• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty

[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#7
11.11.2023, 22:28  ✶  

Ucieleśnienie tych wszystkich pragnień wartko płynących potokiem umysłu; miriad koncepcji i fantazji przemykających się dreszczem na palcach wzdłuż linii kręgosłupa; niebotyczne pokłady chęci i jej braku – brutalnej potrzeby posiadania, igrającej z przemocą nieomal; uśmiechy rzucane miękko i cierpko zarazem; wszystko to czyniło ją podejrzanie namacalną, rzeczywistą i bytującą, zupełnie jakby wszystkie brylanty gwiazd rozkwitły iskrami w toni jej brązowych tęczówek. Potrafiła być, nie będąc zarazem, wszystko utykać w kanwę metafory, być okrutnie dosłowną w swej niedosłowności – nigdy nie potrafiła nie uginać się pod jego dotykiem, palcami miękko wbijającymi się w gładkie ciało, znacząc je galaktyką siniaków, które mogła podziwiać wykwitami na swojej skórze. Niebezpiecznym nie było to, że ją krzywdził; niebezpieczne było to, jak bardzo ona to lubiła.

Loretta była chwiejną kobietą z krwi i kości, daleką tym wszystkim ubranym w idealny całun panien, o muśniętym pudrem obliczu i nutami kwiatowymi zamykającymi się w zgięciu szyi, o migotliwym kurzu wzbijanym przez pozłacane pantofelki. Bo choć brylowała na salonach, miała opinię wiecznie napuszonego kota perskiego, a brylanty nosiła na co dzień – było w niej coś nieodgadnionego; coś, co popychało na sam skraj jestestwa, uderzając boleśnie w najczulsze struny. Uwielbiała dominować; on z kolei sprawił, że pokochała też ulegać.

Im bardziej go kochała, tym mniej o nim wiedziała, wymykając się dłoniom oczywistości. Skuta w obezwładniającej miłości, nie potrafiła patrzeć na niego inaczej, niż tym miękkim, lepkim spojrzeniem, w którym rozbłyskały spadające gwiazdy. Syczała niejednokrotnie słowa, które uderzyłyby każdego, lecz nie jego – on wiedział przecież, że każdy jadowity werset podszyty jest kołdrą pożądania, z którego ramion nie potrafiła się wyswobodzić. Był panem jej życia w sposób, którego nienawidziła do cna; dominantą, której nigdy nie przyznałaby o świetle dziennym. On jednak wiedział, że posiadał ją na własność i prawdopodobnie to ta gorliwa koncepcja sprowadzała burzę irytacji nad ciemną toń włosów.

Rozeznawała się w jego mętnym spojrzeniu błyskawicznie; zupełnie jakby chciała zamknąć tę jedną milionową wszechświata w jego bezdennych tęczówkach, w ich burzliwym błękicie, puentowanym jedynie stoicko obojętnym wyrazem twarzy. Wiedziała jednak, że tkwiło w tym coś ponad; ponad cielesność, którą dzielili na swoje wyjątkowo często; ponad te wszystkie bezsenne noce, które spędzali po prostu leżąc w miękkiej pościeli, trzymając się za dłonie.

Znał ją przecież na wylot.

Rozpięty guzik pogłębił dekolt, pod którym unosiła się klatka piersiowa w rytm oddechów. Patrzyła na niego tymi sarnimi, przymrużonymi oczami – nie drgnęła nawet, gdy jego palce zacisnęły się mocniej w na linii bioder, uginając miękką skórę. Nie wiedziała nawet, kiedy lekkie westchnięcie wypłynęło z jej ust w eter; tak jakby wszystko przestało się liczyć, poza lodowatą tonią jego oczu, którą umiejscawiał gdzieś w okolicy jej czerwonawych warg. Uniosła drżące dłonie, układając je na jego policzkach, sunąc wraz z linią kości jarzmowych ku skroniom.

Nie po raz pierwszy sprowadzał ją na sam skraj.

Gdy kolejny guzik puścił, ukazując już mleczną biel piersi, przekrzywiła jedynie lekko głowę, smukłe palce unosząc ku koszuli, aby rozpiąć resztę guzików. Poły koszuli przykrywały większość ciała, falująca klatka piersiowa jednak, świadczyła o głębi emocji, które nią targały niepoprawnie. Gdzieś na dnie myśli ulokował się Leander, ta jednak szybko została zepchnięta z proscenium, ustępując Alexowi.

– Nigdy nie będę cię kochać „tak jak trzeba”. Głównie dlatego, że ja jestem sobą i ty również. Och, Alex, przecież ja cię kocham absurdalnie mocno. Dlaczego tak silnie potrzebujesz obrączki na palcu? – zabrzmiała pytaniem, uginając brwi w niemym geście niezrozumienia.

Szybko przestał być jedynie jej kochankiem, za którego wiekiem przepadała licząc osiemnaście wiosen; wparował z butami w jej emocje, rozporządzając nimi na własny wzór; nigdy nie czuła się od nikogo tak zależna – z drugiej strony, nigdy nie czuła takiego ogromu posiadania nad drugim człowiekiem. Bo należał przecież do niej – od początku do końca, na tym przeklętym płótnie życiorysu, które w ich przypadku mieniło się nocną czernią. Chciała go mocniej, niż mogła przyznać; chciała aby tkwił przy niej nieodwołalnie i świadomie w swym jestestwie. Może, a może na pewno, była egoistką najgorszego sortu i tak długo, jak jego miłość kwitła – była ukontentowana.

Chciała przecież być jedynym, czego pożądał.

– Gdybyś mnie porwał, gdybyś mnie zmusił, prawdopodobnie byś mnie złamał. A wówczas, prędko byś mnie znienawidził – to, jak słaba i zależna bym się stała. Och, Alex, ty przecież zawsze lubisz gonić króliczka. Może dlatego nigdy z tobą nie wzięłam ślubu? Pomimo tych ośmiu oświadczyn? Boję się, piekielnie się boję, że stracisz mną zainteresowanie – odparła, opuszczając luźno nogi, które wcześniej owijały się wokół jego bioder.

– Poszłabym za tobą wszędzie – powtórzyła po nim, wprawiając welon rzęs w subtelny trzepot. Uśmiech rozlazł się po ustach, gdy zrzucała z ramion rozpiętą koszulę.

Zadrżała pod jego dotykiem, sunącym linią ud; nie był to pierwszy raz, gdy poddawała się jego dłoniom – jednak każdorazowo czuła, jakby akurat ten był pierwszym. Prowokacyjny uśmiech zasadził się gdzieś niebezpiecznie, wraz z jego palcami sunącymi po miękkościach ciała. Opadła na stół, wokół głowy tworząc czarną aureolę rozproszonych włosów; wpatrywała się w sufit nieprzytomnie, zaciskając uda na jego dłoni – ten przeklęty paroksyzm dotyku, który każdorazowo odbierał jej tchnienie.

– Wyjdę za ciebie – zawyrokowała miękkim szeptem, który rozlał się w przestrzeni jak późnoletni sok; jak struga mleka czy ta przeklęta rozbita butelka, która rozbryzgnęła na podłogę resztką wina.

Oświadczał jej się mnogość razy i każdy spośród nich puentowała ciężkim westchnięciem; nawykła, że pijany spał na jej wycieraczce, wysyłał pijackie listy czy zaćpany krzyczał jej imię pod kamienicą. Świadomość tego, jak bardzo jej pragnął, była miła; milszy jednak był ten bezmiar emocji, które czuła nieodwołalnie do niego. Była przecież absurdalnie zakochana w każdym jego ruchu i choć nienawidziła go równie mocno, co tchnęła miłością, nie potrafiła żywić do niego pustej obojętności – tej, która na ścianach wspomnień pozostawiała blade duchy plam po wcześniej wiszących obrazach.

– Jeśli mamy się pobrać, to teraz. Już nigdy nie będzie takiej nocy, jak ta – wydukała półgłosem, podnosząc się z pozycji leżącej. – Powiedz mi, że mnie kochasz – zażądała.

Już po chwili jej usta rozlały się w miękkim uśmiechu, gdy pochylała się ku niemu odrobinę, znacząc jego wargi w krótkim, acz rzeczowym pocałunku. Zarzuciwszy ręce na jego barki, odsunęła się jedynie o centymetry – wszystko po to, aby utonąć w jego tęczówkach na nowo.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (7277), Loretta Lestrange (7561)




Wiadomości w tym wątku
[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 15.10.2023, 22:16
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 22.10.2023, 22:01
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 23.10.2023, 18:53
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 09.11.2023, 08:24
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 09.11.2023, 21:41
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 11.11.2023, 21:00
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 11.11.2023, 22:28
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 14.11.2023, 15:54
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 14.11.2023, 16:58
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 17.11.2023, 13:38
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 17.11.2023, 19:04
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 20.11.2023, 11:16
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 23.11.2023, 18:59
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 29.11.2023, 13:24
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 30.11.2023, 19:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa