Nie każdemu było dobrze w Ministerstwie. Dla większości była to stabilna praca, której potrzebowali. On czuł, że by się męczył, nie miałby czasu na realizację swoich wszystkich wspaniałych pomysłów. Dużo lepiej szło mu działanie na własną rękę, chociaż praca jako nauczyciel transmutacji od czasu do czasu nie była wcale taka najgorsza. Może też dlatego, że wiązało się to głównie z wizytami w Hogwarcie i nauką młodszych pokoleń czarodziejów. Samuel lubił kontakt z młodzieżą, widział ich entuzjazm i dodawało mu to skrzydeł. Chętnie pojawiał się w szkole i prowadził zajęcia. Nie było to jednak coś, co mógłby robić na pełen etat, potrzebowali go kilka razy w miesiącu, może i dobrze, bo pewnie poczułby wypalenie, czy coś. Tak to mógł to pogodzić ze swoim normalnym trybem dnia bez mniejszego problemu.
- Jasne. - Odpowiedział krótko. Jackie rządziła w kuchni przyjął więc rozkaz bez negowania go. Podszedł do jednej z szafek, otworzył ją, zapomniał, że się nie domykała, miał to naprawić już jakiś czas temu, jednak nigdy nie było odpowiedniego momentu. Wyciągnął dwa talerze, które postawił na stole. Przygotował również sztućce, żeby nie musieli jeść palcami. To chyba tyle. Usiadł więc przy stole, zaczął bujać się na krześle. - Gotowe. - Powiedział jeszcze, żeby dać znać siostrze, że wykonał jej polecenie. Wyciągnął papierosa zza ucha i wziął go do ręki. Zaczął go obracać w dłoniach, miał chęć zapalić, powstrzymywał się jednak przed siostrą. Nie chciał, żeby zwracała mu uwagę na to, iż smrodzi w kuchni, czy coś.
Miewał problemy z zebraniem myśli. Nie do końca potrafił się komunikować, najgorsze było to, że zdawał sobie z tego sprawę, przez co częściej milczał. Wydawało mu się to najprostszym rozwiązaniem, skoro nie mówił wcale, to nikt nie mógł go źle zrozumieć. W jego głowie miało to sens.
- Jasne, jakbyś kiedyś chciała coś razem porobić, to powiedz. - Chociaż nie do końca wiedział, co by to mogło być, bo nie łączyło ich zbyt wiele. Mieli zupełnie różne zainteresowania, mimo wszystko warto było pielęgnować ich relację, nie miał nikogo więcej. Tylko Jackie, była dla niego najważniejsza na świecie, chociaż czasem miewał problemy z okazywaniem tego. Nic to jednak nie zmieniało.
Sammy nie naciskał na to, żeby otworzyła teraz to pudełko. Nie miał pojęcia, co mogło się w nim znaleźć, ona je znalazła, więc mogła zatrzymać informacje na temat jego zawartości dla siebie. Nie miał nic przeciwko.
- Tak w Dolinie. Była to kameralna ceremonia. - Powiedział spokojnie. Beltane namieszało w Dolinie, miał wrażenie, że ich dom nie był już bezpiecznym miejscem i próbował jakoś odnaleźć się w tej rzeczywistości. Nigdy, odkąd pamiętał nie wydarzyło się tu tyle złego.