11.11.2023, 20:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2023, 20:24 przez Brenna Longbottom.)
- Prawdopodobnie dlatego oni są "w pełni wykwalifikowanymi czarodziejami", a my tylko uczniami, którzy wciąż muszą odrabiać tonę prac domowych - skwitowała Brenna. Z dużą dozą prawdopodobieństwa nie była tak utalentowana jak jej ojciec, mistrz pojedynków i matka, w szkole niewątpliwa gwiazda każdych zajęć z transmutacji. Na swoim obecnym etapie życia Brenna jednak niezbyt się tym przejmowała, całkiem zadowolona z szeregu zadowalających, jednego PO i tego upragnionego W z obrony przed ciemnymi mocami. Frustracja własnymi porażkami i brakami miała pojawić się u niej dopiero za kilka lat.
- Niebieskie światła będą pasowały do Krukolandu. Wasz pokój wspólny nie został udekorowany? W naszym skrzaty zostawiły trochę świec. Co chyba było złym posunięciem, bo chłopcy zrobili sobie zabawę z lewitowania ich po całym pokoju i w końcu musiałam ich ochrzanić, jak omal nie podpalili włosów Emilli Yorkins. Widziałam, że wasz opiekun już dekoruje wielką salę. Ciekawe, czy w tym roku wymyślą coś nowego czy będzie tak jak w zeszłym? Podobno duchy mają dać koncert, ale nie jestem pewna, jak miałyby to zrobić, no bo... chyba nie istnieją duchowe instrumenty? W sensie, przecież nie dotkną takiego bębna. Albo skrzypiec - paplała Brenna beztrosko, po czym obejrzała wydrążoną przez siebie dynię krytycznie, odstawiała ją na bok i sięgnęła po kolejną. Zaczęła od odcięcia góry, przez którą chciała usunąć miąższ, a potem z powrotem ten ucięty fragment położyć na szczycie.
- Brzmi jak coś, na co może dadzą mi się namówić tylko Gryfoni - roześmiała się Brenna. Nie widziała ani Cynthii, ani Victorii, ani Castiela czy Idy, dających się wplatać w wyławianie jabłek z wody. - Ale konkurs z pączkami jest bezsensu, każdy przecież wie, że bym go wygrała - oświadczyła z pewnością siebie. Jeśli szło o jedzenie... gdyby Brenna nie była tak aktywna, prawdopodobnie już osiągnęłaby kształt kuli, biorąc pod uwagę, jak chętnie jadła, i to często niezdrowe rzeczy.
- Jasne, ale skąd miałabym wziąć skrzeloziele? Sugerujesz prefektowi włamanie do pracowni eliksirów? Nieładnie - powiedziała i pogroziła mu żartobliwie... nie, nie palcem. Nożem, bo miała zajęta rękę. Z boku mogło to wyglądać, jakby działała poważnie, ale minę miała przy tym iście komiczną, a nóż zaraz znowu zagłębił się w dyni. - Poza tym bardziej pasowałaby do mnie wiedźma leśna, tak myślę. Ciocia Eva nawet już mówiła, że jak nic skończę jako stara, samotna baba w Kniei, więc przygotowywałabym się na nieuchronną przyszłość.
Głos Brenny brzmiał bardzo pogodnie, najwyraźniej więc albo nie wierzyła w te ponure przepowiednie, albo była za młoda, aby przejąć się tym, że coś takiego ją miałoby kiedyś spotkać.[/b]
- Niebieskie światła będą pasowały do Krukolandu. Wasz pokój wspólny nie został udekorowany? W naszym skrzaty zostawiły trochę świec. Co chyba było złym posunięciem, bo chłopcy zrobili sobie zabawę z lewitowania ich po całym pokoju i w końcu musiałam ich ochrzanić, jak omal nie podpalili włosów Emilli Yorkins. Widziałam, że wasz opiekun już dekoruje wielką salę. Ciekawe, czy w tym roku wymyślą coś nowego czy będzie tak jak w zeszłym? Podobno duchy mają dać koncert, ale nie jestem pewna, jak miałyby to zrobić, no bo... chyba nie istnieją duchowe instrumenty? W sensie, przecież nie dotkną takiego bębna. Albo skrzypiec - paplała Brenna beztrosko, po czym obejrzała wydrążoną przez siebie dynię krytycznie, odstawiała ją na bok i sięgnęła po kolejną. Zaczęła od odcięcia góry, przez którą chciała usunąć miąższ, a potem z powrotem ten ucięty fragment położyć na szczycie.
- Brzmi jak coś, na co może dadzą mi się namówić tylko Gryfoni - roześmiała się Brenna. Nie widziała ani Cynthii, ani Victorii, ani Castiela czy Idy, dających się wplatać w wyławianie jabłek z wody. - Ale konkurs z pączkami jest bezsensu, każdy przecież wie, że bym go wygrała - oświadczyła z pewnością siebie. Jeśli szło o jedzenie... gdyby Brenna nie była tak aktywna, prawdopodobnie już osiągnęłaby kształt kuli, biorąc pod uwagę, jak chętnie jadła, i to często niezdrowe rzeczy.
- Jasne, ale skąd miałabym wziąć skrzeloziele? Sugerujesz prefektowi włamanie do pracowni eliksirów? Nieładnie - powiedziała i pogroziła mu żartobliwie... nie, nie palcem. Nożem, bo miała zajęta rękę. Z boku mogło to wyglądać, jakby działała poważnie, ale minę miała przy tym iście komiczną, a nóż zaraz znowu zagłębił się w dyni. - Poza tym bardziej pasowałaby do mnie wiedźma leśna, tak myślę. Ciocia Eva nawet już mówiła, że jak nic skończę jako stara, samotna baba w Kniei, więc przygotowywałabym się na nieuchronną przyszłość.
Głos Brenny brzmiał bardzo pogodnie, najwyraźniej więc albo nie wierzyła w te ponure przepowiednie, albo była za młoda, aby przejąć się tym, że coś takiego ją miałoby kiedyś spotkać.[/b]
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.