13.11.2023, 10:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2023, 10:23 przez Rodolphus Lestrange.)
Rodolphus nie przepadał za tłumami. Miał wrażenie, że wszyscy tylko czekają na okazję, by poocierać się o innych, ubrudzić im ubrania czy po prostu skalać swoim dotykiem. Nie wiedział ilu czarodziejów czystej krwi się tu kręciło, ale wystarczało mu że widział ich ubiór, by już mieć ich ocenę w głowie. Mimo to szedł przez tłum z lekkim uśmiechem na ustach, ściskając dłoń Bellatrix. Trzymał ją blisko siebie, a gdy ktoś chciał potrącić - tak manewrował swoim ciałem, by uchronić ją od kontaktu.
- Tak. Co powiesz na herbatę? - kawę pijał wtedy, gdy musiał. Herbatę z kolei lubił, orzeźwiała i wbrew wszystkiemu nawet gdy była ciepła to potrafiła gasić pragnienie podczas upałów. Wysunął się lekko naprzód, nie czekając na odpowiedź Trix. Chciał się przepchać przez kolejkę, która zakręcała dwa razy wokół straganu - widział już kawiarnię i akurat wolny stolik na zewnątrz.
Nagle jednak Trix krzyknęła. Jak na komendę Rolph odwrócił głowę i sięgnął po różdżkę. Dla niej byłby zdolny wymordować pół Londynu - wystarczyłoby tylko podejrzenie o to, że coś jej się stało.
- C... - poczuł szarpnięcie, gdy Trix ruszyła w pogoń. Odruchowo zaczął biec, puszczając dłoń Bellatrix. Potrzebował obu rąk, by rozgarniać tłum, który mimo krzyków o złodzieju - nie ruszał się. Rolph nie krzyczał do uciekającego - to było bezcelowe, przecież nie zatrzyma się, gdy zacznie wrzeszczeć "stój". Rodolphus sapnął wściekle i odepchnął brutalnie dwie kobiety, które stały im na drodze. Wyciągał nogi, ale tłum skutecznie go hamował. - Do jasnej...
Wyciągnął różdżkę i szarpnął nią wściekle, celując w plecy uciekającego. Chciał zmienić jego ubranie w jaskrawoczerwoną koszulkę, żeby nie stracili go z oczu i mieli szansę na wypatrzenie go, zanim zniknie w kolejnej tłuszczy.
Chcieć to jedno, a zrobić - drugie. Jakiś mężczyzna wpadł na Rolpha, nieomal wytrącając mu różdżkę z ręki.
- Zatrzymaj go! - krzyknął, ale nie wiadomo do kogo. Równie dobrze mogła to być prośba do Bellatrix, ale też do kogokolwiek, kto był tuż obok.
- Tak. Co powiesz na herbatę? - kawę pijał wtedy, gdy musiał. Herbatę z kolei lubił, orzeźwiała i wbrew wszystkiemu nawet gdy była ciepła to potrafiła gasić pragnienie podczas upałów. Wysunął się lekko naprzód, nie czekając na odpowiedź Trix. Chciał się przepchać przez kolejkę, która zakręcała dwa razy wokół straganu - widział już kawiarnię i akurat wolny stolik na zewnątrz.
Nagle jednak Trix krzyknęła. Jak na komendę Rolph odwrócił głowę i sięgnął po różdżkę. Dla niej byłby zdolny wymordować pół Londynu - wystarczyłoby tylko podejrzenie o to, że coś jej się stało.
- C... - poczuł szarpnięcie, gdy Trix ruszyła w pogoń. Odruchowo zaczął biec, puszczając dłoń Bellatrix. Potrzebował obu rąk, by rozgarniać tłum, który mimo krzyków o złodzieju - nie ruszał się. Rolph nie krzyczał do uciekającego - to było bezcelowe, przecież nie zatrzyma się, gdy zacznie wrzeszczeć "stój". Rodolphus sapnął wściekle i odepchnął brutalnie dwie kobiety, które stały im na drodze. Wyciągał nogi, ale tłum skutecznie go hamował. - Do jasnej...
Wyciągnął różdżkę i szarpnął nią wściekle, celując w plecy uciekającego. Chciał zmienić jego ubranie w jaskrawoczerwoną koszulkę, żeby nie stracili go z oczu i mieli szansę na wypatrzenie go, zanim zniknie w kolejnej tłuszczy.
Chcieć to jedno, a zrobić - drugie. Jakiś mężczyzna wpadł na Rolpha, nieomal wytrącając mu różdżkę z ręki.
- Zatrzymaj go! - krzyknął, ale nie wiadomo do kogo. Równie dobrze mogła to być prośba do Bellatrix, ale też do kogokolwiek, kto był tuż obok.
Rzut Z 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana