11.11.2023, 16:37 ✶
To, co właśnie robiła Avelina było wysoce niepoprawne, ryzykowne. Bałem się o nią jeszcze bardziej niż chwilę temu, bo statek się sypał, a ona wzięła sobie za priorytet bezpieczeństwo swoich przyjaciół, za nic mając sobie moje życie i zdrowie, a szczególnie swoje własne. Najchętniej zrobiłbym jej wykład na temat tego, co powinna w podobnych sytuacjach robić w pierwszej kolejności, ale nie było na to czasu. Statek się sypał, trząsł, powoli tonął. Był totalny rozgardiasz, więc dałem się pociągnąć Avelinie, uważając jedynie by po drodze nie stracić równowagi ani nie zgubić swojej różdżki, bo to byłoby poniżej godności Augustusowej by ją utracić.
Na zewnątrz zająłem się wraz z Aveliną i Danielle przenoszeniem nieprzytomnych do łódki. Nie byłem pewien, czy wszyscy będą do odratowania, ale to już nie moja brożka. Ja jedynie robiłem wszystko aby Avelina czym prędzej opuściła statek, a że okazała się niesamowicie ogromnym społecznikiem, to zacisnąłem zęby i robiłem swoje. Właściwie robiłem avelinowe. Może to dobrze? Przynajmniej pokazywałem się z tej dobrodusznej, niewinnej strony. Czyż nie? Nawet Danielle musiała być pod wrażeniem, aczkolwiek nie odzywałem się do niej ani słowem. Właściwie do Aveliny również. Po prostu myślałem o tym, że trzeba się przenieść na brzeg, więc odetchnąłem z ulgą, kiedy w końcu skończyliśmy i Avelina posłała mi coś na wzór delikatnego uśmiechu... Czułem, że kryło się za tym coś więcej i pewnie bym się rozczulał, że może mnie nie znienawidziła po tym wszystkim, co mieliśmy okazję tu przeżyć. Ba!, jeszcze mnie przepraszała, na co akurat zasługiwałem i to sowicie. Tylko czemu miałem wrażenie, że tym samym się żegnamy?
Zniknęła, teleportowała się i... i co? Czy była gdzieś tam na brzegu, czy może już jej tam nie było...? Cóż, był tylko jeden sposób by się przekonać. Teleportowałem się tuż po Avelinie, na daleki nam brzeg, ale już zdecydowanie bardzo znany i jakże niezwykle pożądany.
Na zewnątrz zająłem się wraz z Aveliną i Danielle przenoszeniem nieprzytomnych do łódki. Nie byłem pewien, czy wszyscy będą do odratowania, ale to już nie moja brożka. Ja jedynie robiłem wszystko aby Avelina czym prędzej opuściła statek, a że okazała się niesamowicie ogromnym społecznikiem, to zacisnąłem zęby i robiłem swoje. Właściwie robiłem avelinowe. Może to dobrze? Przynajmniej pokazywałem się z tej dobrodusznej, niewinnej strony. Czyż nie? Nawet Danielle musiała być pod wrażeniem, aczkolwiek nie odzywałem się do niej ani słowem. Właściwie do Aveliny również. Po prostu myślałem o tym, że trzeba się przenieść na brzeg, więc odetchnąłem z ulgą, kiedy w końcu skończyliśmy i Avelina posłała mi coś na wzór delikatnego uśmiechu... Czułem, że kryło się za tym coś więcej i pewnie bym się rozczulał, że może mnie nie znienawidziła po tym wszystkim, co mieliśmy okazję tu przeżyć. Ba!, jeszcze mnie przepraszała, na co akurat zasługiwałem i to sowicie. Tylko czemu miałem wrażenie, że tym samym się żegnamy?
Zniknęła, teleportowała się i... i co? Czy była gdzieś tam na brzegu, czy może już jej tam nie było...? Cóż, był tylko jeden sposób by się przekonać. Teleportowałem się tuż po Avelinie, na daleki nam brzeg, ale już zdecydowanie bardzo znany i jakże niezwykle pożądany.