14.11.2023, 10:26 ✶
Rolph nie widział, że Trix czaruje. Gdyby widział, zapewne odskoczyłby w bok, tak na wszelki wypadek. Nie dlatego, że nie ufał skuteczności zaklęć Bellatrix - ale właśnie dlatego, że wiedział że były skuteczne. Jeżeli cisnęłaby jednym ze swoich ulubionych czarów, a on znalazłby się na drodze… To wolał nie myśleć, jak to by się skończyło.
Ktoś próbował zatrzymać uciekającego - krzyki i szamotanina oraz pościg skutecznie przykuwały uwagę. Niektórzy starali się pomóc, ale złodziej był zbyt szybki. Dopadł za róg i zniknął parze z oczu: i chociaż to zniknięcie trwało zaledwie kilka sekund, to gdy zdyszany Rodolphus i Bellatrix wpadli w alejkę, to złodzieja już nie było.
Alejka była alejką ze ślepym zaułkiem, ale wieloma drzwiami w budynkach po obu stronach. Szybkie rozeznanie się w terenie i już wiedzieli, że to były tyły sklepów, przez które wyrzucano śmieci lub przyjmowano dostawy. Było tu nad wyraz czysto, nie śmierdziało, ale i nie było zbyt wielu miejsc, gdzie uciekinier mógłby się ukryć. Żadnych większych śmietników czy worków oraz skrzyń. Musiał zwiać.
- Albo górą, albo którymiś drzwiami - Rolph musiał uspokoić oddech. Nie należał do niewysportowanych osób, ale sprint w tłumie był obciążający dla kogoś, kto nie był sportowcem. Podszedł do pierwszych drzwi i nacisnął klamkę. Zamknięte. - Zapamiętałaś, jak wyglądał?
Lestrange zerknął z ukosa na narzeczoną. Może jeszcze go złapią. A wtedy nie chciałby być w jego skórze. Szarpnął za kolejną klamkę i znowu pudło. Mieli jeszcze z sześć par drzwi do sprawdzenia.
Ktoś próbował zatrzymać uciekającego - krzyki i szamotanina oraz pościg skutecznie przykuwały uwagę. Niektórzy starali się pomóc, ale złodziej był zbyt szybki. Dopadł za róg i zniknął parze z oczu: i chociaż to zniknięcie trwało zaledwie kilka sekund, to gdy zdyszany Rodolphus i Bellatrix wpadli w alejkę, to złodzieja już nie było.
Alejka była alejką ze ślepym zaułkiem, ale wieloma drzwiami w budynkach po obu stronach. Szybkie rozeznanie się w terenie i już wiedzieli, że to były tyły sklepów, przez które wyrzucano śmieci lub przyjmowano dostawy. Było tu nad wyraz czysto, nie śmierdziało, ale i nie było zbyt wielu miejsc, gdzie uciekinier mógłby się ukryć. Żadnych większych śmietników czy worków oraz skrzyń. Musiał zwiać.
- Albo górą, albo którymiś drzwiami - Rolph musiał uspokoić oddech. Nie należał do niewysportowanych osób, ale sprint w tłumie był obciążający dla kogoś, kto nie był sportowcem. Podszedł do pierwszych drzwi i nacisnął klamkę. Zamknięte. - Zapamiętałaś, jak wyglądał?
Lestrange zerknął z ukosa na narzeczoną. Może jeszcze go złapią. A wtedy nie chciałby być w jego skórze. Szarpnął za kolejną klamkę i znowu pudło. Mieli jeszcze z sześć par drzwi do sprawdzenia.