11.11.2023, 20:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2023, 23:33 przez Brenna Longbottom.)
- T... tak. Jest wspaniała.
Mark ściskał swoją różdżkę kurczowo i zdawał się niechętny do odłożenia jej do pudełka, które wyciągnęła w jego stronę Brenna. Kobieta czekała cierpliwie, a potem zamknęła opakowanie i podała je chłopcu.
Może dopiero teraz, gdy różdżka zabłysła w jego ręku, naprawdę uwierzył, że jest czarodziejem.
- Dbaj o nią. Można kupić nową różdżkę w razie straty poprzedniej, ale taka dograna już do ciebie, to skarb dla czarodzieja - powiedziała łagodnie. Mimowolnie znów pomyślała o własnej wizycie w tym sklepie i o tym, jak się wtedy czuła
Jakby właśnie poznała kogoś nowego i od razu wiedziała, że zostaną najlepszymi przyjaciółmi. Może to było głupie, ale Brenna nie mogła oprzeć się takiemu uczuciu.
- Będziesz mógł wypróbować podstawowe czary, ale tylko w swojej sypialni i tylko te z pierwszego rozdziału podręcznika, dobrze? A po ukończeniu pierwszej klasy, nie będziesz już mógł używać magii poza szkołą, chyba że działoby się coś poważnego - ostrzegła Brenna, po czym kiwnęła głową na pytanie Heather. Wyszła na tonącą w blasku słońca ulicę, by skierować się ku słynnej księgarni. W środku kręciło się zaledwie kilka osób, w tym trójka nastolatków, prawdopodobnie też kompletująca szkolną wyprawkę. Brenna z pewnym zaciekawieniem zerknęła przez ramię Marka na listę.
- Wciąż te same, standardowe księgi zaklęć starej Bagshot - skomentowała. - Poważnie, ktoś mógłby pomyśleć, że magia stoi w miejscu. Zaraz... tak, są tutaj.
- Ile to jest siedem sykli? - spytał Mark niepewnie.
- Hm... no jeden galeon to siedemnaście sykli, a z kolei sykl to dwadzieścia dziewięć knutów. Sykle to te srebrne - wyjaśniła Brenna, wyciągając z kieszeni sakiewkę, by zaprezentować monety chłopcu. Ten spuścił głowę, a jego uszy pokryły się czerwienią.
- A na funty? - spytał cicho. - Bo ja mam parę funtów. Dostałem od cioci.
Och, pomyślała Brenna. Więc o to chodziło. Chłopak może i był młody, ale docierało do niego, że zakupy robią dla niego dwie zupełnie nowe osoby. A chociaż dla Brenny takie wydawanie pieniędzy nigdy nie było problemem... już dawno nauczyła się rozumieć cudze wstyd i dumę. Zawahała się na moment, szukając właściwej odpowiedzi... żeby tylko jeszcze wiedziała, jaka to będzie ta "właściwa".
Mark ściskał swoją różdżkę kurczowo i zdawał się niechętny do odłożenia jej do pudełka, które wyciągnęła w jego stronę Brenna. Kobieta czekała cierpliwie, a potem zamknęła opakowanie i podała je chłopcu.
Może dopiero teraz, gdy różdżka zabłysła w jego ręku, naprawdę uwierzył, że jest czarodziejem.
- Dbaj o nią. Można kupić nową różdżkę w razie straty poprzedniej, ale taka dograna już do ciebie, to skarb dla czarodzieja - powiedziała łagodnie. Mimowolnie znów pomyślała o własnej wizycie w tym sklepie i o tym, jak się wtedy czuła
Jakby właśnie poznała kogoś nowego i od razu wiedziała, że zostaną najlepszymi przyjaciółmi. Może to było głupie, ale Brenna nie mogła oprzeć się takiemu uczuciu.
- Będziesz mógł wypróbować podstawowe czary, ale tylko w swojej sypialni i tylko te z pierwszego rozdziału podręcznika, dobrze? A po ukończeniu pierwszej klasy, nie będziesz już mógł używać magii poza szkołą, chyba że działoby się coś poważnego - ostrzegła Brenna, po czym kiwnęła głową na pytanie Heather. Wyszła na tonącą w blasku słońca ulicę, by skierować się ku słynnej księgarni. W środku kręciło się zaledwie kilka osób, w tym trójka nastolatków, prawdopodobnie też kompletująca szkolną wyprawkę. Brenna z pewnym zaciekawieniem zerknęła przez ramię Marka na listę.
- Wciąż te same, standardowe księgi zaklęć starej Bagshot - skomentowała. - Poważnie, ktoś mógłby pomyśleć, że magia stoi w miejscu. Zaraz... tak, są tutaj.
- Ile to jest siedem sykli? - spytał Mark niepewnie.
- Hm... no jeden galeon to siedemnaście sykli, a z kolei sykl to dwadzieścia dziewięć knutów. Sykle to te srebrne - wyjaśniła Brenna, wyciągając z kieszeni sakiewkę, by zaprezentować monety chłopcu. Ten spuścił głowę, a jego uszy pokryły się czerwienią.
- A na funty? - spytał cicho. - Bo ja mam parę funtów. Dostałem od cioci.
Och, pomyślała Brenna. Więc o to chodziło. Chłopak może i był młody, ale docierało do niego, że zakupy robią dla niego dwie zupełnie nowe osoby. A chociaż dla Brenny takie wydawanie pieniędzy nigdy nie było problemem... już dawno nauczyła się rozumieć cudze wstyd i dumę. Zawahała się na moment, szukając właściwej odpowiedzi... żeby tylko jeszcze wiedziała, jaka to będzie ta "właściwa".
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.