10.11.2023, 21:19 ✶
Takie drobne uczucie zazdrości pojawiło się we mnie, kiedy usłyszałem o jakimś Alexie, ale równie dobrze mogłem się tego spodziewać. To był cyrk, cyrk był jej rodziną, a wśród niej były zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Plus, że dziewczę nie chciało ze wszystkim biegać do tego Alexa. Zdecydowanie lepiej by jak najmniej osób wiedziało, że się przyjaźnię z Elaine, szczególnie jeśli ten Alex to jakiś osiłek był albo psychopata z całą szafą noży mniej i bardziej ostrych.
- Ten Alex to twój kolega z cyrku...? - podpytałem tak niewinnie, z ciekawością. Warto było wiedzieć, kto to ten Alex. Tak zachowawczo. Na przyszłość. Nie będę przecież do wszystkiego wysyłał ludzi, by mi prześwietlali każdą oddychającą jednostkę w pobliżu Elaine, szczególnie że sam mogłem to zrobić. Elaine bywała nad wyraz otwarta. Wątpiłem by trzymała jakieś rzeczy dla siebie, a tu patrzcie... Drobne sekrety dla siebie. Cóż, nie zamierzałem jej o nie wypytywać, bo to już jakże prywatna sprawa była.
- Tak, Salazar Slytherin był tym założycielem szkoły, który słynął z wyróżniania osób o czystej krwi. Wręcz dążył do tego by w szkole uczyły się jedynie dzieci z tych wyróżnionych, nieskażonych rodzin... Również jestem z takiej rodziny, ale moja rodzina nie ma fioła na punkcie unicestwiania reszty świata - stwierdziłem, nawet nieco się przy tym uśmiechając. Sam osobiście uważałem to za stratę czasu, bo samych mugoli było znacznie więcej od nas, a jeszcze czarodzieje półkrwi... Poza tym persony o szlachetnej krwi nie parałaby się pewnymi sprawami, więc każdy był tu potrzebny. I jeszcze ta strata czasu i energii, którą można było wykorzystać na inne sposoby. Hah. Nieprzemyślana sprawa.
- Ale każdy ma swojego bzika. Moim są konie, pegazy, aeotany, szczególnie abraksany. Widziałaś kiedyś abraksana? Macie jakiegoś w cyrku? - zapytałem Elaine z ciekawością już wręcz maniakalną, bo to serio był mój bzik. Dużo czasu spędzałem w swoim gabinecie oraz sypialni, ale ze spokojną głową za trzecie moje ulubione miejsce mogłem uznać stajnie. Stajnia za stajnią w moim drogim Keswick. - Przyleciałem tu na swoim abraksanie Radoslavie. Abraksany z naszej stajni potrafią mówić, komunikować się - dodałem jako ciekawostkę, bo nie każdy tak potrafił, hah.
- Ten Alex to twój kolega z cyrku...? - podpytałem tak niewinnie, z ciekawością. Warto było wiedzieć, kto to ten Alex. Tak zachowawczo. Na przyszłość. Nie będę przecież do wszystkiego wysyłał ludzi, by mi prześwietlali każdą oddychającą jednostkę w pobliżu Elaine, szczególnie że sam mogłem to zrobić. Elaine bywała nad wyraz otwarta. Wątpiłem by trzymała jakieś rzeczy dla siebie, a tu patrzcie... Drobne sekrety dla siebie. Cóż, nie zamierzałem jej o nie wypytywać, bo to już jakże prywatna sprawa była.
- Tak, Salazar Slytherin był tym założycielem szkoły, który słynął z wyróżniania osób o czystej krwi. Wręcz dążył do tego by w szkole uczyły się jedynie dzieci z tych wyróżnionych, nieskażonych rodzin... Również jestem z takiej rodziny, ale moja rodzina nie ma fioła na punkcie unicestwiania reszty świata - stwierdziłem, nawet nieco się przy tym uśmiechając. Sam osobiście uważałem to za stratę czasu, bo samych mugoli było znacznie więcej od nas, a jeszcze czarodzieje półkrwi... Poza tym persony o szlachetnej krwi nie parałaby się pewnymi sprawami, więc każdy był tu potrzebny. I jeszcze ta strata czasu i energii, którą można było wykorzystać na inne sposoby. Hah. Nieprzemyślana sprawa.
- Ale każdy ma swojego bzika. Moim są konie, pegazy, aeotany, szczególnie abraksany. Widziałaś kiedyś abraksana? Macie jakiegoś w cyrku? - zapytałem Elaine z ciekawością już wręcz maniakalną, bo to serio był mój bzik. Dużo czasu spędzałem w swoim gabinecie oraz sypialni, ale ze spokojną głową za trzecie moje ulubione miejsce mogłem uznać stajnie. Stajnia za stajnią w moim drogim Keswick. - Przyleciałem tu na swoim abraksanie Radoslavie. Abraksany z naszej stajni potrafią mówić, komunikować się - dodałem jako ciekawostkę, bo nie każdy tak potrafił, hah.