12.11.2023, 01:29 ✶
Zabawna historia, bo ja właśnie należałem do osób nad wyraz emocjonalnych, szczególnie kiedy chodziło o cierpliwość, a właściwie jej brak. Zamieniałem się w czystą energię emocji, które przejmowały władzę nad moim ciałem i byłem piekielną duszą, która poczuła, że tego piekła już nie ma i hulała, hulała, hen-hen, hulała w najlepsze. Nie panowałem nad własnymi emocjami, więc na wszystko reagowałem gwałtownie, ze zdwojoną siłą, głównie rozwścieczony, bo gdzież indziej miałbym przelać te emocje, te emocje ulewające się ze mnie i nie mające ujścia, uziemienia, niczego? Żadnej podpory, żadnej kotwicy.
Wywróciłem oczami na jej pytanie i późniejsze słowa. Nie tknąłem nalanej herbatki, tylko wyprostowałem na swoim miejscu by zaraz zapaść się w nim wygodnie. Fotel był całkiem wygodny. Aż kusił do drobnej drzemki, ale ani mi się śniło spać w obecności Persephony. Zamierzałem czuwać, trwać tu, póki nie wróci Otto i nie odda należnego mi czasu. Czy to miałoby trwać nawet dzień, dwa, ja nie drgnę, nie ruszę się stąd. Czy byłem aż tak uparty? Nie sądziłem, ale obiecać sobie mogłem.
Nie musiałem czekać długo na złamanie własnej obietnicy. Wstałem niecierpliwie. Robiło mi się za ciepło. Co to za lato mieli w tej Szwecji!? Ściągnąłem kurtkę i cisnąłem ją obok swojego fotela na podłogę. Poprawiłem koszulkę by tak nie przylegała do mnie po suszeniu i dopiero wtedy swobodnie opadłem sobie na ten fotel. Zrobiło mi się lżej, mogłem nawet rzec, że komfortowo. I teraz to ja mogłem czekać. Nawet z taką niezadowoloną gospodynią domową jaką była Persephona!
Postukałem palcami w oparcie, jakbym coś, nie wiem, myślał o czymś albo wystukiwał rytm, ale zaraz to przerwałem, bo jednak czekanie nie było dla mnie. Potrzebowałem opracować plan B, ale nie miałem wizji, więc wbiłem znowu się spojrzeniem w Persephonę, jak gdybym chciał ją przeciąć jak masło nożem.
- Bezczelna jesteś. Gość w dom, Bóg w dom... czy coś, no nie? - zagadnąłem tak trochę bez sensu. Oni w tej Szwecji to mieli dzikie wyznania. Pewnie dalej wierzyli w Odyna i te sprawy. Thor pewnie mnie karał za niezapowiedziane wizyty ulewnymi deszczami i burzami, a jak będę wracał, to może jeszcze nawinę się na jakiś sztorm, hę? - Poza tym wy tu macie jakiekolwiek wizyty czy tylko Otto łazi w tę i we w tę jak ta łajza? - zapytałem, nie dbając o język. O język mogłem dbać w pracy, w Ministerstwie Magii, a tak się składało, że znalazłem się setki kilometrów od drogiego memu sercu przybytku prawa i nauki, więc się gorszyłem obyciem.
- Rozumiem, że mam się poczuwać niemile widziany w tym domu bez zapowiedzi...? Czy ja mam wyjść? - dodałem zaraz wprost. Nie chciałem by mi odpowiadała na te wcześniejsze pytania. Czasami byłem idiotą, wychodził ze mnie totalny dupek, ale... potrzebowałem planu B i to mnie irytowało. Tak jak irytowało mnie to, że on wolał ją ode mnie. Miałem być posłuszny jak ta niewolnica, odpowiadać zdawkowo i zakładać sukienki? Czy wtedy książę Otto zaszczyciłby mnie odrobiną swojej uwagi?
Wywróciłem oczami na jej pytanie i późniejsze słowa. Nie tknąłem nalanej herbatki, tylko wyprostowałem na swoim miejscu by zaraz zapaść się w nim wygodnie. Fotel był całkiem wygodny. Aż kusił do drobnej drzemki, ale ani mi się śniło spać w obecności Persephony. Zamierzałem czuwać, trwać tu, póki nie wróci Otto i nie odda należnego mi czasu. Czy to miałoby trwać nawet dzień, dwa, ja nie drgnę, nie ruszę się stąd. Czy byłem aż tak uparty? Nie sądziłem, ale obiecać sobie mogłem.
Nie musiałem czekać długo na złamanie własnej obietnicy. Wstałem niecierpliwie. Robiło mi się za ciepło. Co to za lato mieli w tej Szwecji!? Ściągnąłem kurtkę i cisnąłem ją obok swojego fotela na podłogę. Poprawiłem koszulkę by tak nie przylegała do mnie po suszeniu i dopiero wtedy swobodnie opadłem sobie na ten fotel. Zrobiło mi się lżej, mogłem nawet rzec, że komfortowo. I teraz to ja mogłem czekać. Nawet z taką niezadowoloną gospodynią domową jaką była Persephona!
Postukałem palcami w oparcie, jakbym coś, nie wiem, myślał o czymś albo wystukiwał rytm, ale zaraz to przerwałem, bo jednak czekanie nie było dla mnie. Potrzebowałem opracować plan B, ale nie miałem wizji, więc wbiłem znowu się spojrzeniem w Persephonę, jak gdybym chciał ją przeciąć jak masło nożem.
- Bezczelna jesteś. Gość w dom, Bóg w dom... czy coś, no nie? - zagadnąłem tak trochę bez sensu. Oni w tej Szwecji to mieli dzikie wyznania. Pewnie dalej wierzyli w Odyna i te sprawy. Thor pewnie mnie karał za niezapowiedziane wizyty ulewnymi deszczami i burzami, a jak będę wracał, to może jeszcze nawinę się na jakiś sztorm, hę? - Poza tym wy tu macie jakiekolwiek wizyty czy tylko Otto łazi w tę i we w tę jak ta łajza? - zapytałem, nie dbając o język. O język mogłem dbać w pracy, w Ministerstwie Magii, a tak się składało, że znalazłem się setki kilometrów od drogiego memu sercu przybytku prawa i nauki, więc się gorszyłem obyciem.
- Rozumiem, że mam się poczuwać niemile widziany w tym domu bez zapowiedzi...? Czy ja mam wyjść? - dodałem zaraz wprost. Nie chciałem by mi odpowiadała na te wcześniejsze pytania. Czasami byłem idiotą, wychodził ze mnie totalny dupek, ale... potrzebowałem planu B i to mnie irytowało. Tak jak irytowało mnie to, że on wolał ją ode mnie. Miałem być posłuszny jak ta niewolnica, odpowiadać zdawkowo i zakładać sukienki? Czy wtedy książę Otto zaszczyciłby mnie odrobiną swojej uwagi?