11.11.2023, 21:50 ✶
– To bardzo malownicza wizja… ale nie dorównująca temu, co stało się naprawdę – powiedział Cathal, a na jego ustach błądził uśmiech. Odezwał się zresztą dopiero po chwili, przez moment pogrążony we wspomnieniu. Skupiony na starożytnych znakach na ścianie, które próbowali odszyfrować, posągach w rogach komnaty, świadomości, że jeśli źle wybiorą, mogą utknąć na zawsze. Głosie Nell, czytającą spokojnie gazetę z dalekiej Anglii – o Voldemorcie, którego działania wydawały się w Egipcie tak mało istotne i niewarte uwagi. I wreszcie skorpionie, którym Jamil w nią cisnął, w kolejnym trafionym zaklęciem, i na tym, który zaplątał się we włosy Lety…
Pokręcił głową, wracając do rzeczywistości. Do Hogsmeade, tu i teraz.
- Ale naprawdę, opowiadając ją samemu, mógłbym cię pozbawić niezapomnianych wrażeń...
*
Cathal rozejrzał się, gdy Ginny rozmawiała z dziewczynką, ale nie dostrzegł w pobliżu nikogo dorosłego. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywało na to, że dzieciak znalazł się tutaj sam. Dziwne, że ktoś wypuścił dziecko ubrane w ten sposób, wyraźnie młodziutkie, samo z domu. Gdy wspomniała o Dworze Cape, zwrócił na nią spojrzenie, a w gdzieś w jego głowie zrodziła się podejrzliwość.
Nie tak dawno temu pytano go o ten dwór.
I Cathal, który interesował się historią, a wszystkie bezużyteczne informacje pozostawały w jego umyśle na zawsze, wiedział doskonale, że to miejsce leżało w ruinie od lat. Dziewczynka kłamała? To był jakiś podstęp? Wiodła ich w pułapkę? A może mała mieszkała gdzieś w pobliżu?
– Wiem, gdzie znajduje się to miejsce – powiedział lakonicznie, wzrok utkwiwszy w dziecku. To uśmiechnęło się do Ginevry, najwyraźniej ani trochę nie bojąc się obcych. Dziewczynka zdawała się ufna.
– Fiona. Jestem Fiona Cape, a w domu czeka na mnie starsza siostra – stwierdziła. Cathal tymczasem położył dłoń na ramieniu McGongall. Jego druga ręka odruchowo znalazła się w pobliżu różdżki. I chciał na to zwrócić jej uwagę.
– To miejsce leży jakiś czas drogi stąd, możemy tam dojść idąc tą ścieżką. Ale jest ciemno, a ono będzie… opustoszałe – oświadczył, kładąc nacisk na ostatnie słowa. Nie, nie protestował przeciwko tej wycieczce. Ale chciał zasygnalizować McGongall, że… powinni być czujni. Jakby nie było, ktoś nie tak dawno temu próbował zabić we śnie najpierw Ulyssesa, potem Aletheę, wreszcie jego. Do Ministerstwa trafiło kilka skarg. Cathal wolał zachować ostrożność podczas nocnej wycieczki nie wiadomo gdzie, u boku dziecka, które – kto wie – mogło być wysyłane do Hogsmeade na poszukiwanie łatwowiernych ofiar. Może skrzywił go pod tym kątem Egipt? Tam pewnie o taką pułapkę byłoby łatwiej niż tutaj…
Pokręcił głową, wracając do rzeczywistości. Do Hogsmeade, tu i teraz.
- Ale naprawdę, opowiadając ją samemu, mógłbym cię pozbawić niezapomnianych wrażeń...
*
Cathal rozejrzał się, gdy Ginny rozmawiała z dziewczynką, ale nie dostrzegł w pobliżu nikogo dorosłego. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywało na to, że dzieciak znalazł się tutaj sam. Dziwne, że ktoś wypuścił dziecko ubrane w ten sposób, wyraźnie młodziutkie, samo z domu. Gdy wspomniała o Dworze Cape, zwrócił na nią spojrzenie, a w gdzieś w jego głowie zrodziła się podejrzliwość.
Nie tak dawno temu pytano go o ten dwór.
I Cathal, który interesował się historią, a wszystkie bezużyteczne informacje pozostawały w jego umyśle na zawsze, wiedział doskonale, że to miejsce leżało w ruinie od lat. Dziewczynka kłamała? To był jakiś podstęp? Wiodła ich w pułapkę? A może mała mieszkała gdzieś w pobliżu?
– Wiem, gdzie znajduje się to miejsce – powiedział lakonicznie, wzrok utkwiwszy w dziecku. To uśmiechnęło się do Ginevry, najwyraźniej ani trochę nie bojąc się obcych. Dziewczynka zdawała się ufna.
– Fiona. Jestem Fiona Cape, a w domu czeka na mnie starsza siostra – stwierdziła. Cathal tymczasem położył dłoń na ramieniu McGongall. Jego druga ręka odruchowo znalazła się w pobliżu różdżki. I chciał na to zwrócić jej uwagę.
– To miejsce leży jakiś czas drogi stąd, możemy tam dojść idąc tą ścieżką. Ale jest ciemno, a ono będzie… opustoszałe – oświadczył, kładąc nacisk na ostatnie słowa. Nie, nie protestował przeciwko tej wycieczce. Ale chciał zasygnalizować McGongall, że… powinni być czujni. Jakby nie było, ktoś nie tak dawno temu próbował zabić we śnie najpierw Ulyssesa, potem Aletheę, wreszcie jego. Do Ministerstwa trafiło kilka skarg. Cathal wolał zachować ostrożność podczas nocnej wycieczki nie wiadomo gdzie, u boku dziecka, które – kto wie – mogło być wysyłane do Hogsmeade na poszukiwanie łatwowiernych ofiar. Może skrzywił go pod tym kątem Egipt? Tam pewnie o taką pułapkę byłoby łatwiej niż tutaj…