13.11.2023, 22:25 ✶
- Poprowadzę - zgodził się Cathal powściągliwie, kierując spojrzenie jasnych oczu ku McGongall.
Wystarczyło odwrócić wzrok na sekundę.
Fiona Cape w jednej chwili stała tuż koło nich, w drugiej - znikła. Shafiq, dostrzegając to, nie odpowiedział na pytanie Ginewry, zamiast tego unosząc wysoko różdżkę i wzmacniając lumos, by blask padł na najbliższą okolicę. Choć było ciemno, Fiona nawet poruszając się bardzo szybko nie miałaby gdzie uciec - najbliższe krzewy i drzewa znajdowały się dobre kilkanaście metrów od nich. W pobliżu był kamienny murek, owszem, ale zbyt niski, aby nawet dziecko mogło znaleźć za nim schronienie.
Shafiq przykucnął i przez chwilę przypatrywał się ziemi. Nie dostrzegł na niej żadnych śladów, poza tymi, jakie zostawiły ich buty. Czy to o czymś świadczyło? Sam nie miał pewności. Nie był w końcu tropicielem, a dziewczynka była niska, drobna, na pewno lekka, obuta w trzewiki, które niekoniecznie zostawiłyby ślady na ścieżce, skoro ostatnio nie padało. A jednak stała tu przez chwilę, czy w tym miejscu ziemia nie powinna zostać naznaczona przez jej stopy?
Nie zaskoczyło go to chyba tak mocno, jak powinno. Nie był człowiekiem, którego zdziwić było łatwo, a długie lata spędzone najpierw w Peru, później w Egipcie, często na obszarach pełnych starożytnych miejsc pochówku, już dawno nauczyły go, że są na tym niebie i ziemi miejsca, o których nie śniło się czarodziejom. A jednak... zetknięcie się z taką dziwnością odrobinę wytrącało z równowagi.
Nie wyglądała na ducha. Ale ile Cathal Shafiq tak naprawdę wiedział o Limbo, drugiej stronie i udręczonych duszach?
- Dwór Cape spoczywa w ruinie od setek lat - powiedział Cathal cicho. Nie patrzył jednak wciąż na Ginewrę, rozglądał się zamiast tego, jakby spodziewał się, że zaraz dojrzy w pobliżu Fionę lub... coś innego. - Byłem tam kiedyś. To musiało być piękne miejsce, ale minimum trzysta czy czterysta lat temu. Dziedziniec wciąż robi ogromne wrażenie, po wznoszącym się tam niegdyś zamku pozostały głównie zgliszcza. Rodzina, która tam mieszkała, była bez wątpienia czarodziejska, prawdopodobnie nawet czystej krwi... Ale jeśli w Wielkiej Brytanii pozostał chociaż jeden przedstawiciel tego rodu, to nigdy o nim nie słyszałem.
Podniósł się wreszcie i opuścił różdżkę, wciąż płonącą światłem zaklęcia.
- Myślę, że dziś powinniśmy zrezygnować ze zwiedzania cmentarza.
Wystarczyło odwrócić wzrok na sekundę.
Fiona Cape w jednej chwili stała tuż koło nich, w drugiej - znikła. Shafiq, dostrzegając to, nie odpowiedział na pytanie Ginewry, zamiast tego unosząc wysoko różdżkę i wzmacniając lumos, by blask padł na najbliższą okolicę. Choć było ciemno, Fiona nawet poruszając się bardzo szybko nie miałaby gdzie uciec - najbliższe krzewy i drzewa znajdowały się dobre kilkanaście metrów od nich. W pobliżu był kamienny murek, owszem, ale zbyt niski, aby nawet dziecko mogło znaleźć za nim schronienie.
Shafiq przykucnął i przez chwilę przypatrywał się ziemi. Nie dostrzegł na niej żadnych śladów, poza tymi, jakie zostawiły ich buty. Czy to o czymś świadczyło? Sam nie miał pewności. Nie był w końcu tropicielem, a dziewczynka była niska, drobna, na pewno lekka, obuta w trzewiki, które niekoniecznie zostawiłyby ślady na ścieżce, skoro ostatnio nie padało. A jednak stała tu przez chwilę, czy w tym miejscu ziemia nie powinna zostać naznaczona przez jej stopy?
Nie zaskoczyło go to chyba tak mocno, jak powinno. Nie był człowiekiem, którego zdziwić było łatwo, a długie lata spędzone najpierw w Peru, później w Egipcie, często na obszarach pełnych starożytnych miejsc pochówku, już dawno nauczyły go, że są na tym niebie i ziemi miejsca, o których nie śniło się czarodziejom. A jednak... zetknięcie się z taką dziwnością odrobinę wytrącało z równowagi.
Nie wyglądała na ducha. Ale ile Cathal Shafiq tak naprawdę wiedział o Limbo, drugiej stronie i udręczonych duszach?
- Dwór Cape spoczywa w ruinie od setek lat - powiedział Cathal cicho. Nie patrzył jednak wciąż na Ginewrę, rozglądał się zamiast tego, jakby spodziewał się, że zaraz dojrzy w pobliżu Fionę lub... coś innego. - Byłem tam kiedyś. To musiało być piękne miejsce, ale minimum trzysta czy czterysta lat temu. Dziedziniec wciąż robi ogromne wrażenie, po wznoszącym się tam niegdyś zamku pozostały głównie zgliszcza. Rodzina, która tam mieszkała, była bez wątpienia czarodziejska, prawdopodobnie nawet czystej krwi... Ale jeśli w Wielkiej Brytanii pozostał chociaż jeden przedstawiciel tego rodu, to nigdy o nim nie słyszałem.
Podniósł się wreszcie i opuścił różdżkę, wciąż płonącą światłem zaklęcia.
- Myślę, że dziś powinniśmy zrezygnować ze zwiedzania cmentarza.