Najwyraźniej nie był to koniec. Myślała, że skoro Stanley, czy tam Stachu, jak zwał to zwał, Mucliber, czy Borgin, tutaj też miała problem, żeby do końca stwierdzić, jak się właściwie nazywa rozpoczął swoją pogawędkę, to wszyscy, którzy mieli się pojawić na miejscu już zaszczycili ich swoją obecnością. Zdziwiło ją więc to, że drzwi znowu się otworzyły i pojawił się ktoś jeszcze. Przeniosła spojrzenie na przybysza, aby zobaczyć kogo tu przywiało. Twarz wydawała jej się, jakaś znajoma. Zmrużyła oczy, żeby sobie przypomnieć. Musiał to być Hogwart, bo co innego. Leo O'Dwyer dodała sobie w myślach. Rok starszy od niej Puchon. Mugolak. Zbladła. - Szlama. - Rzuciła cicho, w eter, kto chciał zapewne mógł ją usłyszeć. Zdecydowanie słychać było, że chodziło jej o Leo, o to, że to on jest szlamą. Wpatrywała się w niego, ale jeszcze nie zareagowała. Powiedziała, co wiedziała. Ciekawe, czy komuś będzie to tak przeszkadzało, jak jej. Cóż, nie miała zamiaru zabijać go przy wszystkich, nie znała ich specjalnie, jednak jak stąd wyjdą, będzie mogła to zrobić. Dyksretnie, by nikt nie wiedział, że to ona. Czy byli tak zdesperowani, żeby współpracować z tymi plugawymi pomiotami? Naprawdę. Widać było na jej twarzy ogromne rozczarowanie. Ona nie zdecydowałaby się na taki krok, a może nie wiedzieli z kim mają doczynienia? Zapewne za parę groszy opowiedziałby wszystko, co tutaj widział.
Później było tylko gorzej. Drzwi otworzyły się ponownie, nie zdążyła więc za bardzo skomentować sytuacji związanej z pierwszym jegomościem. Przyćmiła to wizyta Murtagha, który nie zjawił się tutaj sam. Niestety. Przyprowadził ze sobą kurwy. Black westchnęła głośno, coraz bardziej rozczarowywało ją to, co tutaj zastała. Miały być tańce z Saurielem, a zostanie jej tylko uczucie zażenowania, które pewnie będzie jej towarzyszyło do końca dnia.
- Jaki wspaniałomyślny. - Mruknęła pod nosem, gdy usłyszała, że towarzystwo kurtyzan jest bezłpatne, kto by się spodziewał. Irytacja rosła, Bellatrix skrzyżowała ręce na piersi, kiedy obserwowała wszystkich obecnych. Nie miała do końca pojęcia, co tutaj robiła, z każdą minutą coraz bardziej upewniała się w tym, że nie jest to odopiednie miejsce dla kogoś o jej reputacji.
Black nie do końca skupiła się na tym, co mówili. Wyłączyła się zupełnie, bo istotniejsze dla niej było to, że znajdowała się wśród nich szlama. Jej oczy zaczęły błyszczeć, pojawiły się w nich kurwiki. Nie umiała się skupić na niczym innym, tylko na tej myśli. Zacisnęła mocno dłonie, tak, że poczuła iż paznokcie wbijają jej się w ich wnętrze. Nie był to dobry zwiastun. Musiała się uspokoić, bo jeszcze chwila, a za siebie nie ręczy. Nikt z tutaj obecnych nie mógł wiedzieć, jak mocno ze sobą walczyła.