Avelina za to cierpiała na niedowagę, mało jadła, czasami zapominała o śniadaniu, poiła się kawą i czasami ciastkami od Nory. Nigdy nie była sprawna fizycznie, a wyglądała często na osobę chorowitą. Nie chorowała zbyt często, ale na jesień zawsze miała jakieś problemy z przeziębieniem. Zdecydowanie nie przodowała w pojedynkach, ani bójkach, ale stawała czasami w obronie młodszych kolegów, czy też widząc jak ktoś atakował niewinne osoby również pomagała, aby mieć czyste sumienie. Była w stanie rzucić zaklęcie, które mogłoby kogoś skrzywdzić, ale tylko jeśli byłoby to w obronie siebie bądź jej przyjaciół. To nie czyniło jej złej, prawda? Raz czy dwa zdarzyło jej się uwarzyć truciznę, ale tego również nikomu nie mówiła, bo nie było to nic czym chciała się szczycić wśród swoich przyjaciół.
– Zaczniesz śpiewać? Z rymami mogłoby wyjść zabawnie – zaczęła się z nią droczyć.
Życie Aveliny w ostatnim czasie też było niekoniecznie stabilne, a czas miał jeszcze pokazać, że będzie jeszcze bardziej zakręcone i niekoniecznie przyjemne. Miała jednak nadzieję, że jedna stabilna jaką teraz chciała tworzyć to będzie biznes, który otworzy z Olivią i jej się to uda. Gdy w okno zastukała sowa Avelina podeszła do niego i otworzyła je odbierając list. Był od Brenny otworzyła go szybko i zaczęła czytać. Odetchnęła z niewielką ulgą widząc, że nie było to nic aż tak poważnego.
– Całe szczęście, chyba nie będziesz musiała zostawać kolejnym wieszczem Londynu – zachichotała i podała jej ten list, aby sama mogła przeczytać jego treść i upewnić się, że wszystko to prawda. Avelina poczuła jak ulga wkradła jej się w serce.
– Skoro obie dzisiaj mamy wolne, a ty rymujesz może napiszemy tomik wierszy? – uniosła jedna brew ku górze patrząc na nią z zadziornym błyskiem w oku.