Nie był to ich szczęśliwy dzień. Zdecydowanie. Bella próbowała wyczarować zaklęcie, ale jej nie wyszło. Nie miała pojęcia, czy było to spowodowane tłumem, który znajdował się wokół, czy jej rozkojarzeniem. Była zirytowana, na siebie i na tego typa, co to postanowił akurat jej ukraść sakiewkę. Nie znosiła, kiedy jej się nie udawało. Wkurzyła się, a panna Black nie należała do osób, które szybko się uspokajały. Miała chęć rozszarpać tego kieszonkowca. Tylko musiała go najpierw złapać w swoje ręce, co jak się okazało wcale nie było takim łatwym zadaniem.
Przechodnie próbowali im pomóc, tyle, że im również się to nie udało. Facet był sprytny, wymykał się wszystkim, którzy próbowali go złapać.
Udało im się dotrzeć do alejki. Okazało się jednak, że była ona pusta. - Nosz na brodę Merlina. - Krzyknęła w eter, aby nieco rozładować swoje negatywne emocje. - Co za typ. - Rozejrzała się po miejscu, w którym się znaleźli. Nie miał się za bardzo gdzie tutaj schować. Nie było to miejsce, w którym znajdowały się jakiekolwiek kryjówki.
- Nie zapamiętałam, nie widziałam nic poza jego plecami. - Była rozkojarzona i zupełnie nie zwróciła uwagi na wygląd tego typa. Nacisnęła klamkę od drzwi, które znajdowały się najbliżej niej. Powoli chyba zaczynała się godzić z tym, że mu się upiecze, chociaż bardzo tego nie chciała. Policzki miała rumiane od biegu, zresztą nadal jej oddech był przyspieszony, taka przebieżka nie była jej ulubioną formą spędzania wolnego czasu. - Chyba go nie znajdziemy. - Powiedziała jeszcze z rozczarowaniem w głosie.