16.11.2023, 00:48 ✶
Przekręcił głowę na bok, przypatrując się Stanleyowi w milczeniu, spojrzeniem intensywnym i przeciągłym, jednak nie skomentował niczego więcej, decydując się na przytaknięcie. Prawda była taka, że zrobiłby i tak wszystko to, czego kuzyn potrzebował, nie złażenie od rodzaju roboty czy jej terminu, w którym trzeba było ją wykonać. Nie było rady, skoro musiało to być dzisiaj.
Zamiłowanie do głów, owszem, było trochę dziwne i nigdy nie umiał zrozumieć, czemu akurat głowy, ale też nie miał odwagi dziadka zapytać o początek tej historii. Był do tych małych, wysuszonych breloczków przyzwyczajony, chociaż jego talent objawiał się kaligrafią, a nie powiązaniami z wysuszonymi gałkami ocznymi. Cóż, gdyby zamontować w ich miejsce światełka, byłyby z nich niezłe ozdoby choinkowe. Uśmiechnął się pod nosem do własnych myśli. - Dlaczego Ty się od razu tak denerwujesz? Zmarszczek dostaniesz stary i już w ogóle sobie żony nie znajdziesz. Powinieneś się cieszyć, że ja i Sauriel, jaki Twoi najbliżsi skrzydłowi zwracamy uwagę na tyle rzeczy, dzięki temu Twój misterny plan niczego nie pominie, nie?
Uśmiechnął się znów, krzyżując ręce na piersiach. Był zrelaksowany, całkiem rozbawiony i podekscytowany, pomimo drobnych oznak zdenerwowania, które okazywał jego drogi brat. Nawet puścił oczko wampirowi, gdy Stasiek nie patrzył. Uniósł brew natomiast, gdy kazał mu pić szybciej i zrobił automatycznie kilka łyków, znów skupiając się na Borginie starszym. No tak, będzie musiał się męczyć z przygłupami od samego początku.
- Możesz mnie oskarżyć o wszystko, ale ja się nigdy nie spóźniam. Komornicy już tak mają. - rzucił z odrobiną urazy w głosie na to podkreślenie, prychając cicho i zapijając to kolejnym łykiem zimnego cydru. - Tosiek będzie bezpieczny.. Tosiek sobie sam umie poradzić, nie musisz mnie tak chronić. Mogę wam przecież pomóc, gdy będzie trzeba. - zauważył, przenosząc wzrok na Rookwoda, jakby to w nim szukał teraz oparcia. Ten jednak rzucił, że bardzo ładnie, chociaż wcześniej tylko obserwował, uśmiechając się Staśka z chyba odrobiną uwielbienia. Merlin Tośkowi świadkiem, że przyjaźń tych dwoje wykraczała poza te damskie, dziwne relacje, kiedy to zawsze chodziły do szkoły parami do łazienki. Westchnął, przytakując znowu. Nie chciał przecież, żeby jego brat miał kłopoty u Czarnego, te zwykle kończyły się śmiercią. Z zamyślenia wyrwała go Saurielowa ręka, na co uniósł brew, ale nie odsunął się i nie był specjalnie zły. Rookwood był popaprańcem, ale sympatycznym, a fakt, że Stasiek byłby gotów oddać w jego ręce własne życie, sprawiał, że też mu ufał automatycznie.
- Wy sobie zdajecie sprawę, że jesteśmy w jednym wieku i nie musicie mnie traktować tak protekcjonalnie? Może nie mam tyle doświadczenia w tego typu robocie, co wy, ale ja z reguły bardzo mało kiedy coś spierdolę. - zauważył z rezygnacją w głosie, nie mogąc powstrzymać uniesionych brwi. On nigdy nie psuł rzeczy, w które faktycznie się angażował. Zwłaszcza jeśli chodziło o hipnozę, bo był w tym po prostu kurwa dobry. - "Nie panikuj" mi powie, starszy brat roku.. - mruknął pod nosem, wywracając oczami i odprowadził Sauriela wzrokiem, jednak posłał mu tylko rozbawiony i serdeczny uśmiech. Dopił cydru prędko, kilkoma szybkimi łykami i wstał, wycierając dłonie o materiałowe spodnie. Poprawił koszulę, poprawił również inne części odzieży, a potem wsunął dłonie w kieszeń, aby wyjąć z niej swój kieszonkowy zegarek. Wskazówki przesuwały się jakby szybciej albo to po prostu Antek był trochę podekscytowany, jak zwykle, gdy mógł coś zrobić dla Stanleya.
- Macie nieprzyzwoicie zadowolone uśmiechy. - skwitował jeszcze dwójkę czarodziejów, przeciągając się leniwie. Niedługo powinni ruszać na stadion.
Zamiłowanie do głów, owszem, było trochę dziwne i nigdy nie umiał zrozumieć, czemu akurat głowy, ale też nie miał odwagi dziadka zapytać o początek tej historii. Był do tych małych, wysuszonych breloczków przyzwyczajony, chociaż jego talent objawiał się kaligrafią, a nie powiązaniami z wysuszonymi gałkami ocznymi. Cóż, gdyby zamontować w ich miejsce światełka, byłyby z nich niezłe ozdoby choinkowe. Uśmiechnął się pod nosem do własnych myśli. - Dlaczego Ty się od razu tak denerwujesz? Zmarszczek dostaniesz stary i już w ogóle sobie żony nie znajdziesz. Powinieneś się cieszyć, że ja i Sauriel, jaki Twoi najbliżsi skrzydłowi zwracamy uwagę na tyle rzeczy, dzięki temu Twój misterny plan niczego nie pominie, nie?
Uśmiechnął się znów, krzyżując ręce na piersiach. Był zrelaksowany, całkiem rozbawiony i podekscytowany, pomimo drobnych oznak zdenerwowania, które okazywał jego drogi brat. Nawet puścił oczko wampirowi, gdy Stasiek nie patrzył. Uniósł brew natomiast, gdy kazał mu pić szybciej i zrobił automatycznie kilka łyków, znów skupiając się na Borginie starszym. No tak, będzie musiał się męczyć z przygłupami od samego początku.
- Możesz mnie oskarżyć o wszystko, ale ja się nigdy nie spóźniam. Komornicy już tak mają. - rzucił z odrobiną urazy w głosie na to podkreślenie, prychając cicho i zapijając to kolejnym łykiem zimnego cydru. - Tosiek będzie bezpieczny.. Tosiek sobie sam umie poradzić, nie musisz mnie tak chronić. Mogę wam przecież pomóc, gdy będzie trzeba. - zauważył, przenosząc wzrok na Rookwoda, jakby to w nim szukał teraz oparcia. Ten jednak rzucił, że bardzo ładnie, chociaż wcześniej tylko obserwował, uśmiechając się Staśka z chyba odrobiną uwielbienia. Merlin Tośkowi świadkiem, że przyjaźń tych dwoje wykraczała poza te damskie, dziwne relacje, kiedy to zawsze chodziły do szkoły parami do łazienki. Westchnął, przytakując znowu. Nie chciał przecież, żeby jego brat miał kłopoty u Czarnego, te zwykle kończyły się śmiercią. Z zamyślenia wyrwała go Saurielowa ręka, na co uniósł brew, ale nie odsunął się i nie był specjalnie zły. Rookwood był popaprańcem, ale sympatycznym, a fakt, że Stasiek byłby gotów oddać w jego ręce własne życie, sprawiał, że też mu ufał automatycznie.
- Wy sobie zdajecie sprawę, że jesteśmy w jednym wieku i nie musicie mnie traktować tak protekcjonalnie? Może nie mam tyle doświadczenia w tego typu robocie, co wy, ale ja z reguły bardzo mało kiedy coś spierdolę. - zauważył z rezygnacją w głosie, nie mogąc powstrzymać uniesionych brwi. On nigdy nie psuł rzeczy, w które faktycznie się angażował. Zwłaszcza jeśli chodziło o hipnozę, bo był w tym po prostu kurwa dobry. - "Nie panikuj" mi powie, starszy brat roku.. - mruknął pod nosem, wywracając oczami i odprowadził Sauriela wzrokiem, jednak posłał mu tylko rozbawiony i serdeczny uśmiech. Dopił cydru prędko, kilkoma szybkimi łykami i wstał, wycierając dłonie o materiałowe spodnie. Poprawił koszulę, poprawił również inne części odzieży, a potem wsunął dłonie w kieszeń, aby wyjąć z niej swój kieszonkowy zegarek. Wskazówki przesuwały się jakby szybciej albo to po prostu Antek był trochę podekscytowany, jak zwykle, gdy mógł coś zrobić dla Stanleya.
- Macie nieprzyzwoicie zadowolone uśmiechy. - skwitował jeszcze dwójkę czarodziejów, przeciągając się leniwie. Niedługo powinni ruszać na stadion.
Koniec sesji