Heather uważnie wsłuchiwała się w to, co mówił Cameron. Wszystko, jakby zaczęło nabierać sensu. - Masz rację, możemy robić, co nam się tylko podoba. Weźmy kiedyś ten ślub, a jeśli nie ślub to chociaż wyprawmy sobie wesele.- Impreza wydawała się być jej najważniejszym elementem tego przedsięwzięcia. Dosadny ton Lupina spowodował, że uznała to za naprawdę wyśmienity pomysł.
- Skoro woli typów, to dlaczego ja zaczęłam ją ujeżdżać, nie mogliście wpaść na to wcześniej?- Odparła oburzona. Mądrzy to oni byli po fakcie, zresztą jak zawsze. Dlaczego ona w tej trójce szła na pierwszy ogień? Nie umiała sobie tego wytłumaczyć. Tak już po prostu musiało być, wszechświat tak chciał, czy coś. Także walczyła nadal dzielnie z tym ogromnym ptakiem, kiedy oni sobie dochodzili do wniosku, że gęsi wolą chłopców. Ten cholerny ptak jeszcze się zaśmiał! Heather zaczynała się coraz bardziej irytować, a jej towarzysze powinni wiedzieć, co to znaczy.
- Co zawsze robię? Nigdy jeszcze nie obsługiwałam takiego ptaka, nie znam się na takich z piórami.- Czuła, że zaczyna tracić panowanie nad sytuacją. Bardzo nie lubiła tego uczucia. Charlie próbował mocniej przycisnąć gęś, jednak nic to nie dawało. Wood wydawała dziwne dźwięki, a Rookwood jej wtórował. Gdyby ktoś z boku na to spojrzał, pomyślałby, że do reszty zwariowali.
- AAAAA, jak szyć, kurwa ujebała Ci rękę! - Heather może trochę za bardzo panikowała, jednak miała wrażenie, że Cameron został bez jednej z kończyn, trochę ją to wszystko zaczęło przerastać. - Musimy ją zniszczyć, zanim ona zniszczy nas!- Tym bardziej, że jeden z nich już został wykluczony z walki, zostało ich dwoje. Dwoje potężnych wojowników, kontra gęś predator. Zapewne jutro będzie żałowała tego wszystkiego, chociaż pewnie nie. Wood nie miała za grosz poczucia wstydu, czy wyrzutów sumienia.
Zaczęły ją wypełniać negatywne emocje, czuła strach, stres, chyba klątwa zaczynała się o nią upominać. Czuła, że zbliża się ten moment, nad którym zupełnie nie panowała.
Akcja nieudana
Rzucam na klątwę żywiołów (kształtowanie)