Głos przyjaciółki był przyjemny, a głos Augustusa ją rozpraszał, bo w środku coś biło w drzwi i próbowało się uwolnić, próbowało ją złapać w swoje szpony i przypomnieć jej, że ten paskudnik był kimś ważnym, ale nie mogła pojąć dlaczego był ważny. Avelina też czuła się winna, że Danielle musiała tu przychodzić i pomagać jej znaleźć jakiegoś barana, który porzucił ją na pastwę losu. Każdy zawsze miłość opisywał jako motyle w brzuchu, a ona czuła jak ktoś od środka wbijał jej szpilkę za szpilką, aby wzbudzić w niej tęsknotę, której nie mogła w żaden sposób uśpić. Jej serce wyrywało się z klatki i leciało za kimś kogo nie znała. To było jedno z najgorszych uczuć w jej życiu. Pamiętała jak kiedyś czuła coś do Augustusa, ale zabijała to uczucie wpadając w ramiona innego, ale to nie zadziałało, więc poddała się z tym czymś, a teraz ponownie była w łapskach przeklętej miłości. Czuła się tak jakby ktoś rzucił na nią klątwę nieszczęśliwej miłości. Czuła się tak jakby nigdy nie miała mieć drugiej połówki, ale przyrzekła sobie, że tym razem nie odpuści. Odnajdzie tego, dla którego jej serce bije szybciej.
Jaki ładny wianek – przypomniała sobie jego pierwsze słowa, w których zagadał do niej podczas Beltane. Miał przyjemny uśmiech i zadziorne iskierki w oczach. Rzucał tandetnym tekstem na podryw, który nigdy nie powinien Aveliny porwać, ale podczas tego święta było tak przyjemnie, gwarno, szczęśliwie, że pozwoliła mu wnieść ten wianek na tamten pal, a potem poczuła coś czego nigdy w życiu nie czuła tak intensywnie. Było to dziwne uczucie, takie absurdalne i nieprawdziwe. Nie powinna tak się czuć tylko dlatego, że jakiś mężczyzna wniósł jej wianek na pal. Ręce zaczęły jej drżeć z nerwów, bo zaczynała sobie uświadamiać jak bardzo głupia była, gdy z nim poszła do księgarni jej rodziców. Dopiero teraz docierało do niej jak bardzo postąpiła źle, jak bardzo wpadła wtedy w pułapkę. Mogła naprawdę podle skończyć, mogła naprawdę zostać skrzywdzona i ta cała akcja klątwą byłaby tylko ziarenkiem w morzu pełnym złych konsekwencji. Czuła jak głos grzęźnie w jej krtani, gdy Danielle rzucała swoje czary. Nie potrafiła też odpowiedzieć na jej pytania, bo nie wiedziała dlaczego go kochała, nie potrafiła zlokalizować sensownego, logicznego powodu, dla którego chciała go odnaleźć. Patrzyła na nią w szoku, gdy to wszystko zaczynało się odblokowywać, a uczucia do Godryka zaczynały znikać, w końcu zostały definitywnie przecięte, a z jej ust wydostało się tylko ciche westchnięcie, które brzmiało tak jakby ktoś ją uderzył. Zgięła się lekko w pół nadal siedząc przed Danielle w siadzie skrzyżnym.
Poczuła przyjemną pustkę w głowie, przyjemne uczucie braku ciągoty do jakiegoś obcego mężczyzny. Oddech jej zadrżał, a w oczach pojawiły się łzy. Czuła się dziwnie wolna, ale jednocześnie taka samotna. Jakby uświadamiając sobie, że nigdy się nie zakocha, bo wszystkie miłości będzie tylko iluzją jak ta teraz. Czuła się na początku szczęśliwa, że kogoś kochała, ale teraz czuła lekkość w tym, że nie musiała tęsknić, że nie musiała czuć złości, że ktoś ją porzucił, bo nie została porzucona. Zaczynała to sobie układać w głowie, a gdy dotarło do niej pytanie przyjaciółki przesunęła się tak, aby nie przewrócić świeczek i po prostu rzuciła się jej na szyję zamykając mocno oczy. Czuła ulgę.
– Lepiej – szepnęła kurczowo trzymając ją w swoich objęciach. – Dziękuję i przepraszam – wyszeptała, a potem uświadomiła sobie, że ściągnęła tutaj też Augustusa, więc odsunęła się od przyjaciółki i podniosła się z ziemi na drżących oraz zmęczonych nogach. – Tobie też dziękuję – powiedziała patrząc na niego z niepewnością. Rookwood wkurzył ją to jak bardzo nastraszył Danielle. Wszystko, co działo się wokół zaczęło do niej wracać w normalnej formie. Zaczynała obejmować umysłem każde wydarzenie i słowo, które zostało tutaj powiedziane. Jak mógł w jej domu grozić jej przyjaciółce?!