11.11.2023, 11:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2023, 11:58 przez Sarah Macmillan.)
- Kto tu mówił o trzech posiłkach? Zapędź się w tej wizji głębiej, ja celuję w ciemność, ty wciąż stoisz w świetle, a to o mnie zawsze mówią, że boję się własnego cienia.
Kiedy matka zapisała ją na zajęcia z panną Lestrange, Macmillan zapierała się rękoma i nogami, bo przecież nikomu nie miało udać się, zmienić czegokolwiek w jej podejściu do życia. Okazało się jednak, że to było możliwe. I nawet jeżeli nie wydobyła tego z niej Loretta, to ostatnie doświadczenia i słowa, którymi zaczęła częstować ludzi, sprzyjały myśleniu o niej w kategoriach kogoś nieszczególnie miłego, nawet jeżeli docinki ukrywała za warstwami ironii i dowcipu.
- Tak długo jak będziemy burzyć niewygodne pomniki, tak długo będziemy żyć w stlachu przed przeszłością. Poza tym, skoro darzysz ich taką niechęcią, pszypominam o możliwości toltur ich bytów poprzez zmuszenie ich do doglądania opustoszałych kolytarzy, zamiast pozwolić im whrócić do cyklu...
Reinkarnacja, w którą Macmillan wierzyła, wydawała się być nagrodą. Pozostanie na tym padole jako widmo straszące w domu będącego świadectwem wyznawanych przez siebie wartości już niekoniecznie. To dlatego nie postrzegała wywoływania za coś dobrego, tylko za neutralną moralnie szansę - to była umiejętność przydatna dla żywych, mogących dopiąć w sercu jakieś etapy, ale ostatecznie... Każda z tych dusz, co ty pozostała, była w jakiś sposób umęczona. Skoro kogoś tu już nie było - odnalazł spokój. W takim razie można by pozwolić mu na to, przestać w tym wszystkim mącić.
Tylko sprawy żywych bywały czasem naprawdę skomplikowane.
- Wybacz, mam podły nasthrój. - Znów przeprosiła kogoś bez powodu. Wcale nie chciała nikogo przepraszać, powinna się tego oduczyć raz na zawsze i już nigdy do tego nie wrócić. - Albo nie, nie wybaczaj. - Tak naprawdę bardziej niż do niego powiedziała to do siebie. Miała dosyć występowania w roli wiecznej ofiary. Wszyscy inni dostawali to, o czym marzyła. Sądziła, że to dzięki temu, że potrafili walczyć. Dlatego chyba w ogóle za nim podążyła, zamiast odejść w swoją stronę.
- Znawczyni klątw ze mnie żadna - przyznała, splatając chuderlawe ręce na wysokości klatki piersiowej - wiem jednak, ty najwyraźniej nie, to samo dzieje się w innych miejscach. Stąd do Doliny Godhryka... wszędzie spotkasz te same chwasty. Pops mówił, że to efekt, magii - ale tak szczerze to go nie słuchała. Była strasznie zestresowana i wyjątkowo przejęta tym wszystkim, co działo się w jej prywatnym życiu, że sprawy tych roślinek zaniedbała. - Nie znam żywego człowieka o mocy zdolnej do zasiania chaosu na tak wielkim obszarze, więc jeżeli to efekt klątwy, to nie wiem kogo o nią posądzić. - Bogów?
Kiedy matka zapisała ją na zajęcia z panną Lestrange, Macmillan zapierała się rękoma i nogami, bo przecież nikomu nie miało udać się, zmienić czegokolwiek w jej podejściu do życia. Okazało się jednak, że to było możliwe. I nawet jeżeli nie wydobyła tego z niej Loretta, to ostatnie doświadczenia i słowa, którymi zaczęła częstować ludzi, sprzyjały myśleniu o niej w kategoriach kogoś nieszczególnie miłego, nawet jeżeli docinki ukrywała za warstwami ironii i dowcipu.
- Tak długo jak będziemy burzyć niewygodne pomniki, tak długo będziemy żyć w stlachu przed przeszłością. Poza tym, skoro darzysz ich taką niechęcią, pszypominam o możliwości toltur ich bytów poprzez zmuszenie ich do doglądania opustoszałych kolytarzy, zamiast pozwolić im whrócić do cyklu...
Reinkarnacja, w którą Macmillan wierzyła, wydawała się być nagrodą. Pozostanie na tym padole jako widmo straszące w domu będącego świadectwem wyznawanych przez siebie wartości już niekoniecznie. To dlatego nie postrzegała wywoływania za coś dobrego, tylko za neutralną moralnie szansę - to była umiejętność przydatna dla żywych, mogących dopiąć w sercu jakieś etapy, ale ostatecznie... Każda z tych dusz, co ty pozostała, była w jakiś sposób umęczona. Skoro kogoś tu już nie było - odnalazł spokój. W takim razie można by pozwolić mu na to, przestać w tym wszystkim mącić.
Tylko sprawy żywych bywały czasem naprawdę skomplikowane.
- Wybacz, mam podły nasthrój. - Znów przeprosiła kogoś bez powodu. Wcale nie chciała nikogo przepraszać, powinna się tego oduczyć raz na zawsze i już nigdy do tego nie wrócić. - Albo nie, nie wybaczaj. - Tak naprawdę bardziej niż do niego powiedziała to do siebie. Miała dosyć występowania w roli wiecznej ofiary. Wszyscy inni dostawali to, o czym marzyła. Sądziła, że to dzięki temu, że potrafili walczyć. Dlatego chyba w ogóle za nim podążyła, zamiast odejść w swoją stronę.
- Znawczyni klątw ze mnie żadna - przyznała, splatając chuderlawe ręce na wysokości klatki piersiowej - wiem jednak, ty najwyraźniej nie, to samo dzieje się w innych miejscach. Stąd do Doliny Godhryka... wszędzie spotkasz te same chwasty. Pops mówił, że to efekt, magii - ale tak szczerze to go nie słuchała. Była strasznie zestresowana i wyjątkowo przejęta tym wszystkim, co działo się w jej prywatnym życiu, że sprawy tych roślinek zaniedbała. - Nie znam żywego człowieka o mocy zdolnej do zasiania chaosu na tak wielkim obszarze, więc jeżeli to efekt klątwy, to nie wiem kogo o nią posądzić. - Bogów?
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.