15.11.2023, 14:06 ✶
Rodolphus zareagował odruchowo, gdy tylko Bella się cofnęła. Wyciągnął rękę przed kobietą tak, żeby odgrodzić ją od natrętnego sprzedawcy. Na młodej twarzy pojawił się grymas gniewu, coś czego zwykle nie pokazywał - zazwyczaj starał się nie pokazywać emocji, szczególnie przed obcymi. Czasem jednak powijała mu się noga i pokazywał swoją drugą naturę w najmniej oczekiwanych momentach. Szczególnie gdy dotyczyły one jego najbliższych.
- Dotknij jej, a stracisz ręce - syknął ostrzegawczo, mierząc Petera wzrokiem. Ten natomiast uniósł obie dłonie w obronnym geście, jakby pokazywał, że nie ma złych zamiarów.
- Racz wybaczyć, panienko. Nie mam złych zamiarów i żeby pokazać, że naprawdę mi przykro, wytropię tego niegodziwca za PÓŁ ceny! - uderzył się w pierś, jakby to miało nadać całej sytuacji większego patosu. - Chodźcie za mną, chodźcie.
Zamachał na parę, a sam się wycofał za ladę. Za kontuarem były drzwi, prowadzące na coś w rodzaju zaplecza. Nie była to jednak kanciapa, w której trzymano dokumenty. Pomieszczenie co prawda było niewielkie, w większości zajęte przez stół, zastawiony świecami, mapami i różnymi przyrządami, które bardziej pasowały do wróżbity niż kogoś... Pokroju Petera. Rodolphus jednak wyglądał na zadowolonego, chociaż zabrał rękę sprzed Bellatrix i delikatnie objął ją w pasie, jakby gotów był ją chronić, gdyby mężczyźnie znowu coś głupiego przyszło do głowy.
- Gdzie dokładnie to było? - zapytał Peter, siadając półdupkiem na stole. Wyciągnął ze stosu notatników jakiś zeszycik i zaczął go wertować. - Jak poznam rewir, dam wam nazwiska. Najlepiej by było, gdybym miał jeszcze jakąś charakterystyczną cechę wyglądu, bo niby trzymają się wszyscy map, ale wiecie, jak to jest... Trudno w tych czasach o uczciwego złodzieja.
Westchnął teatralnie, wznosząc oczy ku sklepieniu. Połowa męt po tej stronie Londynu zaopatrywała się u niego w przeróżne rzeczy, a w zamian za nie Peter zbierał też informacje. Informacje były potęgą, podobnie jak długi wdzięczności.
- Dotknij jej, a stracisz ręce - syknął ostrzegawczo, mierząc Petera wzrokiem. Ten natomiast uniósł obie dłonie w obronnym geście, jakby pokazywał, że nie ma złych zamiarów.
- Racz wybaczyć, panienko. Nie mam złych zamiarów i żeby pokazać, że naprawdę mi przykro, wytropię tego niegodziwca za PÓŁ ceny! - uderzył się w pierś, jakby to miało nadać całej sytuacji większego patosu. - Chodźcie za mną, chodźcie.
Zamachał na parę, a sam się wycofał za ladę. Za kontuarem były drzwi, prowadzące na coś w rodzaju zaplecza. Nie była to jednak kanciapa, w której trzymano dokumenty. Pomieszczenie co prawda było niewielkie, w większości zajęte przez stół, zastawiony świecami, mapami i różnymi przyrządami, które bardziej pasowały do wróżbity niż kogoś... Pokroju Petera. Rodolphus jednak wyglądał na zadowolonego, chociaż zabrał rękę sprzed Bellatrix i delikatnie objął ją w pasie, jakby gotów był ją chronić, gdyby mężczyźnie znowu coś głupiego przyszło do głowy.
- Gdzie dokładnie to było? - zapytał Peter, siadając półdupkiem na stole. Wyciągnął ze stosu notatników jakiś zeszycik i zaczął go wertować. - Jak poznam rewir, dam wam nazwiska. Najlepiej by było, gdybym miał jeszcze jakąś charakterystyczną cechę wyglądu, bo niby trzymają się wszyscy map, ale wiecie, jak to jest... Trudno w tych czasach o uczciwego złodzieja.
Westchnął teatralnie, wznosząc oczy ku sklepieniu. Połowa męt po tej stronie Londynu zaopatrywała się u niego w przeróżne rzeczy, a w zamian za nie Peter zbierał też informacje. Informacje były potęgą, podobnie jak długi wdzięczności.