— Olivia! — Postanowił się zreflektować za sprawą tak entuzjastycznego powitania, które wywołało u niego szerszy uśmiech, zwłaszcza gdy został zamknięty w serdecznym uścisku. Sam przytulił do siebie swoją przyjaciółkę, odwzajemniając ten serdeczny gest. Sam w końcu wypuścił ją ze swoich objęć. Spoglądał na nią z tym samym uśmiechem. Uwielbiał zwierzęta i poza sową w domu rodzinnym opiekował się piszczyskoczkiem i kugucharem. Zawsze chciał mieć psidwaka, jednak jego rodzice nie bez przyczyny uważali że taki czworonóg jest zwierzęciem dla aktywnych.
Ponadto, jeszcze się uczył w Hogwarcie i przez większość roku pies pozostawałby pod opieką jego rodziców do czasu zakończenia edukacji. Pozostawała jeszcze kwestia pracy, którą niechybnie podejmie po ukończeniu Hogwartu. Miał już mglisty obraz tego, co chce robić po opuszczeniu Hogwartu i miał nadzieję, że uda mu się tego dokonać. Lubił spędzać czas z Olivią. Gdyby tak nie było to nie pośpieszyłby na to spotkanie tak szybko, jak sam był w stanie.
— Doskonale. Przez ostatni rok szkolny zdążyłem zacząć mieć dosyć wykładów, podczas których trzeba wyłącznie słuchać głosu profesora. — W ciągu roku szkolnego nie miał problemu ze słuchaniem profesorów i chłonięciem ich słów niczym gąbka wodę. W wakacje potrzebował od tego odetchnąć. Powoli podążył za przyjaciółką we wskazanym przez nią kierunku. Doceniał to, że jego przyjaciółka dostosowała swoje tempo do jego własnego. Na końcu trasy jawił się typowy dom w angielskim stylu z dobudowanym budynkiem i ogrodzoną posesją. — Właśnie takich potrzebuję zwierzątek w swoim życiu. Smarki. Słyszałem też, że lubią pić wodę z toalety. — Poszedł w ślady Olivii, do której zwrócił się równie konspiracyjnym szeptem jakby obawiając się, że ktoś może go usłyszeć i tym kimś mógł okazać się hodowca tych puszystych stworzonek albo jeden z mijających ich przechodniów.
— Dowiemy się wszystkiego! Nie myślałaś o zakupieniu jakiegoś? Olivia... przed tobą... — Zawołał entuzjastycznie. Sam miał drugie tyle pytań i nie zawaha się ich zadać. On myślał o zakupie takiego zwierzaczka. Przy sobie miał trochę galeonów. Może wystarczą na takiego pufka albo nawet dwóch. Starał się zaalarmować swoją koleżankę o tym, że znajduje się przed nią przeszkoda w postaci wychodzącego z domu mężczyzny, lecz było już za późno i Olivia wpadła na tego pana.
— Dzień dobry panu. — Przywitał się uprzejmie, uściskawszy wyciągniętą ku niemu dłoń. Aż dziw, że ten mężczyzna się nie wzdrygnął pod wpływem chłodnego dotyku Leona. Sprawiał wrażenie sympatycznego. — Nic nie szkodzi. — Zwrócił się do Alana, zaraz posyłając Olivii porozumiewawcze spojrzenie, jakby chciał powiedzieć "A więc to prawda, naprawdę tak robią!".
— To się często zdarza? — Zapytał opiekuna pufków o ich zwyczaje. Jeśli rozważał zakup takowego, to chciał wiedzieć jak bardzo musiałby uważać na pufki pchające się do sedesu.