15.11.2023, 10:01 ✶
Komuś na górze musiało być bardzo żal Tristana, bo jego życzenie zostało wysłuchane. Regał z porcelaną runął wprost na Rolpha. Młody śmierciożerca nie miał innego wyjścia jak rzucić się do przodu, by uniknąć przygniecenia. Tristan mógł przemknąć obok niego, chociaż Mulciber skutecznie mu to utrudniał. Lestrange w tym czasie wyciągnął ręce przed siebie, by zamortyzować upadek, a potem przetoczył się po posadzce. Miał szczęście, że to nie było szkło. Szkło rozpryskiwało się w zupełnie inny sposób, bardziej chaotyczny i brutalny.
Lestrange już się podnosił, już chwytał wypuszczoną w ferworze upadku różdżkę, gdy Tristan krzyknął. Nie polubił jego głosu. Był donośny, spanikowany, barwę miał drażniącą, powodującą że mózg Rolpha wykrzywiał się z wściekłości. Zapewne gdyby spotkali się w innych okolicznościach, nie zwróciłby na to uwagi, ale teraz myślał tylko o tym, żeby podejść do Warda i wyrwać mu język gołymi rękami. Zanim jednak stanął z powrotem na nogi, zanim zacisnął palce na rękojeści różdżki, stojący u szczytu schodów Macmillan wprowadził kolejną nutę chaosu do tej i tak chaotycznej już scenerii. Rolph uśmiechnął się pod maską, ale nie ruszył ani o krok w stronę Warda. Wyciągnął dłoń bez różdżki w stronę Tristana, prawą ręką celując w niego tak na wszelki wypadek, gdyby aurorowi przyszły jakieś głupoty do głowy. Nie wiedział na ile rozumu miał mężczyzna i na ile się domyślał, jak skończy się całe to spotkanie. Serce podpowiadało mu, że wpadnie w pułapkę, ale mózg kazał być przygotowanym na wypadek, gdyby Tristan uznał, że nie ma nic do stracenia, bo tak czy siak jego rodzice zginą.
Zachęcająco poruszył dłonią, niemal czule, by ten oddał mu różdżkę. Chciał, żeby zrobił to sam - przyjemność z rozbrajania w takiej sytuacji była absolutnie żadna.
Lestrange już się podnosił, już chwytał wypuszczoną w ferworze upadku różdżkę, gdy Tristan krzyknął. Nie polubił jego głosu. Był donośny, spanikowany, barwę miał drażniącą, powodującą że mózg Rolpha wykrzywiał się z wściekłości. Zapewne gdyby spotkali się w innych okolicznościach, nie zwróciłby na to uwagi, ale teraz myślał tylko o tym, żeby podejść do Warda i wyrwać mu język gołymi rękami. Zanim jednak stanął z powrotem na nogi, zanim zacisnął palce na rękojeści różdżki, stojący u szczytu schodów Macmillan wprowadził kolejną nutę chaosu do tej i tak chaotycznej już scenerii. Rolph uśmiechnął się pod maską, ale nie ruszył ani o krok w stronę Warda. Wyciągnął dłoń bez różdżki w stronę Tristana, prawą ręką celując w niego tak na wszelki wypadek, gdyby aurorowi przyszły jakieś głupoty do głowy. Nie wiedział na ile rozumu miał mężczyzna i na ile się domyślał, jak skończy się całe to spotkanie. Serce podpowiadało mu, że wpadnie w pułapkę, ale mózg kazał być przygotowanym na wypadek, gdyby Tristan uznał, że nie ma nic do stracenia, bo tak czy siak jego rodzice zginą.
Zachęcająco poruszył dłonią, niemal czule, by ten oddał mu różdżkę. Chciał, żeby zrobił to sam - przyjemność z rozbrajania w takiej sytuacji była absolutnie żadna.