15.11.2023, 22:17 ✶
Każdy miał swojego potwora, który potrzebował tylko odpowiednich okoliczności, aby się przebudzić. Nie istnieli ludzie dobrzy, tylko po prostu tacy, którzy nie mieli powodu wyjść ze strefy komfortu i miłych spojrzeń, które oferowało społeczeństwo dla tych uczynnych. Gdyby zapytać samego Tośka, nie nazwałby się osobą dobrą — raczej egoistyczną. Uśmiechnął się raz jeszcze, dostrzegając tę zmiane w tęczówkach człowieka, którego miał stąd wyprowadzić — trafiony, zatopiony.
- Ah, oczywiście, oczywiście. Koniecznie musimy porozmawiać! - przytaknął entuzjastycznie, skupiony już bardziej na młodym Borginie, niż na swojej ukochanej drużynie. A ta wcale nie była taka dobra, Lou i Atre lepiej latali na miotle, ale powstrzymał się od komentarza, przytakując i zapraszając go gestem ręki, aby za nim poszedł w stronę zejścia z trybun. Czy czuł, jakby prowadził biedną świnkę na egzekucję? Nie, lubił smak bekonu i było mu to absolutnie obojętne. Stanley potrzebował jego pomocy, nic innego nie miało znaczenia. Szedł więc za Kaidenem, trzymając dłonie w kieszeniach. - Nasza rozmowa nie może dłużej czekać, a w tym hałasie, doprawdy, nic bym nie usłyszał! O czym właściwie chciał Pan porozmawiać, Panie..?
- Dowie się Pan wszystkiego, jak tylko będziemy na dole, ledwo Pana tu słyszę i paskudnie na tej klatce śmierdzi. - odparł ze spokojem, mimowolnie wzruszając ramionami. Spojrzenie miał utkwione w czubkach swoich drogich trzewików, bo przecież szanowany komornik z Departamentu Skarbu Państwa nie mógł chodzić, jak fleja, mugol lub biedak. Zastukał palcami dłoni, które tkwiły ukryte w jego spodniach.
- Podoba się Panu dzisiejszy mecz?! Są niesamowici, prawda?
Wywrócił oczami, powstrzymując się od odpowiedzi, bo dotarli do umówionego miejsca, zostawiając schody i tłum za sobą. - Nie jest Pan fanem sportu? - odwrócił głowę w stronę Anthonyego, jednak ten jedynie wyprostował głowę i utkwił spojrzenie w dwóch sylwetkach, które wyróżniały się na tle konstrukcji. Dopiero po chwili chwycił spojrzenie mężczyzny.
- Niech Pan nie używa teleportacji, nie robi szumu. To poważna rozmowa. - rzucił tylko, pół żartem i pół serio, nie bardzo wiedząc, czy rozkaz rzucony w ten sposób faktycznie zadziała. - Ci Panowie bardzo chcieli Pana spotkać.
Przekręcił głowę na bok, uśmiechając się i wciąż trzymając ręce w kieszeniach, westchnął, przenosząc wzrok na swojego brata oraz przyjaciela i przytaknął, sugerując, że ich zabawka była gotowa i właściwie to wszyscy byli tak pochłonięci tym meczem, że nikt nie zauważył niczego podejrzanego.
- Ah, oczywiście, oczywiście. Koniecznie musimy porozmawiać! - przytaknął entuzjastycznie, skupiony już bardziej na młodym Borginie, niż na swojej ukochanej drużynie. A ta wcale nie była taka dobra, Lou i Atre lepiej latali na miotle, ale powstrzymał się od komentarza, przytakując i zapraszając go gestem ręki, aby za nim poszedł w stronę zejścia z trybun. Czy czuł, jakby prowadził biedną świnkę na egzekucję? Nie, lubił smak bekonu i było mu to absolutnie obojętne. Stanley potrzebował jego pomocy, nic innego nie miało znaczenia. Szedł więc za Kaidenem, trzymając dłonie w kieszeniach. - Nasza rozmowa nie może dłużej czekać, a w tym hałasie, doprawdy, nic bym nie usłyszał! O czym właściwie chciał Pan porozmawiać, Panie..?
- Dowie się Pan wszystkiego, jak tylko będziemy na dole, ledwo Pana tu słyszę i paskudnie na tej klatce śmierdzi. - odparł ze spokojem, mimowolnie wzruszając ramionami. Spojrzenie miał utkwione w czubkach swoich drogich trzewików, bo przecież szanowany komornik z Departamentu Skarbu Państwa nie mógł chodzić, jak fleja, mugol lub biedak. Zastukał palcami dłoni, które tkwiły ukryte w jego spodniach.
- Podoba się Panu dzisiejszy mecz?! Są niesamowici, prawda?
Wywrócił oczami, powstrzymując się od odpowiedzi, bo dotarli do umówionego miejsca, zostawiając schody i tłum za sobą. - Nie jest Pan fanem sportu? - odwrócił głowę w stronę Anthonyego, jednak ten jedynie wyprostował głowę i utkwił spojrzenie w dwóch sylwetkach, które wyróżniały się na tle konstrukcji. Dopiero po chwili chwycił spojrzenie mężczyzny.
- Niech Pan nie używa teleportacji, nie robi szumu. To poważna rozmowa. - rzucił tylko, pół żartem i pół serio, nie bardzo wiedząc, czy rozkaz rzucony w ten sposób faktycznie zadziała. - Ci Panowie bardzo chcieli Pana spotkać.
Przekręcił głowę na bok, uśmiechając się i wciąż trzymając ręce w kieszeniach, westchnął, przenosząc wzrok na swojego brata oraz przyjaciela i przytaknął, sugerując, że ich zabawka była gotowa i właściwie to wszyscy byli tak pochłonięci tym meczem, że nikt nie zauważył niczego podejrzanego.
Rzut PO 1d100 - 27
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!