14.11.2023, 21:26 ✶
Kto wie? Może bym się bardziej otworzył, nawet na to uśmiechnął czule, bo przecież nie byłem jakimś mrukiem, a z kimś mądrym to nawet mądrze porozmawiać, no nie? I choć to był temat tabu, temat zakazany publicznie, to może wyznałbym jej piękno swych uczuć, które kierowałem do Otto, młodszego z jej braci, opowiedziałbym o moich marzeniach i planach, coś więcej też o sobie bym dodał, żeby się zaprezentować z dobrej strony, aczkolwiek wszelkie nadzieje na podobne pogawędki prysły, kiedy postanowiła poderwać się z łoża i rzucić do drzwi jak ta przerażona łania. Ja rozumiałem, że to nie jakieś codzienne zdarzenie być porwanym, ale żeby uciekać i to na statku, gdzie kompletnie nikogo nie znała...? Na środku morza? Powiedzmy, że być może w epicentrum sztormu?
Ja też nikogo tu nie znałem, poza kapitanem i jego ziomeczkiem z załogi, który załatwił mi ten rejs właściwie, ale nie zamierzałem ani jednemu, ani drugiemu robić jakichś tu problemów, bo panna Degenhardt chce sobie pobiegać i powrzeszczeć po statku, bo została porwana i chce wrócić do Szwecji. Ani mi się to śniło.
Odrzuciłem manierkę na łóżko i dobyłem różdżkę by zaklęciem podłym bardzo rozgrzać klamkę niemalże do czerwoności. Kiedy tylko Persephona dotknęła jej by otworzyć drzwi kajuty, spotkała ją bardzo nieprzyjemna niespodzianka, która - kto wie - miała pozostawić zabliźnioną pamiątkę do końca życia. Zależało wszystko od tego, jak bardzo łapczywie chwyciła te drzwi. Nie chciałem być brutalem, ale skoro zamierzała ze mną pogrywać, to powinna wiedzieć, na jakim poziomie było moje chamstwo.
Wcisnąłem od razu różdżkę do kiszeni by kilkoma wielkimi krokami pokonać dzielącą nas odległość. Byłem wysoki, miałem długie nogi, więc może nawet nie zdążyła się odwrócić. Szczerze? Było mi w tej chwili wszystko jedno, czy złapię ją od tyłu, czy od przodu. Bądź co bądź, wyrwałem ją spod drzwi niczym chwast i cisnąłem z powrotem na łóżko, nie dbając o to, czy manierka jej palnie w głowę, czy może będzie miała fart i ominie jej niewygodną, twardą fakturę. Potrzebny był efekt srogiego zaskoczenia. Myślę nieskromnie, że mi się udało.
Wyciągnąłem w jej stronę każącego palucha z ekstremalną, morderczą groźbą w oczach. Wcześniej to ja byłem uroczym króliczkiem, a teraz samym bogiem zemsty. Byłem samą jebaną Nemezis, jeśli bawiliśmy się w boskie przezwiska.
- SIEDZISZ NA TYM ŁÓŻKU, PÓKI NIE POZWOLĘ CI Z NIEGO ZEJŚĆ! ZROZUMIANO!? - zagrzmiałem niemożebnie wkurwiony. Jeszcze tego brakowało by mi humor psuła, kiedy byłem zadowolony tak bardzo ze swojego planu B. Wkurwienie Otto stało się dla mnie większym osiągnięciem niż spędzenie z nim wakacji, szczególnie że szlajał się po mieście, nikt nie wiedział gdzie i, kto wie, może kogoś miał...? A tak się nie poniżałem przed jego szanownym majestatem, tylko porywałem jego małą księżniczkę, i jego przyszła furia, cóż, była mi lekiem na wszelkie niedogodności. Chciałem by cierpiał gnój jeden jak ja cierpiałem przez tęsknotę za nim, przez olanie mnie nie powiem czym. Teraz też cierpiałem.
- A teraz słuchaj, Persephono, bo nie będę powtarzał. Będziesz cichą, jebaną kurwa, szarą myszą albo opowiem Otto, jak to się ze mną świetnie bawiłaś, barwiąc wszystko bezczelnie, a ładne epitety na tę okazję znam... Taaak. Persephonka była taaakaaa wolna, taka ciekawska, uśmiechnięta, beztroska... Twarz odwracała do jebanego słońca z westchnieniem ulgi na swym bladym licuuu... SKUP SIĘ! ROZUMIESZ, CO MAM NA MYŚLI?! - przedstawiłem jej swoją wizję i dopytałem, czy wsiąknęło do tego jej przerażonego umysłu, bo ewidentnie jej się głowa wyłączała od nadmiaru informacji. Pstryknąłem jej palcami przed oczami centralnie. Trochę się niecierpliwiłem. Trochę.
- Powtórz, co powiedziałem. Chcę słyszeć, jaka jesteś grzeczna - nie poprosiłem, tylko rozkazałem. A mogło być tak pięknie... Mogliśmy jeść wspólnie obiady, zwiedzić Big Bena, jeść ciastka z kremem w przypadkowych kawiarniach. Albo robić wspólne zakupy w szemranych, nokturnowych sklepach. Może razem kogoś podręczyć albo nawet zabić, ale w takim wypadku... Cóż, to ja będę dręczył, a ona będzie się trzęsła jak osika. Tak.
I, cholera jedna, teraz to ja potrzebowałem planu jak jej wcisnąć eliksir usypiający, kiedy będziemy dobijać do brzegu. Ale teraz nie miałem do tego głowy.
Ja też nikogo tu nie znałem, poza kapitanem i jego ziomeczkiem z załogi, który załatwił mi ten rejs właściwie, ale nie zamierzałem ani jednemu, ani drugiemu robić jakichś tu problemów, bo panna Degenhardt chce sobie pobiegać i powrzeszczeć po statku, bo została porwana i chce wrócić do Szwecji. Ani mi się to śniło.
Odrzuciłem manierkę na łóżko i dobyłem różdżkę by zaklęciem podłym bardzo rozgrzać klamkę niemalże do czerwoności. Kiedy tylko Persephona dotknęła jej by otworzyć drzwi kajuty, spotkała ją bardzo nieprzyjemna niespodzianka, która - kto wie - miała pozostawić zabliźnioną pamiątkę do końca życia. Zależało wszystko od tego, jak bardzo łapczywie chwyciła te drzwi. Nie chciałem być brutalem, ale skoro zamierzała ze mną pogrywać, to powinna wiedzieć, na jakim poziomie było moje chamstwo.
Wcisnąłem od razu różdżkę do kiszeni by kilkoma wielkimi krokami pokonać dzielącą nas odległość. Byłem wysoki, miałem długie nogi, więc może nawet nie zdążyła się odwrócić. Szczerze? Było mi w tej chwili wszystko jedno, czy złapię ją od tyłu, czy od przodu. Bądź co bądź, wyrwałem ją spod drzwi niczym chwast i cisnąłem z powrotem na łóżko, nie dbając o to, czy manierka jej palnie w głowę, czy może będzie miała fart i ominie jej niewygodną, twardą fakturę. Potrzebny był efekt srogiego zaskoczenia. Myślę nieskromnie, że mi się udało.
Wyciągnąłem w jej stronę każącego palucha z ekstremalną, morderczą groźbą w oczach. Wcześniej to ja byłem uroczym króliczkiem, a teraz samym bogiem zemsty. Byłem samą jebaną Nemezis, jeśli bawiliśmy się w boskie przezwiska.
- SIEDZISZ NA TYM ŁÓŻKU, PÓKI NIE POZWOLĘ CI Z NIEGO ZEJŚĆ! ZROZUMIANO!? - zagrzmiałem niemożebnie wkurwiony. Jeszcze tego brakowało by mi humor psuła, kiedy byłem zadowolony tak bardzo ze swojego planu B. Wkurwienie Otto stało się dla mnie większym osiągnięciem niż spędzenie z nim wakacji, szczególnie że szlajał się po mieście, nikt nie wiedział gdzie i, kto wie, może kogoś miał...? A tak się nie poniżałem przed jego szanownym majestatem, tylko porywałem jego małą księżniczkę, i jego przyszła furia, cóż, była mi lekiem na wszelkie niedogodności. Chciałem by cierpiał gnój jeden jak ja cierpiałem przez tęsknotę za nim, przez olanie mnie nie powiem czym. Teraz też cierpiałem.
- A teraz słuchaj, Persephono, bo nie będę powtarzał. Będziesz cichą, jebaną kurwa, szarą myszą albo opowiem Otto, jak to się ze mną świetnie bawiłaś, barwiąc wszystko bezczelnie, a ładne epitety na tę okazję znam... Taaak. Persephonka była taaakaaa wolna, taka ciekawska, uśmiechnięta, beztroska... Twarz odwracała do jebanego słońca z westchnieniem ulgi na swym bladym licuuu... SKUP SIĘ! ROZUMIESZ, CO MAM NA MYŚLI?! - przedstawiłem jej swoją wizję i dopytałem, czy wsiąknęło do tego jej przerażonego umysłu, bo ewidentnie jej się głowa wyłączała od nadmiaru informacji. Pstryknąłem jej palcami przed oczami centralnie. Trochę się niecierpliwiłem. Trochę.
- Powtórz, co powiedziałem. Chcę słyszeć, jaka jesteś grzeczna - nie poprosiłem, tylko rozkazałem. A mogło być tak pięknie... Mogliśmy jeść wspólnie obiady, zwiedzić Big Bena, jeść ciastka z kremem w przypadkowych kawiarniach. Albo robić wspólne zakupy w szemranych, nokturnowych sklepach. Może razem kogoś podręczyć albo nawet zabić, ale w takim wypadku... Cóż, to ja będę dręczył, a ona będzie się trzęsła jak osika. Tak.
I, cholera jedna, teraz to ja potrzebowałem planu jak jej wcisnąć eliksir usypiający, kiedy będziemy dobijać do brzegu. Ale teraz nie miałem do tego głowy.