14.11.2023, 11:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2023, 11:19 przez Rodolphus Lestrange.)
Bellatrix zaczynała się denerwować. A gdy ona była zła, to całe otoczenie wokół niej było w niebezpieczeństwie. Co prawda Rolph nie obawiał się jej gniewu, ale miał kilka powodów, by wyciągnąć teraz różdżkę. Po pierwsze: nie lubił, gdy Trix była zła. Kochał ją i wolał, gdy była zadowolona. Po drugie: sam się wkurzył i to nieziemsko. Ktoś w biały dzień okradł jego narzeczoną, przywłaszczył sobie coś, co nie było jego. Tu nie chodziło o pieniądze, bo oboje pochodzili z szanowanych i bogatych rodzin. Tu chodziło o pewne zasady. Nawet jeśli miałoby to być kilka sykli, to złodziejowi należało obciąć rękę.
Rodolphus machnął od niechcenia różdżką, szepcząc zaklęcie ujawniające obecność ludzi w najbliższym otoczeniu. Zaklęcie to zwykle przywoływało tajemniczy znacznik, który wskazywał mu obecność ciał w pobliżu. Tak chciał zrobić i tym razem, a potem udać się w stronę najbliższego znacznika. Oby tylko mężczyzna go nie wyczuł, bo z tego co Rolph zdążył się przekonać na własnej skórze - osoba poszukiwana miała wrażenie, jakby coś na nią… Ją opływało.
I te wysiłki spełzły na niczym. Lestrange warknął i machnął różdżką, jakby chciał jej przypomnieć, kto tu rządzi. On, nie ona.
- Na to wygląda. Musiał wejść za któreś drzwi i uciec inną drogą - na wszelki wypadek jeszcze podszedł do ściany i jej dotknął. Zwykła, normalna alejka. Wszystkie drzwi też były zamknięte. Rolph spojrzał na Bellatrix z ukosa. - Możemy przejść od frontu do każdego sklepu, ale pewnie już dawno go tu nie ma. Skoro drzwi są zamknięte od środka, to musiał być klucz w zamku. Miał szczęście.
Westchnął. Spojrzał na Trixie z lekką obawą, jak zareaguje, gotowy w każdej chwili uniknąć słupa ognia, gdy Bellatrix spróbuje podpalić alejkę w wyrazie gniewu. Czasem potrafiła być bardzo nieprzewidywalna.
- Zapłacę, nie martw się. A może po drodze na niego wpadniemy? - i urżniemy rękę przy samej dupie, chciałoby się dopowiedzieć.
Rodolphus machnął od niechcenia różdżką, szepcząc zaklęcie ujawniające obecność ludzi w najbliższym otoczeniu. Zaklęcie to zwykle przywoływało tajemniczy znacznik, który wskazywał mu obecność ciał w pobliżu. Tak chciał zrobić i tym razem, a potem udać się w stronę najbliższego znacznika. Oby tylko mężczyzna go nie wyczuł, bo z tego co Rolph zdążył się przekonać na własnej skórze - osoba poszukiwana miała wrażenie, jakby coś na nią… Ją opływało.
Rzut N 1d100 - 15
Akcja nieudana
Akcja nieudana
I te wysiłki spełzły na niczym. Lestrange warknął i machnął różdżką, jakby chciał jej przypomnieć, kto tu rządzi. On, nie ona.
- Na to wygląda. Musiał wejść za któreś drzwi i uciec inną drogą - na wszelki wypadek jeszcze podszedł do ściany i jej dotknął. Zwykła, normalna alejka. Wszystkie drzwi też były zamknięte. Rolph spojrzał na Bellatrix z ukosa. - Możemy przejść od frontu do każdego sklepu, ale pewnie już dawno go tu nie ma. Skoro drzwi są zamknięte od środka, to musiał być klucz w zamku. Miał szczęście.
Westchnął. Spojrzał na Trixie z lekką obawą, jak zareaguje, gotowy w każdej chwili uniknąć słupa ognia, gdy Bellatrix spróbuje podpalić alejkę w wyrazie gniewu. Czasem potrafiła być bardzo nieprzewidywalna.
- Zapłacę, nie martw się. A może po drodze na niego wpadniemy? - i urżniemy rękę przy samej dupie, chciałoby się dopowiedzieć.