Kim obserwowała z lekką obawą zmiany na twarzy Gio. Gdy uścisk zelżał zabrała dłoń. Zrobiło jej się odrobinę żal, że jej ukochany uciekł od niej w takim momencie. Chciała wiedzieć, co siedziało w jego myślach. Chciała wiedzieć, co chciał jej powiedzieć. Pokręciła głową odsuwając się od Jonathana i zacisnęła dłonie w pięści, aby się rozluźnić i w końcu znowu spojrzała mu w oczy. Były harde, odważne i takie pewne. Inne niż te Giovanniego, który patrzył miękko, z lekką obawą i dystansem. Słuchała jego słów z cierpliwością, a gdy wspomniał o małżeństwie spojrzała na niego gwałtownie oraz z wymalowanym zaskoczeniem.
– Jak to? Z kim miał się żenić? I dlaczego go uratowałam? – zapytała przyglądając się mu uważnie. Nawet pochyliła się w jego kierunku, aby zrobić mu większą presję.
Nie była zadowolona, że pojawił się Jonathan, ale to nie oznaczało, że nie lubiła tej części Urquarta. Kim lubiła go całego nawet jeśli czasami stawał się inną osobowością i to trochę nieprzewidywalną. Jednak to z Gio chciała porozmawiać, spędzić czas, dowiedzieć się, co chciał jej powiedzieć. Zapewne Jo wiedział wszystko, ale jakoś bała się go o to zapytać, aby nie wprowadzić jej przyjaciela w większy dyskomfort.