Panna Figg wiedziała, że już za chwilę będzie mogła się stąd oddalić. To jakby dodawało jej skrzydeł, na twarzy pojawił się uśmiech, zdenerwowanie powoli znikało. Przestanie być na świeczniku, będzie się mogła schować - tak, jak lubiła najbardziej. Trzeba było tylko dotrwać do końca.
Postanowiła nie komentować tym razem wypowiedzi kandydatów. Uważała, że swoje już powiedziała. Słuchała więc tylko uważnie ich odpowiedzi na zadane przez siebie pytania.
Pan numer jeden zupełnie nie zdziwił ją swoją odpowiedzią. Tego się spodziewała, szkolne miłości zazwyczaj należały do tych pierwszych, słyszała nawet o przypadkach, kiedy trwały do dzisiaj, co ogromnie ją zadziwiało. Jak widać nie wszyscy mieli tyle szczęścia.
Nie spodziewała się, że pan numer dwa będzie taki wylewny. Wydawało jej się, że gdzieś odpłynął, co zupełnie popsuło jej jego wizję. Może przy kobiecie faktycznie się zmieniał? Dziwne, ale wolała tego nie sprawdzać.
W przypadku numeru trzeciego znowu zapadła cisza, nim tylko zdążył się odezwać. Przez moment przebiegło jej przez myśl, że znowu ktoś go wyciszył, jednak nie. Wspólny biznes brzmiał dobrze, chociaż pralnia nie byłaby jej pierwszym wyborem.
Pan numer cztery odpowiedział dość lakonicznie, skoro starałby się być lepszym mężczyzną, to do tej pory nie był? Nie miała pojęcia do końca o co mu chodzi, i pewnie nigdy się nie dowie.
Światła przygasły. Nadszedł moment, którego wolała uniknąć. Nie chciała jednak nikomu robić przykrości, a skoro Erik już ją w to wrobił, to miała zamiar wyjść z całego zamieszania z twarzą, o ile w ogóle było to możliwe. Z nim policzy się później.
- Jako pierwszego chciałabym pożegnać pana numer cztery, wydaje mi się, że bardzo dzielą nas zainteresowania. - Próbowała jakoś uargumentować swoje decyzje.
- Kolejnym kandydatem, który nie zostanie przeze mnie wybrany będzie pan numer dwa. Mam wrażenie, że jesteśmy na nieco innym etapie życia, mogłoby nas to poróżnić. - Zawsze lepiej to brzmiało niż to, że wyobrażała go sobie jako człowieka, który gnije w swoim pokoju czekając na niewiadomo co, chociaż opowieść o jego wybrance była nawet urocza.
- Wybór nie jest prosty, pan numer jeden wzbudził moją ciekawość, chociaż nieco przeraziło mnie to, że lubi wyzwania i adrenalinę. Martwiłabym się o to, czy jest cały i zdrowy, a zmartwień mam już od liku. - Trzeci z głowy.
Wypadałoby też chyba powiedzieć, kto został tym szczęśliwcem, chociaż chyba każdy już wiedział. - Wychodzi na to, że moim wyborem jest pan numer trzy. - Czy był to dobry wybór? Okaże się już niedługo.