15:42
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Laurence Lestrange - 14.11.2023, 14:03
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Rodolphus Lestrange - 14.11.2023, 22:17
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Laurence Lestrange - 16.11.2023, 16:35
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Rodolphus Lestrange - 16.11.2023, 22:50
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Laurence Lestrange - 17.11.2023, 00:27
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Rodolphus Lestrange - 17.11.2023, 11:09
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Laurence Lestrange - 17.11.2023, 22:13
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Rodolphus Lestrange - 18.11.2023, 20:53
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Laurence Lestrange - 18.11.2023, 22:08
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Rodolphus Lestrange - 19.11.2023, 10:05
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Laurence Lestrange - 19.11.2023, 16:13
RE: [2.06.1972] Rise and shine | Rodolphus, Laurence - przez Rodolphus Lestrange - 19.11.2023, 16:31

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa