14.11.2023, 22:45 ✶
Pomieszczenie było schludne, lecz puste, bez żadnych mebli. Kroki z chaty odbijały się w nim echem, Robert słyszał je wyraźnie. Jak się zbliżały w jego kierunku, a w końcu nagle zatrzymały. Mógłby przysiąc, że w tych odgłosach przebrzmiało niedowierzanie, a może to atmosfera zgęstniała i nagle rozprostowała się jak napięta sprężyna? Coś w głównej izbie stuknęło, a drzwi od pokoju - jedynego poza głównym - otworzyły się cicho. Chata wyglądała na starą, ruinę niemal, lecz mógł się domyślać, że to pozory. Inaczej zawiasy skrzypnęłyby złowrogo, a miękkie światło świec byłoby bardziej złowrogie. W gruncie rzeczy jednak ciepła aura i trzask płomieni w kominku sprawiały dość miłe wrażenie, na pewno milsze, gdyby wnętrze zostało jakkolwiek urządzone poza dwoma wielkimi stołami.
Mężczyzna, który stał za drzwiami, opuścił różdżkę. Wyglądał cholernie młodo - był jeszcze dzieckiem w jego oczach. Pociągła twarz była gładko ogolona lub w ogóle jeszcze nie doczekała się porządnego zarostu. Naprzeciwko ciemnych spodni i wełnianego, białego swetra, stała postać w koszuli białej jak śnieg, czarnej kamizeli i takoż samych spodniach. kontrastowały z bladą cerą, lecz pasowały do smolistych włosów, zaczesanych w tył. Oczy - one się wyróżniały. Były piekielnie jasne, w kolorze rozjaśnionej stali. Zimne i przenikliwe, lecz czaiła się w nich iskra niedowierzania. Oczy Rodolphusa rzadko kiedy były łatwe do zinterpretowania przez swoją nienaturalną barwę, lecz teraz nawet najznamienitszy aktor nie byłby w stanie ukryć prawdziwych emocji. Niedowierzania, szoku, podniecenia i fascynacji.
- Przybyłeś - jeszcze chwila i to miejsce spłonęłoby doszczętnie, a Robert zastałby zgliszcza. Ale zjawił się w ostatniej chwili, od niechcenia, znużony. Lestrange przełknął ślinę, pozwalając by ręka trzymająca różdżkę zawisła miękko wzdłuż biodra. Był wysoki i szczupły, bez cienia szaleństwa w swojej postawie, które nierzadko towarzyszyło zwolennikom postulatów czystej krwi. On, w przeciwieństwie do niektórych, utrzymywał fasadę pozorów i naukowego podejścia - był pomiędzy. Ale Robert wiedział, że było zgoła inaczej. Komuś o jego pozycji znalezienie prawdziwych informacji o poczynaniach młodego Lestrange'a było dziecinnie proste. Zwłaszcza że sporo mówiło się o tajemniczym pożarze w Dolinie Godryka, w którym zginęły dzieci i rodzice pochodzenia mugolskiego. I gdyby nie mroczny znak, pyszniący się na niebie, uznanoby to pewnie za wypadek.
Nie wyciągał ręki. Zamiast tego skłonił się lekko - jako młodszy wiekiem, stażem i pozycją. Odsunął się, by zaprosić Roberta do głównej izby, której centrum był stół przy klapie. To Robert musiał zadecydować, czy łączy ich na tyle, by zainicjować inne powitanie.
- Dlaczego teraz?
Mężczyzna, który stał za drzwiami, opuścił różdżkę. Wyglądał cholernie młodo - był jeszcze dzieckiem w jego oczach. Pociągła twarz była gładko ogolona lub w ogóle jeszcze nie doczekała się porządnego zarostu. Naprzeciwko ciemnych spodni i wełnianego, białego swetra, stała postać w koszuli białej jak śnieg, czarnej kamizeli i takoż samych spodniach. kontrastowały z bladą cerą, lecz pasowały do smolistych włosów, zaczesanych w tył. Oczy - one się wyróżniały. Były piekielnie jasne, w kolorze rozjaśnionej stali. Zimne i przenikliwe, lecz czaiła się w nich iskra niedowierzania. Oczy Rodolphusa rzadko kiedy były łatwe do zinterpretowania przez swoją nienaturalną barwę, lecz teraz nawet najznamienitszy aktor nie byłby w stanie ukryć prawdziwych emocji. Niedowierzania, szoku, podniecenia i fascynacji.
- Przybyłeś - jeszcze chwila i to miejsce spłonęłoby doszczętnie, a Robert zastałby zgliszcza. Ale zjawił się w ostatniej chwili, od niechcenia, znużony. Lestrange przełknął ślinę, pozwalając by ręka trzymająca różdżkę zawisła miękko wzdłuż biodra. Był wysoki i szczupły, bez cienia szaleństwa w swojej postawie, które nierzadko towarzyszyło zwolennikom postulatów czystej krwi. On, w przeciwieństwie do niektórych, utrzymywał fasadę pozorów i naukowego podejścia - był pomiędzy. Ale Robert wiedział, że było zgoła inaczej. Komuś o jego pozycji znalezienie prawdziwych informacji o poczynaniach młodego Lestrange'a było dziecinnie proste. Zwłaszcza że sporo mówiło się o tajemniczym pożarze w Dolinie Godryka, w którym zginęły dzieci i rodzice pochodzenia mugolskiego. I gdyby nie mroczny znak, pyszniący się na niebie, uznanoby to pewnie za wypadek.
Nie wyciągał ręki. Zamiast tego skłonił się lekko - jako młodszy wiekiem, stażem i pozycją. Odsunął się, by zaprosić Roberta do głównej izby, której centrum był stół przy klapie. To Robert musiał zadecydować, czy łączy ich na tyle, by zainicjować inne powitanie.
- Dlaczego teraz?