• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty

[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#8
14.11.2023, 15:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2023, 16:08 przez Alexander Mulciber.)  
Dlaczego, dlaczego, wiecznie to „dlaczego”…

– Przecież wiesz – odpowiedział zdecydowanie Axel. – Jestem twoim przeznaczeniem – wymamrotał z niemalże łobuzerskim uśmiechem, który gościł na jego twarzy zawsze, kiedy używał przy niej swojego pierwszego języka. To był ich stary żart, i choć Mulciber nie zwykł żartować z przeznaczenia, lubił przywoływać echo wróżby, jaką kiedyś oboje otrzymali. Jego poczucie humoru zwykle ograniczało się do powiedzenia Bo miałem o tym wizję, kiedy ktoś pytał go o powody głupich decyzji życiowych; najśmieszniejsze, że zwykle było to najprawdziwsza prawda. – A może po prostu dbam o twoją reputację? – dodał, z jakąś zawadiacką nutą w głosie. – Może wreszcie znalazłem coś, co chciałabym posiadać na własność? – Obsesja Alexandra na punkcie Loretty była niemal tak silna jak na punkcie jego własnej niezależności. – Może dzięki tobie zacząłem bardziej dbać o swój wizerunek, a co wygładziłoby go lepiej niż piękna kobieta u mojego boku? – uśmiechał się dalej; nie było sensu być nadmiernie poważnym, kiedy była już lekko wstawiona, i jedynym, o czym myślała, była zapewne sypialnia. A jednak…

– Boisz się, że... – Teraz to on zmarszczył brwi, jak gdyby nie rozumiał znaczenia użytych przez ukochaną słów. Kolejna z jej fanaberii? – To prawda, Loretto? To dlatego przyjęłaś jego oświadczyny, a nie moje? Tak? – Pytanie, które od jakiegoś czasu powracało niemal przy każdym ich spotkaniu: czasem jako wrzask pełen pretensji, czasem tylko jako sińce na ciele Loretty i zadrapania po jej paznokciach na jego ramionach; a czasem zaś po prostu trwało zawieszone między nimi jak niemy wyrzut. Dlaczego, pytał wtedy, ale chyba nie myślał wtedy nawet o Leandrze – chociaż to na nim ostatnimi czasy skupiała się cała zazdrość Alexa – myślał o tych wszystkich mężczyznach, którzy przewinęli się przez jej życie; którzy zgłaszali pretensje do jej ciała, do jej serca… Pogardzał nimi, że brali resztki po innym, ale choć mogło się to wydać absurdalne, nigdy nie był w stanie pogardzać w ten sam sposób samą Lorettą. On wracał do niej zza morza i z głębin uzależnienia, ona – z cudzych objęć. Przestał pytać: po prostu szli do łóżka. Ale od kiedy Lestrange oficjalnie oddała swoją rękę innemu, nie potrafili dojść do porozumienia tak, jak umieli najlepiej czyli napierdalając się w jakiejś morence.

Dlatego teraz próbował inaczej; teraz trzymał ją w ramionach i próbował rozmawiać, chociaż Loretta tak bezczelnie kłamała mu w twarz. Porzucić ją? Dobre sobie… – Odpowiedz, śmiało. Tylko bądź szczera. Bo w to nie mogę uwierzyć. – doprecyzował jeszcze, starając się nie wchodzić na ten chłodny, nieemocjonalny ton, którego tak nienawidziła, a który był już chyba ustawieniem fabrycznym jestestwa Mulcibera. – Boisz się, że cię porzucę? – Tak cholernie łatwo było nim czasem manipulować, i był tego świadomy; nie potrafił ukryć, że działał na niego jej słodki ton. Ale i on był nie lepszy. Jeżeli ktoś potrafił grać na emocjach równie dobrze, co ukochana kobieta, był to typowy wysoko funkcjonujący narkoman z arsenałem wymówek równie potężnym, co dręczący go głód. – Och, nie bądź niemądra. – Axel ślizgał się na cienkiej granicy między czułością, a protekcjonalnością. – Robiłem to tyle razy, ale za każdym razem wracałem, do ciebie. Nie widzisz tego? Nie mogę- nie chcę się od ciebie uwolnić. – W końcu z nią potrafił być aż do porzygu czuły; tak cierpliwy, jak z nikim innym.
– A może to mnie się boisz? – pozwolił wybrzmieć tej myśli, kiedy delikatnie sunął ręką po jej ciele. Nie wierzył, że Lorettę mógł znudzić jego prymitywny popęd. Zbyt słodko drżała pod jego dłońmi. Ale bywała czasem tak krucha… A Mulciber ostatnimi czasy zbyt często tkwił na skraju. – Wiem, że ostatnio było nam ciężko. Ale próbuję, naprawdę – przyrzekał jej między czułościami. – Wiesz to. Wiesz, że potrafię być dla ciebie dobry. Naprawdę tego chcę.

Była jedyną, która całowała go łapczywie, nieważne, czy śmierdział jak bimbrownia, nieważne, jak nisko upadał. Jaka kobieta zniosłaby coś takiego? Może poza Dianą, ale ona była jak siostra, której nigdy nie miał, i pragnął uchronić przed pogrążeniem się tak jak on, bo była dobra, chociaż sama o tym nie pamiętała. Z Lorettą, oprócz miłości, łączyła go nienawiść tych wściekle bolesnych chwil, ból, jaki sobie zadawali – z Lorettą pragnął spadać, i pogrążyć się w najgłębszych czeluściach piekielnych, tam, gdzie mieliby tylko siebie, i nikogo innego.

Poszłabym za tobą wszędzie… – jej słowa jak echo odbijały się w głowie Mulcibera. Na dno piekieł – tak, do ołtarza? – nie. Zastanawiał się, czy to wszystko nie jest dla niej jakimś chorym performance’m; kolejną rolą, jaką odgrywała w ich małym, dramatycznym teatrzyku. Ona była reżyserem tego przedstawienia, inni ludzie – kukiełkami zaledwie, grającymi pod jej komando; a on – kim był Axel? Upiorem nawiedzającym puste zgłoski między kwestiami aktorów, fatum prześladującym bohaterów? Reflektorem oświetlającym primadonnę? Nie chciał wiedzieć. Nie chciał grać.

Poszłabym za tobą wszędzie… Wiedział, że to nieprawda. Że Loretta nigdy nie porzuciłaby dla niego życia, jakie przyzwyczajona była wieść. Chyba nawet nie chciałby, żeby to robiła. Lubił w niej to, czego sam nie potrafił zrozumieć; przywiązania do tych wszystkich nietrwałych drobiazgów, które nie pozwalają ci być wolnym, które trzymają cię w jednym miejscu, i nie pozwalają odejść: do niedorzecznych filiżanek, do starych mebli; do wysublimowanych obrazów i jej ładnej bielizny. Loretta myślała, że chce ją zamknąć w „złotej klatce”, ale przecież całe życie w takiej żyła… A Axel lubił w niej to, że sama się dusiła się w tym przepychu: że w złości roztrzaskiwała zastawę, innym razem kochała się z nim oparta o jakiś niedorzecznie drogi stół, którym wcześniej chwaliła się, że „to antyk”, że niszczyła swoje prace, kiedy te jej nie zadowalały, że teraz była kompletnie naga. A jednak, mieli diametralnie różne oczekiwania od tego świata. Oboje chcieli być ze sobą na własnych warunkach. Nie poszłaby za nim wszędzie, kłamała.
I co z tego.
– Wiem - odpowiedział więc tylko, a jego głos przesycony był czułością. Nic innego się nie liczyło, poza jednym. – Kocham cię. – Rzadko jej to mówił. Ale przynajmniej nie kłamał.

Czasem jego miłość do Loretty była niemal czysta, niemal delikatna… Zwykle wtedy, kiedy był w heroinowym ciągu, zbyt silnie naćpany, by w ogóle kontaktować z rzeczywistością, zbyt zdesyntyzowany, by czuć cokolwiek, choć jej perfumy łaskotały go w nos; noddował w ich łóżku, otulony analgetyczną przyjemnością i zapachem jej perfum. Wtedy kochał ją najbardziej – kiedy mimo wszystko leżała obok niego, trzymając go za rękę – kiedy trzymało ją przy nim coś bardziej pierwotnego od pożądania; jakieś chore przywiązanie, które nie pozwalało jej odejść.

Więc postanowione. Teraz, dzisiaj; w nocy, po kryjomu. Nie dbał o to. Loretta wpatrywała się w niego jak w obrazek, ale on myślami powędrował daleko, szukając rozwiązania. Miał pewien pomysł. Nagle zrozumiał, dlaczego jego myśli – bardziej niż zwykle – krążyły dookoła alkoholu. Axel nigdy nie był religijny, a instytucji małżeństwa również specjalnie nie cenił – na jego usprawiedliwienie, nigdy nie miał w swoim otoczeniu przykład dobrej, kochającej się pary – ale szanował tradycje rodziny swojej matki, i utrzymywał bliskie kontakty z wieloma Romami, których spotykał w trakcie swoich podróży. Jego zapijaczony umysł uchwycił się jednego imienia… Miał tylko nadzieję, że stary Cygan, szaman Shango dalej łajdaczył się gdzieś na wrzosowiskach Yorkshire i był na tyle przytomny, by móc udzielić im ślubu.
– Jesteś już cała w winie, ale będziemy potrzebowali kolejnej butelki. Albo dwóch. Skoro chcesz teraz, będzie teraz. Idziemy. – szeptał gorączkowo. – I ubierz się, do cholery. Rozpraszasz mnie, Lorrie.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (7277), Loretta Lestrange (7561)




Wiadomości w tym wątku
[14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 15.10.2023, 22:16
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 22.10.2023, 22:01
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 23.10.2023, 18:53
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 09.11.2023, 08:24
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 09.11.2023, 21:41
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 11.11.2023, 21:00
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 11.11.2023, 22:28
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 14.11.2023, 15:54
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 14.11.2023, 16:58
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 17.11.2023, 13:38
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 17.11.2023, 19:04
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 20.11.2023, 11:16
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 23.11.2023, 18:59
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Alexander Mulciber - 29.11.2023, 13:24
RE: [14 lutego 1972] Loretta i Alexander / Mieszkanie Loretty - przez Loretta Lestrange - 30.11.2023, 19:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa