11.11.2023, 17:13 ✶
Niestety miała rację, że nie mogłem mieć pamięci absolutnej. Nie byłem w stanie zapamiętać każdej sekundy naszej rozmowy, każdej sekundy naszego milczenia. Pragnąłem zapamiętać każdy nasz oddech, każdy dotyk i szczególnie westchnienie, ale nie miałem takiej mocy, takich możliwości. Może powinienem skołować myślodsiewnię i odsiewać te wspomnienia, te sny, ale wtedy obawiałbym się, że ktoś mógłby je wykraść, zabrać dla siebie, obejrzeć, że trafiłoby to w niepowołane ręce, a ja nie chciałem skandali, a przede wszystkim nie chciałem się z nikim dzielić Aveliną i moimi uczuciami do niej. Pragnąłem by to było tylko i wyłącznie moje, niezależne od innych, od ich decyzji czy fantazji. Te jej oczy, te usta, pełne policzki... Tak, to wszystko było tylko i wyłącznie moje.
Te oczy... Piękne, błyszczące i wielkie, patrzące na mnie teraz z ufnością, zaciekawieniem. Może wychodziłem w tej chwili na typa niepoprawnego, z tanimi tekstami na podryw, ale to brało się z mojego wnętrza, te wszystkie słowa to byłem ja, prawdziwy ja. Zero zakłamania i chociaż kłamcą byłem nad wyraz skutecznym, to nie przepadałem za fałszem. Preferowałem otwarte karty, a te, cóż, rzadko mogłem mieć jasne, czytelne.
- O nieee wieeerzę! Krukoneczka wzdychająca za slytherińskim szmaragdem? Tego się nie spodziewałem - stwierdziłem zaskoczony, przytulając ją do siebie bardziej. Czułem jak wtapiała się we mnie coraz bardziej, jak przysuwała, pragnęła jeszcze bliższego kontaktu. Niestety, nawet gdybyśmy mieli być nadzy i w całkowicie intymnej sytuacji, w najgłębszym momencie aktu seksualnego, nawet wtedy miało być za mało, za słabo, mieliśmy chcieć, pragnąć, krzyczeć o więcej. Niebywałe. Westchnąłem nawet lekko na tę myśl.
- Wcale nie jesteś niewidzialna... Bardzo podoba mi się czerwień twoich ust, ale jest bardzo wyzywająca. Wręcz kusi by skraść ci coś więcej niż pocałunek. Tak, chętnie skradłbym więcej - stwierdziłem ponownie, nieco rozmarzony, tak myśląc o tej jej czerwonej szmince, której akurat teraz nie widziałem, ale nie było to dla mnie problemem by przywołać ją z pamięci. - Zapytałbym, skąd ten pomysł o niewidzialności u ciebie się wziął, ale nie odpowiedziałem ci na twoje pytanie... i już spieszę z odpowiedzią. Powiem ci, że w sumie nie jestem pewien jakie marzenie. Większość spełnionych przeze mnie marzeń nie należało do mnie, ale... W sumie jedno, co już wiesz właściwie, nauczyłem się magii bezróżdżkowej. Trzymam to na razie w tajemnicy, a też ciężko mi się rozstać z różdżką. To dla mnie w pewien sposób klasa, pewnego rodzaju szyk, rzucać zaklęcia za pomocą różdżki - przyznałem się i poczułem nieco głupio. Tak to odbierałem, ale to było głupie. Ogólnie niektóre moje natręctwa były totalnie głupie. Teraz na przykład usilnie myślałem o tym, gdzie jest moja różdżka i obawiałem się, że chwilę będę musiał drgnąć, bo to mi nie da spokoju. Cóż, na razie próbowałem to zabić w sobie.
- To... czemu czujesz się niewidzialna? - zapytałem zaciekawiony. Chętnie spojrzałbym jej w twarz, ale skoro ja wyznawałem swoje bez patrzenia jej w twarz, to musiałem to również zdzierżyć. Poza tym w tej pozycji, która była mi jak najbardziej na rękę, mieć tak blisko siebie Avelinę, to przyjmowałem też z pewną dozą ulgi fakt, że to ona kontrolowała nasze ukradkowe spojrzenia. Cóż, gdybym za długo na nią patrzył, znowu mogłoby mi się poprzestawiać w głowie. Mózg zamieniłby się miejscami z penisem.
Te oczy... Piękne, błyszczące i wielkie, patrzące na mnie teraz z ufnością, zaciekawieniem. Może wychodziłem w tej chwili na typa niepoprawnego, z tanimi tekstami na podryw, ale to brało się z mojego wnętrza, te wszystkie słowa to byłem ja, prawdziwy ja. Zero zakłamania i chociaż kłamcą byłem nad wyraz skutecznym, to nie przepadałem za fałszem. Preferowałem otwarte karty, a te, cóż, rzadko mogłem mieć jasne, czytelne.
- O nieee wieeerzę! Krukoneczka wzdychająca za slytherińskim szmaragdem? Tego się nie spodziewałem - stwierdziłem zaskoczony, przytulając ją do siebie bardziej. Czułem jak wtapiała się we mnie coraz bardziej, jak przysuwała, pragnęła jeszcze bliższego kontaktu. Niestety, nawet gdybyśmy mieli być nadzy i w całkowicie intymnej sytuacji, w najgłębszym momencie aktu seksualnego, nawet wtedy miało być za mało, za słabo, mieliśmy chcieć, pragnąć, krzyczeć o więcej. Niebywałe. Westchnąłem nawet lekko na tę myśl.
- Wcale nie jesteś niewidzialna... Bardzo podoba mi się czerwień twoich ust, ale jest bardzo wyzywająca. Wręcz kusi by skraść ci coś więcej niż pocałunek. Tak, chętnie skradłbym więcej - stwierdziłem ponownie, nieco rozmarzony, tak myśląc o tej jej czerwonej szmince, której akurat teraz nie widziałem, ale nie było to dla mnie problemem by przywołać ją z pamięci. - Zapytałbym, skąd ten pomysł o niewidzialności u ciebie się wziął, ale nie odpowiedziałem ci na twoje pytanie... i już spieszę z odpowiedzią. Powiem ci, że w sumie nie jestem pewien jakie marzenie. Większość spełnionych przeze mnie marzeń nie należało do mnie, ale... W sumie jedno, co już wiesz właściwie, nauczyłem się magii bezróżdżkowej. Trzymam to na razie w tajemnicy, a też ciężko mi się rozstać z różdżką. To dla mnie w pewien sposób klasa, pewnego rodzaju szyk, rzucać zaklęcia za pomocą różdżki - przyznałem się i poczułem nieco głupio. Tak to odbierałem, ale to było głupie. Ogólnie niektóre moje natręctwa były totalnie głupie. Teraz na przykład usilnie myślałem o tym, gdzie jest moja różdżka i obawiałem się, że chwilę będę musiał drgnąć, bo to mi nie da spokoju. Cóż, na razie próbowałem to zabić w sobie.
- To... czemu czujesz się niewidzialna? - zapytałem zaciekawiony. Chętnie spojrzałbym jej w twarz, ale skoro ja wyznawałem swoje bez patrzenia jej w twarz, to musiałem to również zdzierżyć. Poza tym w tej pozycji, która była mi jak najbardziej na rękę, mieć tak blisko siebie Avelinę, to przyjmowałem też z pewną dozą ulgi fakt, że to ona kontrolowała nasze ukradkowe spojrzenia. Cóż, gdybym za długo na nią patrzył, znowu mogłoby mi się poprzestawiać w głowie. Mózg zamieniłby się miejscami z penisem.