15.11.2023, 13:09 ✶
Kącik ust drgnął w czymś na kształt uśmiechu. Przywitania słowne nie należały do jego mocnych stron i nie zamierzał ćwiczyć na swoim wzorze niezręcznych powitań. Miał wrażenie, że patrzy teraz w lustro na starszą wersję siebie. Te same pragnienia, ten sam styl bycia, te samo zimne, wyprute z emocji spojrzenie. Różniły ich tylko lata doświadczenia - Rodolphus był tu na z góry przegranej pozycji i nawet nie próbował wmawiać sobie, że było inaczej. Nie był głupcem. Dlatego też wiedział, że z Robertem należy postępować ostrożnie. Poza tym czuł do niego ogromny szacunek, a to nie zdarzało się często. Owszem, nie słynął z niedoceniania ludzi, ale prawdziwy szacunek był czymś, na co trzeba było sobie zasłużyć. Robert był znany w środowisku zarówno Czarnego Pana, jak i Departamentu Tajemnic. Nie był postacią stricte pozytywną, ale Rodolphus wiedział, że szare postacie, prześlizgujące się między dobrem i złem, miały największe szanse na sukces. I to je należało podziwiać.
W uszach Rolpha był to komplement. Upór, konsekwencja - to cechy, które cenił. Podobnie jak ambicja, która była jedną z flagowych cech domu Slytherina, do którego trafił w Hogwarcie. Zaprosił gestem gościa, by ten wszedł głębiej, bo nie powinno się rozmawiać w progu, nawet jeśli to były dwa różne pokoje tego samego domu.
- Dziękuję - nie był niewdzięczny, potrafił docenić słowa, które zapewne niełatwo przechodziły niektórym przez gardło. - Wybacz, że nie mam czym cię powitać, Robercie. Nie spodziewałem się, że opowiesz na moje zaproszenie. Tym bardziej jestem wdzięczny, że przybyłeś, by jak mniemam zobaczyć finał badań?
Swój wzrok skierował na klapę w podłodze. Pod spodem było cicho, jakby nic tam nie było. Ale było. I nie coś, a ktoś. Nawet kilka par ktosiów. Jednak zaklęcie wygłuszające skutecznie blokowało wszelkie dźwięki z piwnicy, w której przetrzymywał swoje obiekty. Bo tak o nich myślał - jak o obiektach. Nie byli dla niego ludźmi tylko kolejnym kamieniem, który musi pokonać, by osiągnąć cel.
W uszach Rolpha był to komplement. Upór, konsekwencja - to cechy, które cenił. Podobnie jak ambicja, która była jedną z flagowych cech domu Slytherina, do którego trafił w Hogwarcie. Zaprosił gestem gościa, by ten wszedł głębiej, bo nie powinno się rozmawiać w progu, nawet jeśli to były dwa różne pokoje tego samego domu.
- Dziękuję - nie był niewdzięczny, potrafił docenić słowa, które zapewne niełatwo przechodziły niektórym przez gardło. - Wybacz, że nie mam czym cię powitać, Robercie. Nie spodziewałem się, że opowiesz na moje zaproszenie. Tym bardziej jestem wdzięczny, że przybyłeś, by jak mniemam zobaczyć finał badań?
Swój wzrok skierował na klapę w podłodze. Pod spodem było cicho, jakby nic tam nie było. Ale było. I nie coś, a ktoś. Nawet kilka par ktosiów. Jednak zaklęcie wygłuszające skutecznie blokowało wszelkie dźwięki z piwnicy, w której przetrzymywał swoje obiekty. Bo tak o nich myślał - jak o obiektach. Nie byli dla niego ludźmi tylko kolejnym kamieniem, który musi pokonać, by osiągnąć cel.